Alessio
I taką ją wolę.... - pomyślał odwzajemniając uśmiech,ujmując ją za dłoń i delikatnie całując w jej wierzchnią część
Wersja do druku
Alessio
I taką ją wolę.... - pomyślał odwzajemniając uśmiech,ujmując ją za dłoń i delikatnie całując w jej wierzchnią część
Arathena
Wróciła gdy załatwiła swoje sprawy. Podeszła do Liothannei i zapytała. Gdzie zatem się będziemy udawać teraz? I kto jedzie z nami? Pan Tankred nie wiadomo czy utrzyma się w siodle. Może znajdzie się miejsce na wozie, i chyba nie było by głupie by na nim właśnie jechał. Niby chce sam na Którymś z koni jechać ale nie wydaje mi się by było to możliwe. Zresztą wydaje mi się, że już wiem za kim Anna jest taka uparta... Ha ha ha
Wychodzi na to, że ojciec Anny i ten Gruby Gui z banitów. Nie wiem czy ktoś oprócz nich, jeszcze nie zapadła decyzja. odpowiedziała Liothannea w elfim.
Na polanę powrócili banici niosący po pełnym bukłaku. Wraz z nimi przyszedł Mały Hugo z beczułką oraz wiadrem wody, które postawił obok Alessia, oraz jakiś elf o dziwnej fryzurze. Gruby i bardzo długi osełedec związany jest rzemieniem na środku gładko wygolonej czaszki. W jednym uchu ma zawieszone trzy kolczyki. Zamiast miecza u jego pasa wisi sejmitar. Obcy niesie dwa zwoje elfiej liny, na oko dwa razy mniejsze od tego, który miała Arathena.
Arathena
Widząc elfa z liną podeszła do niego. Tylko magią da się przeciąć tą linę. Spojrzała na nią a potem na Elfa.... Zwą mnie Arathena Czarna Wdowa, a to był prezent za.... Nie ważne... Wyciąga rękę po swoją własność, ale nie jakoś nieuprzejmie, a raczej w celu zbadania czy ów Elf odda ją jej czy raczej coś będzie chciał w zamian, albo czy w ogóle raczy ją oddać czy uważa że ona należy już do niego...
- Widocznie mój oręż magiczny - odpowiedział w elfim, ale z jakimś takim chrapliwym akcentem, wyciągając dłoń do jednego ze zwojów liny, pewno by go zdjąć z ramienia. Mnie zwą
- Zdrajca! krzyknęła Liothannea w elfim i runęła na niego błyskawicznie dobywając miecza i tnąc obcego, który jednak zdążył odskoczyć dobywając dziwnego sztyletu o podwójnym ostrzu. Drugi cios elfki udało się mu zblokować owym łamaczem mieczy. Liothannea wypuściła oręż z dłoni i sięgnęła po nóż. Banita w tej samej chwili odrzucił swój dziwny sztylet z utkwionym w nim mieczem królewskiej córki i rzucił się na nią szczupakiem obalając na ziemię.
Reszta banitów natychmiast napięła swe łuki.
Arathena
Widząc co się dzieje doskoczyła szybko do szamotających się elfów ale nie rozdzielała ich jeszcze. Bardziej swym ciałem zakrywała ich przed napiętymi łukami banitów. Przyklęknęła tyłem do Liothannei i nieznajomego, i podniosła obie ręce w geście by łucznicy zaniechali strzału...
Jeden z banitów nerwowy był bardziej, zdążył już wystrzelić. Bertrand także. Albo jest świetnym łucznikiem, albo jesteście świadkami cudu, bo udało mu się ustrzelić strzałę, tuż przed czołem Aratheny.
Nie strzelać! wydarł się Bertrand I ani kroku naprzód! Łapy przy sobie!
Techniczny:
- 1PP Arathena
+ 1PO Arathena
Arathena
Rzuciła Bertrandowi spojrzenie pełne wdzięczności, i zdziwienia....
- Ano zdradziłem rozległo się za plecami Aratheny męskie warknięcie w elfim. Alem nie sądził, że wiedźma ma aż tak długi łapy by skrytobójczynię aż tutaj za mną przysłać.
- Nie służę żadnej wiedźmie, jeno królowi feniksowi. odwarknęła w tym samym języku Liothannea.
- Temu atakujesz kogoś kto wrogiem Czarnej Arki?
- Pomyliłam się, a teraz złaź w końcu ze mnie.
Bertrand skinął Arathenie głową, po czym otarł swe czoło ręką.
Alessio
Odetchnął z ulgą widząc jak Bertrand ocalił życie ich przewodniczki - Nie ma to jak rodzina w komplecie - ironizował w myślach widząc całe zajście i spięcie między elfami - A Arathena jak zwykle jest nadgorliwa,ciekawe kiedy ją to do grobu zapędzi....,oby nigdy bo i ja ją zdążyłem co nieco polubić....- szybko jednak otrząsnął się z zadumy i zabrał za robienie opatrunku mówiąc do Arcykapłanki i Tankreda - Panie,Pani,zaraz będziemy zaczynać,tylko przydał by mi się jakiś drugi miecz do wbicia w ziemię aby Pana nogę na nim oprzeć,ja ze swoim nie mam problemu....,ale to wciąż jeden miecz za mało....,jacyś ochotnicy do użyczenia?