Robert
Zsiadł z konia,podszedł do Agnes i powiedział - Pomogę Ci,i tak cud że tak dobrze sobie dotąd radziłaś - wiedząc że jest tak poraniona że jej samej może być to trudno uczynić.
Wersja do druku
Robert
Zsiadł z konia,podszedł do Agnes i powiedział - Pomogę Ci,i tak cud że tak dobrze sobie dotąd radziłaś - wiedząc że jest tak poraniona że jej samej może być to trudno uczynić.
Adriano, Bertrand:
Wtem się z nimi sam rozprawię, idź i nie marnuj jęzora na czcze gadaniny! Odkrzyknął rozgniewany hrabia.
Robert:
Kobieta przystała na propozycję, podała Ci dłoń którą chwyciłeś, dopiero spostrzegłeś że wnętrze ma okrwawione. Przerzuciła nogę przez zad konia a Ty ją złapałeś, jednak odlecieliście nieco oboje do tyłu, niewiele zbrakło byście się przewrócili.
Zamknąć bramę, zamknąć bramę! Nikogo nie wpuszczać poza panem Duncanem i jego pocztem! Wykrzyczał Godwyn.
Bertrand
Ależ oczywiście, jak sobie życzysz. rzekł, po czym wybiegł na dziedziniec.
Robert
Można ufać Duncanowi? Nie spodobał mi się........ - wyszeptał do Agnes
Wszyscy:
Na zewnątrz wyszli Bertrand z Adriano i ujrzeli Agnes, Roberta, Godwyna i dziesięciu templariuszy. Właśnie zsiadają z koni, a straże na murach fortu zamykają bramy. Nerwowo biegają po murze i dziedzińcu, jakoby przygotowując się do odparcia szturmu.
Nie znam go prawie wcale, niedawno przybył do Outremer, jest w dobrych relacjach z Godwynem, ale Duńczyk nigdy mi o nim nie opowiadał - odszepnęła Agnes.
Bertrand
Ujrzawszy ranę na głowie Agnes podbiegł do niej i rzekł z troską w głosie Co się wydarzyło? Wszystko w porządku droga pani? Opatrzyć to trzeba!
Robert
Jego zdrada by oznaczała koniec dla nas wszystkich,a jego koń był jednym z tych osiodłanych w stadninie,nie wiem co o tym myśleć Agnes...... - ponownie powiedział do niej szeptem.
Adriano
Hrabia kazał nam się zbroić.
Wszyscy:
W porządku Bertrandzie w porządku, znów omal życia nie straciłam ale w porządku - odparła Agnes i się zaśmiała. Robertowi skinęła głową po czym powiedziała dalej do wszystkich - jak hrabia zbroić się kazał to czyńcie to, obawiam się że będziemy musieli stanąć do walki. Zasyczała znów z bólu i przyłożyła dłoń do swej rany.
Tymczasem z zamku wybiegło też kilku innych rycerzy, w tym Baldwin z Ibelinu, udają się do zbrojowni. Często słyszycie różne ich okrzyki, lecz tylko Bertrand z was je rozumie, są to polecenia przez nich wydawane do sierżantów. Templariusze wyczekują na dziedzińcu rozmawiając ze sobą, Czerwony Fort przypomina teraz twierdzę przygotowującą się do oblężenia.
Bertrand
Hrabia uparty człowiek, prosiłem, żeby sam w zamku nie zostawał, bo kto wie co się po kątach czai, lecz on nas odprawił.
Bo hrabia porządny rycerz a nie końska rzyć jak co poniektórzy z tutaj zebranych! Wtrącił się Godwyn, dodając zaraz - Duncan powinien przyprowadzić jak dobrze pójdzie, pięćdziesięciu zbrojnych, w tym dziesięciu konnych!
Bertrand
Po cichu do Agnes i Roberta A któż to ten Duncan? W ogóle powiedzcie co się wydarzyło, bo odpowiedzi wcześniej nie dostałem?
