Vito
Tak szefie... Odparł pochylając przed nim głowę i wszedł w głąb koszar, szukając Pecka.
Wersja do druku
Vito
Tak szefie... Odparł pochylając przed nim głowę i wszedł w głąb koszar, szukając Pecka.
Dan
Ja się nie boję niczego moja droga....- tu nagle urwał jak gdyby się zastanawiał po czym dodał z uśmiechem - Chociaż czekaj....,no dobra,kilka rzeczy by się znalazło,ale ciemności i pełzacze się do nich nie zaliczają....- i po prostu poszedł w prawo,ciągnąc ją za rękę
Dan:
No dobrze no, skoro tak nalegasz, hihi - odparła ci z uśmiechem i poszła za Tobą, tak samo jak i zwiadowca. Trochę przeszliście i widok jaki ujrzeliście nie jest zbyt fajny... Znajduje się tu jakaś jaskinia z kilkoma nadżartymi, przegnitymi trupami w jakiejś sadzawce, którą wypełniła woda po deszczówce. Z góry widzicie, iż jest jakaś szczelina, lecz wspinaczka tam na górę mija się raczej z celem. Poza tym jest tu też sporo pajęczyn. Poza tym widzicie tu kolejne odnogi - jedna jest niemalże przed wami, druga po waszej lewej stronie. Przynajmniej czujesz powiew świeżego powietrza...
- Chyba nie tutaj... No cóż... - powiedziała niewinnie do Ciebie.
- Zawsze można się zawrócić...
Vito:
Peck jak zwykle stoi całymi dniami za starą, drewnianą ladą i wypełnia swoje obowiązki kwatermistrza. Po jego minie widzisz, że jest dosyć znudzony, chociaż nieco się ożywił widząc Ciebie w stroju farmera. Rzucił od razu do Ciebie - Hej Vito. Czego to poszukujesz u zanudzonego na śmierć Pecka? I w ogóle... Czemu ty łazisz w stroju farmera?
Vito
Dorabiam na farmie Sekoba... Zebrał się na żart. Nekromanci zabrali mój pancerz, miałbyś coś na moją figurę? Muszę się zaraz pokazać się u Lorda Tymorisina.
Dan
Hmm,chyba jednak kobieca intuicja nas zawiodła.... - spojrzał na nią pobłażliwie z lekkim uśmiechem- To wygląda mi na wymarłe gniazdo pełzaczy czyli bardzo,bardzo nieciekawe miejsce,powiew powietrza czuć z tej szczeliny a nie od możliwego wyjścia,dlatego ja bym wrócił i poszedł w lewo a nie właził w te odnogi,tylko sie pogubimy....
Dan:
- Kto wie czy po coś takiego oni tu nie przyszli... W każdym razie wracajmy. Wolę nie zostać jednym z nich - dodał zwiadowca, wskazując na sadzawkę.
- Następnym razem zaufamy Twojej intuicji. Może ona nie zawiedzie - powiedziała Diane i wyruszyła za zwiadowcą do tamtego tunelu.
Ruszyliście w drogę i wróciliście do rozwidlenia. Jednak coś Cię cholernie zaniepokoiło... Coś się tu chyba czołga do was.
- Ja pierdole... Ja tu zawału kiedyś dostanę - rzuciła Diane szeptem i wyciągnęła miecz.
- A mi za mało płacą za tą robotę...
Vito:
U Sekoba? To nic dziwnego, że wróciłeś do roboty w straży... Dobra, mam tu coś dla Ciebie - podał ci zwykłą zbroje strażnika, w nieco lepszym stanie niż twoja poprzednia, oraz standardowy miecz straży - W ogóle co się dzieje tam na zewnątrz, poza miastem? Ludzie gadają, gadają... Ale żadnych konkretów.
Dan
Gestem ręki nakazał im ciszę i powoli wyszedł kawałek naprzód w jednej dłoni dzierżąc topór w drugiej zaś pochodnię...
Vito
Orientujesz się ile mnie nie było? Dwa dni? Nekromanci wyszli na drogi, razem ze swoimi martwymi sługami. Złapali nasz oddział, kiedy zabiliśmy tego umarłego cieniostwora, mi i Ulrichowi udało się uciec. To tak w wielkim skrócie. Rzekł przebierając się. Po przywdzianiu zbroi zabiera list z kieszeni farmerskiego ubrania.
Dan:
Ujrzałeś, iż szła za wami tu na was grupa zombie i parę szkieletów. Są jeszcze w miarę daleko, nie wiesz tylko czy zareagują one na światło z Twojej pochodni czy nie...
Vito:
Jeden dzień. A z resztą co się stało?
Dan
O cholera.... - szybkim krokiem wrócił do reszty mówiąc - Idzie za nami grupa ożywieńców....chodźmy na lewo,gorzej niż w tej na prawo chyba nie będzie....