-
Anna de Loiret
Jeśli uważasz panie, że nie jestem damą bo dobywam miecza by walczyć o Bretonnię, która upada na naszych oczach, to niech tak będzie. Mogę nie być i damą, dla mnie ważniejsze są takie cnoty jak odwaga, honor, szlachetność, niż przypodobywanie się rycerzom, nawet takim wspaniałym jak ty, panie.
Techniczny
Nie ma przerywania przygody z powodu jednej spiny... Trzymajcie trochę te nerwy na wodzy zwłaszcza jak taki błahy powód.
-
Arathena
Nie znała się na rycerskich zwyczajach. Prosta dziewczyna,która wychowywała się w lesie i sama musiała walczyć o swoje. Niby w społeczności ale jednak samotna. Taką ją natura stworzyła i szczerze powiedziawszy często jej było z tym dobrze. Oczywiście jak każdy pragnęła być akceptowana i lubiana, ale im bardziej się starała tym gorzej to wychodziło. W końcu zrozumiała że nie ma na świecie ideału. Nikt i nic nie jest do końca perfekcyjne tak samo jak nic nie jest w stu procentach beznadziejne. Zwróciła uwagę Srebrnemu Rycerzowi nie dlatego że obrażał Annę ale dlatego, że tak w jej odczuciu wypadało. Niemniej nic sobie z tego nie robiła jeśli nic z tego nie zrozumiał. Dla niej był najzwyklejszym w świecie rycerzem, który z swej wypucowanej zbroi zjawił sie nie wiadomo skąd i pewnie pojedzie nie wiadomo gdzie. Ot drobny epizod w jej życiu, o którym zapewne zaraz zapomni jak tylko przestanie razić tą nieskazitelnie wypolerowaną zbroją.....
Pierwotnie chciała iść do Anny i faktycznie zrobiła nawet kilka kroków, ale nagle zrezygnowała ze swego zamiaru. Uznała, że nic jej przyjaciółce nie grozi, no może trochę zostanie uszczerbiona jej duma, ale nie jest to nic poważnego... Trochę pewnie się poobraża i szybko jej minie...
Zawróciła nagle i zaczęła robić na szybko przegląd swoich rzeczy...Widziała swą sieć porozrywaną na strzępy i nawet miała zamiar ją spróbować naprawić, ale zdała sobie sprawę z tego, że trwało by to w nieskończoność. Nie wiedziała też dokładnie co będzie z jej magiczną liną.
Zawracam Ci Panie głowę bez przerwy, ale gdybyście nie okr... Zbierali złota na okup... tu się poprawiła... zapewne nie znalazłabym się takiej sytuacji... Nie wiecie czasem czy gdzieś w pobliżu znajdę miejsce bym mogła kupić sieć? Chyba że Wy jaką macie na zbyciu. Zapytała Bertranda.
-
- Zapomniałeś mości dodać szlachetnie urodzonej - stwierdziła arcykapłanka - Chyba nie sądzisz, że oddawanie czci mieszczce czy wieśniaczce rycerską jest sprawą?
- Odwaga, honor i szlachetność zapewne każą Ci paradować w kapeluszu, który noszą zdrajcy i bluźniercy? Których tabard żywą kpiną jest z tego, co dla mnie najcenniejsze i czego przysięgałem bronić? Tylko to, że jesteś kobietą powstrzymało mnie przed ścięciem Ci głowy. rzucił Armand z siodła swego rumaka.
- Pewno w jakiejś osadzie rybackiej takową mogła byś nabyć. Jednak żadna nie leży w pobliżu tego lasu. Podacie mi w końcu te bukłaki i beczki, bym mógł z nimi wysłać swych ludzi? - odparł Bertrand.
- Christophe, pozwól no tu na moment rzekł głośno Tankred.
Techniczny:
Jednak zdecydowałem się dalej pociągnąć tą przygodę. Tylko proszę się mi nie żalić na mą stronniczość, etc. Jeśli komuś gra u mnie nie sprawia przyjemności, to zawsze może z takowej gry zrezygnować.
-
Alessio
Odparł spokojnie - Ależ nikt tu nie mówił o oddawaniu czci....,w mej ojczyźnie mamy szczególne podejście do kobiet nawet tych niższego stanu....,choć może faktycznie słowa o rycerskości były....hmm,nie do końca trafione. A Ty Panie nie czyń jej takich zarzutów bowiem dopiero co do Bretonni przyjechaliśmy i nie mieliśmy jeszcze okazji z ludźmi fałszywego króla się spotkać....
Techniczny
Już mówiłem że nie zrezygnuję bez poważnego powodu w trakcie zwłaszcza gdy jest tylko tylu graczy,wszystko co miałem do powiedzenia już powiedziałem.
-
Christophe Leroy
Co za rycerz... Dupa nie rycerz - pomyślał giermek słysząc jęki tego całego rycerza, po czym podszedł do swego pana, przykląkł przy nim i ukłonił mu się głową - Tak, panie?
-
Arathena
Przeszła się po koniach by pozbierać bukłaki i przyniosła je Banicie... Kto ma je zanieść do waszej osady? I nie zapomnij panie przekazać prośby o linę...
-
Anna de Loiret
Dostałam ten kapelusz w Miragliano, nie wiedziałam że takie noszą zdrajcy - rzekła do rycerza i zdjęła kapelusz, wyrzucając go potem daleko.
-
Anna nagle uświadomiła sobie z kim ma do czynienia. To nikt inny jak rycerz świętego Graala chorążym kraju będący.
- Wypełniłeś misję, pora więc bym spełnił to co Ci obiecałem Christophe. Niniejszym więc zwalniam Cię ze służby, byś, gdy będziesz gotów i znak od Pani Jeziora dostaniesz, mógł stać się błędnym rycerzem. - wygłosił Tankred.
- Ma bogini, po tym jak książę bez ziemi tron królestwa zajął za pomocą oszustwa, postanowiła odwrócić się plecami od Bretonni, dopóki stary ład do niej nie powróci. Wątpię by odpowiedziała na Twe modły. Sądzę jednak, że próba związana by była ze sprowadzeniem prawowitego króla do kraju - rzekła Morgiana, ledwo słowa ojca Anny przebrzmiały.
- Nie zapomnę. Jeśli to tylko te dwa bukłaki, to jednego człeka wyślę - powiedział Bertrand wyciągając dłoń w kierunku pojemników.
- Trzy! - rzuciła Liothannea i po chwili podała Bertrandowi swe naczynie.
-
Alessio
I jeszcze ta beczka.... - rzekł sięgając do juków i wręczając ją któremuś z banitów
-
Bertrand wyznaczył jeszcze jednego banitę, przekazał mu bukłaki rozkazując je napełnić wraz z beczką świeżą wodą, przeprowadzić wóz ze złotem w stronę północnej granicy lasu i przynieść połowę magicznej liny. Wyznaczona dwójka opuściła polanę wraz ze Srebrnym Rycerzem.