Robert
Moja miła pozwolisz......? - powiedział delikatnie ujmując ją za nogę którą sobie pieściła i zaczynając bardzo powoli ją masować wypatrując jej reakcji
Wersja do druku
Robert
Moja miła pozwolisz......? - powiedział delikatnie ujmując ją za nogę którą sobie pieściła i zaczynając bardzo powoli ją masować wypatrując jej reakcji
Bertrand
Opuścił cytadelę i odebrał Guillaume'a ze stajni. Podjechał także do jednego ze strażników i rzekł do niego po łacinie. Wybacz panie, że w służbie Ci przeszkadzam, lecz czy mógłbyś wskazać mi drogę do najbliższego zakładu płatnerskiego?
Charles:
Na Godwyna jest najlepszy sposób, jak zaczyna mleć ozorem i zaczepiać, to trzeba mu hardo odpowiedzieć, równie ostro dogryzając. Nie obrazi się, on tego oczekuje hehe - rzekł Oswald.
Robert:
Oblicze Charlotte nieco się rozchmurzyło, widać po niej, że dajesz jej teraz wielką przyjemność. W międzyczasie do komnaty weszła Agnes w pięknej, czerwonej sukni i swojej białej pelerynie. Na nogach ma swe buty jeździeckie. Usiadła przy was na łożu, spoglądając na nogę panienki, którą masujesz. Widzisz? Już nie tylko ja ci je będę głaskać - uśmiechnęła się do Charlotte.
Bertrand:
Jeden ze strażników wskazał dokładnie drogę do gildii płatnerskiej. Nim wyjechałeś z cytadeli, już po zabraniu swego konia, dostrzegłeś Oswalda z Templariuszami, którzy najwyraźniej dopiero przybyli. Pan de Chastelneuf rozmawia z księdzem Charlesem.
Robert
Widząc że pomaga Charlotte w ten sposób choć na chwilę zapomnieć o chorobie kontynuował delikatne pieszczoty mówiąc do Agnes z lekkim uśmiechem - Wybierasz się gdzieś moja droga?
Bertrand
Ujrzawszy Charlesa i Oswalda podjechał do nich i skinął obojgu głową na powitanie. Niech będzie pochwalony. Przepraszam ojcze, że wplątałem Cię w tamtą sytuację i omal życia przeze mnie nie postradałeś... W każdym razie, w związku z tamtym wszystko już jest w porządku, sprawa została wyjaśniona. Dogłębnie wyjaśniona.
Robert:
Nie, czemu sadzisz że gdzieś się wybieram? Spytała Agnes.
Robert
Bo tak pięknie i strojnie wyglądasz a do tego masz buty do jazdy - odparł jej z uśmiechem jednak patrzył już na Charlotte, gdy uznał że wymasował jej jedną stopę ucałował ją delikatnie i zabrał się za drugą dodając - Któż jest tym szczęśliwcem?
Charles de Tournemire
W sumie racja... Po dwóch razach w końcu się odczepił... - odparł Oswaldowi, gdy zaś zobaczył Bertranda skinął mu również głową, a po wysłuchaniu odparł - Nic się nie stało. To nie Twoja wina, panie. Zresztą... Powinienem się chyba spodziewać, iż sytuacja się zrobi napięta... W każdym razie dobrze, że się w końcu wszystko wyjaśniło - dodał po cichu do Bertranda - A na oczy pannie Agnes mogę się pokazywać, czy już nie bardzo?
Robert:
Wy oboje, nie zamierzam dziś ruszać się stąd ani na krok - odparła kobieta. Charlotte tymczasem westchnęła nieco od pocałunku.
Bertrand po cichu
Zdaje się, że bardziej na mnie była obrażona niźli na Ciebie, więc chyba raczej możesz.