Robert
Odszepnął - Przyjaciel Godwyna ale nie ufam mu a Agnes nam pomoc przyprowadziła mimo ran ciężkich a i spiskowcom jej się umknąć udało,na których zresztą wpadłem jadąc z poleceniem zamknięcia bram......., teraz zbierają siły i szykują się zapewne do ataku - po czym dodał już do rannej przyjaciółki - Zanieść Cię do komnaty? Powinnaś jak najmniej o własnych siłach teraz chodzić a i medyk musi znów na Twe rany okiem rzucić.
Możesz zanieść, zabiorę miecz stamtąd - odparła, po czym zaraz wykrzyczała - służba! Siodłać mi konia! Na to zaraz pacholikowie pognali do siodlarni po siodło dla jej rumaka.
Godwyn tymczasem zaczął się bawić na swoim wierzchowcu, najpierw stanął mu dęba, a potem w miejscu zaczął dreptać inochodem, z gracją stawiając dwa lewe kopyta na ziemi, trzymając w powietrzu obydwa prawe, potem zaś na odwrót. Dobrze Harold, dobrze! Wykrzyczał po łacinie.
Robert
Nie będę protestował żebyś walczyła bo wiem że nic Cię od tego nie odwiedzie,ale proszę, daj się najpierw obejrzeć medykowi i rany swe na powrót do porządku przywrócić - rzekł biorąc ją na ręce i niosąc do komnaty,po chwili dodał po włosku do swego wierzchowca - Boemund! Czekaj tu na mnie,nie atakuj nikogo bez powodu i zachowuj się porządnie - na co rumak zarżał jak by wszystko rozumiejąc i ustawił się sprawnie przodem do bramy.
Bertrand
Poszedł do stajni, do boksu swego konia Witaj przyjacielu. rzekł cicho, po czym pogładził go po szyi. Tylko tyś mi prawdziwie wierny Guillaume, ale jutro pewnikiem Cię stracę... Do kogo byś po moim trupie nie trafił, bądź dla niego dobry. Guillaume zdawał się rozumieć swego pana i szturchnął go pyskiem w ramię, tak jakby chciał go pocieszyć i powiedzieć "Nie smuć się, wszystko będzie dobrze". Bertrand tymczasem zaczął go siodłać.
Robert:
Przywrócić rany do porządku? Nonsens, wszak już medyk mi je opatrzył a nie ma czasu na takie nic nie znaczące głupoty - odrzekła kobieta w drodze.
Bertrand:
Osiodłałeś swego konia i założyłeś mu ogłowie, Guillaume wtulił się do Ciebie głową. Dobry to rumak, wierny, szlachetnej krwi i piękny. Do stajni tymczasem wjechał Godwyn rzecząc z uśmiechem - żal tego wierzchowca ostrogami panie kłuć, chociaż mniej go zaboli niż panią de Montmirail, konie grubszą skórę mają hehe.
Adriano:
Na dziedzińcu dalej bez zmian... Wszyscy szykują się do walki, choć niewiadomo czy ta na pewno nadejdzie.
Bertrand
Tylko od tyłu mego przyjaciela panie nie zachodź! Bo nie ręczę za siebie, jak przy następnym spotkaniu zacznie dziwnie na twój widok rżeć, hehehe.
Robert
Nie żaden nonsens a zdrowy rozsądek,moja droga ledwo z konia zsiadłaś i widziałem jak się za ranę złapałaś,nie próbuj zaprzeczać,jeśli nie chcesz tego zrobić dla siebie to zrób to dla tych na których Ci zależy tak jak i dla nich sprowadziłaś tą pomoc - powiedział do niej zdecydowanym głosem po chwili krzycząc do jednego z pachołków - Sprowadź ponownie medyka do komnaty Pani de Montmirail!
Bertrand:
O! To widzę panie, że twój rumak już doświadczony w tej dziedzinie, skoro i wie jak się zachować, gdy go sodomita w zbroi od tyłu zachodzi! Zapewne miał dobrego nauczyciela?! Wykrzyczał Godwyn z uśmiechem.
Robert:
Agnes spojrzała na Ciebie, podpierając się na Twym ramieniu dłonią, zostawiając nieopatrznie ślad krwi na ubraniu - chyba tym razem nie odstąpisz, mam rację?
Robert
Masz rację - rzekł uśmiechając się do niej i kompletnie nie zwracając uwagi na zakrwawiony ślad na swym ubraniu.
