Możecie, chodźmy. rzuciła Liothannea ruszając we wskazanym kierunku. Po drodze podniosła z ziemi swój miecz, oswobodziła go ze sztyletu elfa i schowała do pochwy. Łamacz mieczy rzuciła Karhirowi pod nogi.
Wersja do druku
Możecie, chodźmy. rzuciła Liothannea ruszając we wskazanym kierunku. Po drodze podniosła z ziemi swój miecz, oswobodziła go ze sztyletu elfa i schowała do pochwy. Łamacz mieczy rzuciła Karhirowi pod nogi.
Alessio
Teraz może zaboleć....,trzeba ucisnąć skręcenie a Pani zasnęła....,przeprowadzać zabieg czy życzysz sobie by ją obudzić?
Arathena
Uważam Aniu, uważam.... Tyle że nic na to nie poradzę, że wolę życie oddać za kogoś kto mi bliski niż patrzeć bezczynnie i tylko odważna w myślach być.
Wstała i podeszła do strzały, która była w nią wymierzona. Lubicie połówki? powiedziała ze stoickim spokojem łamiąc ją na pół i rzuciła tę część z lotkami w kierunku tego co w nią strzelał. Bertranda zaś podniosła i mu ją oddała mówiąc... Ta nie była do mnie strzelona więc nie jest moja. Ale ta... pokazując mu tę część z grotem... do mnie miała trafić... Co we mnie to moje ale połowę oddałam i tak samo połowicznie swe słowa traktuję... Za uratowanie mego życia tylko połowę z sakwy za przywiezienie Anny do ojca oddam na okup króla, o resztę jednak sam się martw.... Miałam dać całą, ale tylko połowa mej głowy wtedy myślała.... Zanim ruszyła za Anną i Liothanneą to podeszła do Alessia i podała mu magiczna linę...
Weź Panie tym unieruchom nogę Pana Tankreda. Lina na pewno sama się nie rozwiąże . Ukłoniła się uprzejmie do ojca Anny i delikatnie uśmiechnęła
Anna de Loiret
Aratheno, ja to wiem... To jedna z tych rzeczy, za którą masz me oddanie i przyjaźń - rzekła uśmiechając się do elfki i podążyła za Liothanneą.
Bertrand przyjął strzałę. Uważajcie na siebie w tym lesie, nie cały jest pod moją kontrolą. Na zwierzoludzi czy orków też można się w nim natknąć.
Wytrzymam - odparł Tankred. Niech Panna Morgiana śpi. Nic tak sił nie wraca jak zdrowy i spokojny sen.
Anna de Loiret
Założyła czepiec kolczy na głowę i wzięła swą tarczę jeszcze się na chwilę wracając. Po tym biegiem dogoniła przyjaciółki.
Arathena
Słysząc ostrzeżenia Bertranda zabrała swoją broń i ruszyła za przyjaciółkami
Dotarłyście bez żadnych przeszkód do rzeki, która spada wodospadem do jeziora, z którego drugiego końca dalej w głąb lasu płynie. Liothannea zrzuciła swe ubranie nad brzegiem, położyła na nim oręż i weszła do wody.
Arathena
Ten Bertrand tak kocha połówki, ze pewnie połowę informacji przekazał o niebezpieczeństwie jakie może tu być.... zażartowała, choć w jej głosie było wyczuć nutę zażenowania.... Lepiej mimo wszystko się pospieszyć i na baczności mieć.... Anno, Pani jeziora coś wspominała o tym, że Twego Brata można do żywych przywrócić. Nie zrozum mnie źle.... To Pewnik, czy tylko nadzieja taka? Pytam bo wiem, że pragniesz tego i gdybym była Ci w czym pomocna to wiesz że jestem z Tobą... Ino szczegółów nie znam.... Co się stało? Twój ojciec jak mnie wynajmował to wspomniał że mieliście być wszyscy pomordowani, a ostatnie wieści tylko miał, że Ty jedna przy zyciu ostałaś.....
Alessio
Tak to prawda....,ale ból przy nastawianiu nogi będzie bardzo duży....,panowie przytrzymajcie proszę szlachetnego Pana....,mam nadzieję że nie znasz Panie żadnych zaklęć przemiany - pozwolił sobie na lekki żart na rozładowanie sytuacji,a gdy banici złapali go za ręce i rycerz przy tym nie oponował próbuje nastawić mu nogę jednym energicznym ruchem....