Charles de Tournemire
Czyli nic nie wiadomo... Choć ostatnio to i mieczem mi groziła, więc mam wątpliwości czy zaznam spokoju, czy nie... - odparł cicho.
Wersja do druku
Charles de Tournemire
Czyli nic nie wiadomo... Choć ostatnio to i mieczem mi groziła, więc mam wątpliwości czy zaznam spokoju, czy nie... - odparł cicho.
Bertrand po cichu
Zaznasz, nie martw się, nie poruszaj jednak póki co tego tematu przy niej, Agnes przeżywa teraz ciężkie chwile, gdyż jej szwagierka, Charlotte, poważnie zachorowała... po czym dodał głośno Ekhm, no ale nie szepczmy w towarzystwie, widzę panie Oswaldzie, że wojsko zakonne ze sobą przywiodłeś. Czy coś wiadomo na temat ruchów armii Saladyna? Jak daleko od nas są? Kiedy możemy spodziewać się bitwy?
Robert
Na jej słowa uśmiechnął się szczerze, zaś Charlotte wymasował starannie drugą nogę,ucałował w tym samym miejscu po czym powiedział - Na chwilę Was zostawię i pójdę po coś do jedzenia i picia, życzycie sobie czegoś? No i muszę przynieść sobie jakieś przenośne posłanie....
Charles de Tournemire
Stał jedynie i przysłuchiwał się rozmowie, nie miał nic do dodania.
Katarina
Cały czas starała się uspokoić Błyskawicę... Co ci damo? gładziła ja po szyi i po boku.... No.... już dobrze,,, dobrze,,,,
Bertrand, Charles:
Co chwila dostajemy raporty od szpiegów i zwiadowców, że nasze małe twierdze są atakowane przez zagony, a armia Saladyna stoi pod Blanchegarde, nie wiem co z tamtejszym zamkiem. Może upadł, a może i się trzyma... Belvoir zaś saraceni zdobyć szans nie mają, stoją tylko pod murami. A bitwa? Niebawem, wierz mi że niebawem. Odrzekł Oswald, przechodząc na francuski.
Robert:
Wody bym się napiła - odrzekła Charlotte. A ja wina - dodała Agnes, kładąc się koło Charlotte, gładząc przyjaciółkę po dłoni, nóg swych na łoże nie położyła, nie chcąc zabrudzić pościeli butami.
Adriano, Katarina:
Klacz uspokoiła się pod wpływem dotyku szlachcianki...
Bertrand po francusku
A nie wiesz czy... czy pan Baldwin z Ibelinu przybył już do miasta?
Robert
Dobrze,niedługo wrócę - powiedział uśmiechając się do nich po czym zamówił do ich izby jeden porządny obiad dla siebie i dwa nieco lżejsze posiłki dla dam wraz z karafką wina i wody by następnie udać się po koc i poduszkę z własnej komnaty.
Bertrand, Charles:
Jeszcze nie przybył, ale niedługo winien zawitać do Jerozolimy - odparł Oswald.
Robert:
Wróciłeś ze swym posłaniem do komnaty Charlotte, kobiety nic się nie odzywają, Agnes dalej leży obok przyjaciółki, głaszcząc ją po dłoni.
Bertrand
Dobrze, bo mam z nim jedną sprawę nie rozstrzygniętą... No nic, wybaczcie mi mości panowie, muszę jeszcze odwiedzić gildię płatnerską. Zatem do zobaczenia, z Bogiem. rzekł, po czym skinął głową i podążył do zakładu wskazanego przez strażnika. Oby żaden Żyd go nie prowadził...