Adriano
W szybkim tempie do miejsca w którym zostawił kolczugę i całą resztę wyposażenia. Ubiera ją, zbiera resztę i wraca do towarzyszy.
Bertrand
Wa! Mój rumak czysty, żaden sodomita w zbroi go od tyłu nie zachodził, czyżbyś panie o swych doświadczeniach teraz opowiadał? Pomyliłeś "twój" z "mój"? No cóż, nie wnikam jak wyglądają pańskie relacje z wierzchowcem, lecz czy ta rudowłosa dama o tym wie? wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Bertrand:
Słuchaj uważnie, bo ci chyba panie twój ogier ucho przetkał tak, żeś problemów ze słuchem się nabawił! A ta rudowłosa dama wie o wszystkim, nic nie ukrywam przed nią, nawet tego żem z końską rzycią gadał jako teraz, czy wcześniej ha! Odkrzyknął Godwyn.
Robert:
Doniosłeś Agnes do jej komnaty, jako że miałeś zajęte ręce ona swymi okrwawionymi dłońmi otworzyła drzwi, a następnie zamknęła.
Adriano:
Na dziedziniec wyjechał Oswald de Chastelneuf na koniu, co dziwne bo wypadł wprost z sali rycerskiej... Gestem dłoni przywitał zebranych templariuszy, oni zaś poczynili to samo. Rycerze! Wykrzyczał do wszystkich - Gawain de Montrose został wtrącony do lochu za zdradę, przyznał się że był jednym ze spiskowców i wspierał niejakiego Gawaina de Curland, zagorzałego wroga pani de Montmirail i hrabiego Rajmunda! Jeśli gdziekolwiek bydlaka znajdziecie, macie go ubić bez wahania!
Bertrand
Mój słuch dobry panie, może ty problemy z mową masz, od tego cóżeś w ustach trzymał, jak ze swym koniem żeś się zaznajamiał!
Robert
Postawił ją delikatnie na ziemi i powiedział - Usiądź na łożu,pomogę Ci zdjąć buty - widząc jak już otwiera usta by się sprzeciwić szybko uciął dyskusję mówiąc - Żadnych ale,nogi tym bardziej wymagają opatrzenia,po tym jak ten niezdarny niedźwiedź Ci ostrogą po nich przejechał.....
Bertrand:
Godwyn się zaśmiał i odrzekł - ha! Może obaj żeśmy siebie warci, jam z zatkanymi ustami, a tyś z uszami! Ale jak to powiadają, nie jest dobry ten rycerz, któren konia swego dogłębnie nie poznał ha!
Robert:
Musisz być taki uparty? Traktujesz mnie jako gdybym królową była, a teraz już nawet mój tytuł hrabiny niewiele znaczy ehhh... Ale skoro musisz, proszę, rób co należy, a medyk zaraz pewno przyjdzie - odparła siadając na łożu, z całych sił starając się nie dotknąć pościeli zakrwawionymi dłońmi.
Robert
Traktuje Cię jak ranną przyjaciółkę,która pilnie potrzebuje pomocy samemu z tego sobie nie zdając sprawy - powiedział uśmiechając się do niej i delikatnie,tak aby jak najmniejszy ból u niej spowodować począł buty z jej nóg zdejmować.
Bertrand
Odrzekł żartobliwie do konia Godwyna Powiedz mi no, mości Haroldzie, cóż tam z tym swym panem po nocach odprawiacie za harce? Hehe
Bertrand:
Koń Godwyna stanął za sprawą swego jeźdźca dęba i zaczął bić kopytami przed samym Twym nosem... Widać że jest znakomicie wyszkolony, zaś Duńczyk ma z tego wielki ubaw i chyba póki co nie zamierza kazać mu opaść na cztery kopyta...
Robert:
Agnes zacisnęła zęby z bólu, gdy zdjąłeś jej buty wylała się z nich krew. Takoż bandaż na jej ranie jest cały przesiąknięty jej krwią, jak i prawie całe stopy aż po łydki. Boże drogi, mój dywan! Najpiękniejszy, z Persji wprost sprowadzony, a teraz cały w plamach ehhh... Wykrzyczała załamana, patrząc na kilka czerwonych plam na pomarańczowo-niebieskim dywanie. I teraz do prania tylko się nadaje, a dlaczego? Bo przez błahostkę go zaplamiłam!
