-
Anna de Loiret
To pewne, że potomek mój i Alessia będzie przywróconym z zaświatów Rolandem, tak Pani mówiła, a ja wierzę w każde jej słowo... A mój braciszek... Tak bardzo go kochałam, był dla mnie taki cudowny, kochał mnie nade wszystko inne. Był wspaniałym rycerzem... Nasze ziemie zostały napadnięte przez szczuroludzi, wtedy przybiegł do mej komnaty, wyniósł mnie z niej, wsadził na konia i kazał uciekać. Sam został, bym miała czas na ucieczkę... Ja... Ja chciałam zostać i walczyć ale on mi nie pozwolił. Poległ... Oddał swe życie za moje... Mówiła na początku obserwując wszystko naokoło, ale potem nie wytrzymała i zaczęła łkać.
-
Christophe Leroy
Były już giermek również pomaga przytrzymać Tankreda coby nie stać cały czas bezczynnie. Ustawia się też jakoś tak coby przypadkowo kopa w twarz nie zarobić albo z pięści...
-
Coś chrupnęło w kostce, Tankred zakrzyknął. Próbował się poderwać, ale silny uścisk Małego Hugo, giermka i jeszcze jednego z banitów mu na to nie pozwolił. Obudzona krzykiem Morgiana poderwała się na równe nogi, zatoczyła dookoła wzrokiem. Po czym przykucnęła i rzuciła zaklęcie ucinając okrzyk rycerza.
Liothanea szybko obmyła swe ciało, nieco dłuższą chwilę poświęcając torsowi. Wyszła na brzeg i zaczęła się ubierać.
-
Alessio
Skinął banitom głową i arcykapłance z wdzięcznością za pomoc - Uff,dzięki wielkoludzie że wróciłeś bo drugi raz dzisiaj moje leczenie i dobre serce nieprzyjemnie by się skończyło.... - pomyślał robiąc opatrunek na nodze przy użyciu lodowatej wody z jeziora a następnie uciskając go elficką liną od Aratheny
-
Po zrobieniu opatrunku Alessio zdał sobie sprawę że zapomniał o jednej bardzo ważnej rzeczy - usztywnieniu kończyny.
-
Alessio
Panowie mam jeszcze jedną prośbę....,mogli byście znaleźć jakieś wystarczająco grube patyki aby usztywnić nogę Pana Tankreda? - rzekł zwracając się do banitów
-
Tak, za chwilę przyniesiemy odpowiednie. Faktycznie dość mało czasu im to zajęło.
-
Alessio
Dziękuję....- rzekł odbierając od nich patyki i przy ich użyciu usztywniając kończynę,całość zaś związując elficką liną,gdy skończył i uznał że efekt jest zadowalający rzekł - No i gotowe Panie,przez mniej więcej dwa najbliższe tygodnie powinieneś oszczędzać tą nogę,w miarę możliwości tyczy się to również unikania jazdy koniem....
-
Arathena
Spojrzała na elfkę gdyż nie sposób nie zauważyć jej urody, ale po chwili ogarnęła się mając nadzieję że Liothannea nie widziała jej wzroku podeszła do brzegu obmywając twarz i ręce. Ciekawe czy Banita prawdę całą powiedział czy część ino twierdząc, że nie ma tu nigdzie jakiejś chaty rybaka....dziwne że ryb nikt nie chciałby łowić w tym miejscu.... A wodę to wolał z obozu przynieść a nie z tego miejsca.... Naprawdę jego zachowanie dziwaczne. A może otruć nas chce? Ja chyba tę wodę z kubłaka wymienię.
-
Przecież wiadro z obozu pewno wziąć musieli i tę linę. Jak zwykle szukasz dziury w całym Aratheno. westchnęła Liothannea.
Na wozie zatem jechać będę. Przynajmniej do włości mego suzerena. I tak przez nie musimy przejechać do Estalii się kierując. odparł Tankred.