-
Dan:
- Niee... Nie ma opcji żeby szef pozwolił im pić na służbie. Po niej to co innego, więc spodziewajmy się ich wizyty...
- Pełzacze pewnie jakieś będą... Ale pewnie nie tak wiele jak kiedyś. Kilka gniazd w jednej z kopalni to raczej zbyt dużo.
W końcu dotarliście do jednej z odnóg. Macie do wyboru pójście na prawo, bądź dalej na lewo...
Vito:
Bez przesady... Może i ma pierdolca na punkcie służby, ale potrafi być wdzięczny. Ale na pewno będziemy musieli mu, albo samemu Tymorisinowi składać wyjaśnienia... Kolejne.
-
Dan
Diane,co Ci podpowiada kobieca intuicja,prawo czy lewo? - zapytał żartobliwym tonem patrząc w jej oczy
-
Vito
Trudno, przynajmniej lepiej się już czujemy i powinno pójść gładko...
-
Dan:
Hmmm... Moja kobieca intuicja podpowiada mi, że powinieneś iść na prawo i sprawdzić co tam jest, a ja sobie tu posiedzę... - odparła ci również żartobliwie, po czym jak gdyby nic usiadła sobie pod ścianą i wpatrywała się w was.
Vito:
Poszliście kilka metrów dalej. Słyszysz skąd jakieś dziwne... dyszenie? Skądś to znasz.
-
Vito
Słyszysz? Brzmi niepokojąco... Przyśpieszmy kroku... Wyszeptał do Ulricha.
-
Dan
O,nie,nie,idziesz ze mną - złapał ją za rękę podnosząc z ziemi i pociągnął w prawo - Chyba że nie masz dość odwagi? - nagle ją puścił i poświecił na jej twarz patrząc na nią z uśmiechem
-
Dan:
A nie zrobisz tego za mnie? Jestem już zmęczona tymi wędrówkami i w ogóle... Nie, nie boje się, od razu mówię, no ale no... Nie chce mi sie tak baaardzo - odparła ci zapierając się nogami i nie chcąc wstawać, robiąc przy tym słodką minkę i oczy do Ciebie.
Vito:
O zajebiście... Spierdalajmy stąd - rzucił Urlich i rzucił się do ucieczki. Z któryś z krzaków wyskoczyły na was 3-4 zombie, wyglądający jak jacyś obywatele miasta. Sprawnie jednak nie dałeś się złapać tak samo jak i Urlich i pobiegliście w kierunku Khorinis.
-
Vito
Gdy już znaleźli się pod murami, poza zasięgiem tych stworów, przystanął na chwilę, by złapać oddech. Jestem już tym wszystkim zmęczony... Złóżmy zeznania i miejmy to z głowy, jestem głodny jak nigdy...
-
Dan
No wstaaaaawaj,puścisz mnie tam samego? - zapytał z uśmiechem próbując ją podnieść
-
Dan:
Daaasz sobie radę sam... Na pewno... Boisz się sam iść? - spytała z wrednym uśmiechem, dalej się zapierając, choć nie wyszło wyszło jej teraz i mimowolnie wstała na nogi.
Vito:
Taaa... Ja też. Chodźmy najpierw do Wulfgara, da nam pancerz jakiś chociaż. Nie będziesz latać do Tymorisina w tym stroju przecież - odparł Urlich i ruszyliście do kapitana. Ten ćwiczył z nowymi rekrutami, a raczej ich katował. Widzicie, że już są cholernie zmęczeni i chyba zaraz popadają. Spojrzał po chwili na was, gdy się do niego zbliżaliście i zaraz rzucił - Urlich? Gdzieście się wy podziewali przez ten cały czas? Myślałem, że padliście w tym lesie...
- Jeszcze nie... Ale niewiele brakowało i byśmy trafili tutaj jako już chodzące trupy. W każdym razie jest dużo do opowiedzenia i przedyskutowania... Vito potrzebny jest jakiś pancerz. Byliśmy w klasztorze i Najwyższa Rada ma coś do przekazania lordowi. To chyba coś ważnego jest...
- No dobrze... Zgłoś się do Pecka Vito i ruszaj. Przez ten czas Urlich mi wszystko opowie...