-
Kersijana:
To... To o mojej siostrze, prawda ciociu? Spytała Adela nieco zmieszana i zasmucona. Elrohir zaś wziął się za oprawianie sarny.
Catherine:
Nasza mama... Ona by za ciebie życie oddała, opiekuje się tobą jak własną córką a ty tego nie dostrzegasz... Rzekła nieco zasmucona Betty.
-
Catherine
Ale dlaczego tak mówisz?To że nie uznaję jej za mamę nie znaczy że tego nie doceniam i że sama bym za nią życia nie oddała....,nie widziałaś jak się o nią dziś troszczyłam?I wtedy nad strumykiem? Jak możesz mnie tak źle oceniać Betty.... - powiedziała szczerze zasmucona i zeszła z siostry siadając nieopodal i kryjąc głowę w dłoniach,tym razem nie udawała a słowa siostry naprawdę ją zraniły....
-
Catherine:
Betty podeszła do Ciebie i usiadła obok, chwytając Cię za rękę. Cathy przepraszam, zbyt ostro powiedziałam, ale naprawdę... Jesteś moją siostrą, a to moja mama... I jest dla ciebie jak mama, więc... Czemu dalej się opierasz...
-
Catherine
Zbyt ostro?!Zbyt ostro?!Tylko tyle masz do powiedzenia?!Zostaw mnie i idź sobie! - powiedziała i zaraz się rozpłakała kryjąc twarz w dłoniach,nie pozwalając jej ich oderwać
-
Kersijana
Eh te dzieci... Jakie one są mądre....
Tak moja droga.... To o Cathy ale i o mnie.... I o Bety i o Tobie.... Bajki są nauką, ale to od nas zależy jaką naukę od nich czerpiemy...
Ty jesteś mądra i odważna, choć jeszcze dziewczynką małą jesteś....Kersi pocałowała małą w policzek
Chodź do Elrohira... pomożemy mu z tą sarną... Chyba że spać chcesz już... to przykryję Cię płaszczem moim.... Będziesz piękniejsza niż najpiękniejsza gwiazdka na niebie.....
-
Catherine:
Nie, palnęłam głupotę, jak zwykle, bo jestem idiotką. Może być!? Krzyknęła Betty też wybuchając płaczem...
Kersijana:
Możesz mnie okryć ciociu, posiedzę jeszcze, poczekam na swe siostry... Kocham je... I ciebie też ciociu - wyznała Adela spuszczając głowę nieco.
-
Catherine
Pokręciła tylko głową nie przestając płakać,co mogła więcej powiedzieć?Faktycznie Betty zachowała się jak kompletna idiotka,mogła zachować swoją niesprawiedliwą ocenę dla siebie,a było im tak miło.... - Przynajmniej zdradziła jak naprawdę mnie ocenia....,przecież kocham Lothiriel tak samo jak ona,co w tym złego że nie uznaję jej za matkę?!To mój obowiązek?!A może mam postępować wbrew sobie?!
-
Kersijana
Co się stało Moja Pani?... zapytała Adelę okrywając ją płaszczem. Ta bajka Cię posmutniała? Przytuliła się do dziewczynki.....
-
Catherine:
Przepraszam cię raz jeszcze siostro... Mama mówi, że rozum mam wielki jak serce, ale z tego drugiego tylko korzystam. I potem to samo też żałuje, że nie użyłam pierwszego... Ma rację, wybacz mi Cathy - rzekła zapłakana Betty i wstała nagle, po czym głośno zagwizdała a jej wierzchowiec po chwili przygalopował do niej. Dosiadła go na oklep.
Kersijana:
No trochę... Ale jest też piękna, lubię piękne i smutne zarazem rzeczy - odparła Adela. Usłyszałaś przytłumiony gwizd od strony drzew, gdzie poszły Betty i Cathy. Wierzchowiec królewny pogalopował w tamtą stronę.
-
Catherine
Ale nie myślisz tak naprawdę? - powiedziała przez łzy biorąc siostrę za dłoń - Zaraz znów nie użyjesz rozumu pomimo swoich słów sprzed chwili....,zraniłaś mnie bardzo,i tak samo zezłościłaś,ale nie chcę byś coś sobie zrobiła bo dalej Cię kocham....Dlatego cokolwiek Ci chodzi po głowie zarzuć to....