Vito
Lord kazał jeszcze przekazać Ci ten list, szefie. Rzekł podając pergamin.
Wersja do druku
Vito
Lord kazał jeszcze przekazać Ci ten list, szefie. Rzekł podając pergamin.
Dan:
Konstrukcja zdaje się trzymać przez żelazne łańcuchy, dlatego jeszcze nie spadła, chociaż powoli się z niej sypie... Gdzieś obok ciebie trzasnęła o grunt stara, drewniana decha.
Vito:
Wziął zwitek i zaczął go czytać. Po chwili burknął coś pod nosem i powiedział zły - Możesz odejść... Na razie masz wolne.
Vito
Skinął mu głową i wyszedł z koszar. Westchnął ciężko na myśl o rozmowie, jaką musi przeprowadzić i udał się szybko do domu.
Dan
Uderzył mocno toporem u podstawy konstrukcji a jeśli to nie zadziała wraca do taktycznego odwrotu....
Dan:
Udało ci się zachwiać konstrukcję, przez co po kilku chwilach runęła wprost na część pełzaczy. Nie wiesz co z resztą, lecz na karku pozostały ci dwa, z czego jeden próbuje wydostać się spod zawalonego rusztowania. Udało ci się również przyblokować wejście do dalszej części terytorium pełzaczy... Pytanie tylko czy nekromanci nie zainteresują się tymi hałasami, bądź reszta z tych robali...
- Ryzykujemy i ubijamy tego jednego? Może tamten się nie wydostanie tak szybko - rzucił zwiadowca.
- A dobra, co mi tam... Najwyżej rzucimy Dana na pożarcie i uciekniemy jak gdyby nic - odparła mu i wyciągnęła swój miecz.
Vito:
Gdy tylko stanąłeś przed swoim domem od razu coś ścisnęło Twoje serce. Strach, ból na myśl, iż właśnie teraz musisz porzucić swą ukochaną. Twe ręce zatrząsły się, a łzy cisnęły ci się do oczu, niczym sztorm wdzierający się do miasta... Innos - Bóg sprawiedliwości... Też coś. Chociaż kto wie... Może i ma rację? Może nie będzie tak źle...?
Vito
Przetarł twarz dłońmi, starał się opanować, żeby nie zdradzić się od razu przed Anabelle. Chciał spokojnie przejść do tego tematu, a nie załamywać ją z biegu. Ogarnął się psychicznie jako tako i wszedł do środka, próbując nie zdradzać swojego żalu.
Dan
Zostaw go,i tak nas nie dogoni bo pewnie mu odnóża połamało.... - powiedział stanowczo łapiąc Diane za rękę i ciągnąc ją z powrotem w drugą stronę,choć uśmiechnął się pod nosem na jej słowa - Na dowcipy jej się zebrało hehe,zła kobieta....
Dan:
Jakby chciał to by nas dogonił... Ale patrz, chyba stracił zainteresowanie. Walczyć samemu chyba mu się nie widzi - rzeczywiście, pełzacz jak na razie tylko syczy w waszym kierunku i nie zbliża się o was. Diane od razu po tych słowach zabrała swoją rękę i schowała swój miecz.
Skoro tak to mamy chwilę spokoju... Ruszajmy - odparł zwiadowca, zwalniając tempo.
Vito:
W środku ujrzałeś Anabelle, niecierpliwie już czekającą na Twoje przybycie. Ta od razu wstała od stołu, podeszła i przytuliła się do Ciebie, mówiąc cicho. Rodziców nie widzisz nigdzie w domu... Chyba ich nie ma - Gdzie byłeś przez te prawie... dwa dni?
Vito
Rodziców nie ma w domu? Spytał na razie ignorując jej pytanie. Musiał mieć odpowiednie podłoże, aby powiedzieć jej o decyzji Innosa, w końcu nie chciał żeby nikt niepożądany się dowiedział o ich związku...
Dan
Niedostępna kobieta.... - pomyślał kiedy wyrwała mu swoją dłoń - Tak,chodźmy.... - powiedział i także ruszył wolniejszym krokiem