Bertrand
Nie spadnij pan z niego jeno, bo jak spadniesz to zaraz przed zadem wylądujesz, i kto wie, czy okazji nie wykorzystasz, hehehe odsunął się nieznacznie do tyłu, by kopytem nie oberwać.
Robert
Nie ma nic ważniejszego od życia Agnes,nic..... - powiedział do niej i zastygł w wyczekiwaniu na medyka.
Bertrand:
Już raz żem tak poczynić próbował, tom skończył nabity na coś, na co nabić się nikt nie chce i nie mówię tu o włóczni bynajmniej! Odkrzyknął Godwyn, po czym jego rumak opadł na cztery kopyta. Na zewnątrz słyszycie dość głośny krzyk, to chyba głos Oswalda de Chastelneuf.
Robert:
Ajjj mój dywan, o Boże pościel! Drygnęła jak poparzona, gdy zorientowała się że trzyma rekę na swej poduszce, zostawiając na niej czerwoną plamę. W międzyczasie rozległo się pukanie do drzwi, słyszycie krzyk po łacinie - to ja, medyk hrabiowski do pani de Montmirail!
Robert
Odkrzyknął - Wejść! Pani pilnie pomocy potrzebuje
Bertrand
Cosik na dziedzińcu zawierucha, chodźmy obadać. dosiadł Guillaume'a i wyskoczył z boksu kierując się do miejsca, z którego słychać okrzyk.
Adriano
Biegiem pokonuje resztę trasy po usłyszeniu odezwy do templariuszy.
Bertrand:
Na dziedzińcu ujrzałeś Oswalda, który właśnie skończył przemawiać do templariuszy i innych rycerzy zebranych wokół. Z sali rycerskiej co i rusz wychodzą kolejni panowie, gotujący się do walki a z miasta dobiega dźwięk rogów w odstępach kilku minut. Wygląda na to, że podstawiony pod ścianą Gawain nie mając nic do stracenia zbiera wszystkich swoich zbrojnych i stronników...
Adriano:
Widzisz i słyszysz dokładnie to co Bertrand...
Bertrand i Adriano:
Wnet jednak Oswald podjechał do was i spytał donośnym głosem - przysięgacie walczyć po naszej stronie, jeśli do boju dojdzie? Poprzecie hrabiego Rajmunda w walce o utrzymanie swej władzy w Trypolisie? Władzy z Bożej łaski, prawnie odziedziczonej?
Robert:
Wpuściłeś medyka do komnaty pani de Montmirail, ten niosąc w dużej sakwie wszelakie potrzebne sobie rzeczy natychmiast podszedł do niej i rzekł po łacinie:
- Proszę się położyć, szlachetna pani, muszę zmienić opatrunki, oraz sprawdzić czy z ranami wszystko w porzadku.
- Żartujesz? Całą pościel sobie zaplamię, mogę siedzieć! I tak już spójrz co się z moim dywanem stało!
- Pani, nalegam...
- Nie ma mowy!
Przy okazji słyszysz co jakiś czas przytłumiony dźwięk rogów wojennych...
Bertrand
Wyjął miecz z pochwy i uniósł go w górę, po czym wykrzyczał Niech zdrajcy od naszych mieczy giną i w piekle płoną! Przysięgam, iż prawowitego władcę poprę i w boju za niego stanę jak Bóg nakazał!
Adriano
Dobył miecza, uniósł go w górę, Przysięgam jak Boga kocham że będę bronił prawowitej władzy hrabiego Rajmunda.! Zezwól Oswaldzie że pobiegnę do zbrojowni by resztę ekwipunku zebrać i dołączyć do was dozbrojony.
Robert
Westchnął ciężko ale szybko powiedział jak gdyby nagle olśniony - Zatem położysz się na moim łożu, Hrabia przydzielił mi komnatę tuż obok,medyk zrobi opatrunki a ja tymczasem zbroję przywdzieję - podszedł szykując się by ją wziąć na ręce i dodał - Weź swój miecz Agnes a Ty ponieś jej buty,tylko uważaj bo sporo w nich krwi....