-
Katarina
Myślę Panie I wiem , że konie mają lepsze zmysły niż nasze... Ona od saracena martwego przygarnięta i nie oswojona z inną kulturą... Nie chwalę się ale konie fascynowały mnie od dziecka .. można powiedzieć, że zamiłowanie do nich wyssałam z piersi matki.... nadal energicznie czyściła konia, poprawiając co jakiś czas soją bluzkę bo czuła jak jej się trochę przekręca... Nie chodziło jej o nieprzyzwoitość bo zbyt pochłonięta była pracą by się nad tym zastanowić, a raczej o wygodę....
Może się mylę.. ale nie zaszkodzi by powiedzieć o tym przypuszczeniu konstablowi...
Uf nareszcie... Wyprostowała się i otarła rękawem pot z czoła... Nie ma nic lepszego nad pracę jakąś pożyteczną... Spojrzała na rycerza... Gdy dostrzegła jak jego wzrok utkwiony jest na coś zgoła innego niż jej klacz....
Oj wybacz panie, chwyciła bluzkę w okolicach dekoltu w garść...
-
Spytko po łacinie:
Zeskoczył z klaczy i szybkim krokiem ruszył do Adriana by walnąć go z całej siły pięścią okrytą kolczą rękawica w twarz. Prawiłem coś, a ja słów swych na wiatr nie rzucam!
-
Bertrand
Obejrzał wszystkie rękawice, niektóre także dotykał, dokładnie sprawdzając, aż w końcu rzekł Nie chcę stracić palców, wezmę więc te za dziesięć. Rozwiązał sakwę, wyjął z niej dziesięć sztuk złota i położył na blacie, biorąc swój zakup. Dziękuję mistrzu, oby długo w boju mi służyły. powiedział uśmiechając się nieznacznie i opuścił gildię. Udał się następnie do karczmy w której nocował i zasiadł przy szynku. Daj mi kufel najmocniejszego piwa karczmarzu.
-
Robert
Oczywiście - odparł jej przysuwając stolik po czym dodał - częstujcie się moje Panie
-
Adriano, Katarina, Spytko:
Uderzenie Spytka było bardzo silne, zwłaszcza, że jego pięść odziana jest w kolczą rękawicę. Włoch wyłożył się na ziemię po trafieniu...
Robert:
Kobiety zaczęły jeść, Charlotte powoli i jakby zmuszając się. Zaczęła też się lekko trząść, z zimna zapewne, nic dziwnego, gorączkę ma a w samej koszuli nocnej jest, mając prawie całe ręce i nogi gołe.
Bertrand:
5 srebrnych monet - odparł karczmarz, podając kufel.
-
Bertrand
Położył na blacie złotą monetę rzecząc To daj jeszcze jedno od razu. Otrzymane piwo wypił jednym haustem.
-
Spytko po polsku:
Próbował Cię napastować, czy tylko się gapił Katarino?
-
Robert
Kochanie, trzęsiesz się - powiedział z troską w głosie widząc drgawki lubej, natychmiast zerwał się okrywając ją kocem,po czym widząc że ma odkryte stopy ujął je i począł delikatnie pocierać by wlać w nie nieco ciepła gdy przestanie się trząść uśmiecha się do niej i zabiera do jedzenia.
-
Bertrand:
Dostałeś kolejne piwo... Szykować więcej, panie? Spytał karczmarz. Piwo dobre na wszystko, hehe.
Robert:
Po chwili pocierania zimnych, ale bardzo delikatnych i miłych w dotyku stóp Charlotte, poczułeś jak nabrały one ciepła. Panienka zamruczała i przymknęła oczy.
Charles:
Do kaplicy wpadł Boemund na swym potężnym rumaku, powoli stępa jadąc w stronę kaplicy. Jedną ręką trzyma wodze, drugą zaś trzyma na biodrze.
-
Bertrand
Prócz tych dwóch co zamówiłem to może jeszcze ze dwa i starczy. Trzymaj. Rzekł kolejną monetę kładąc przed sobą. To w Ziemii Świętej ważone, czy sprowadzacie z Europy?