-
Dan:
Dobre miałeś przeczucie, ponieważ gdy tylko zaczęliście usuwać zaporę część z kamieni i gruzu runęła na was. O mały włos, a dostałbyś znowu kilkoma pieprzonymi kamieniami w łeb... Teraz tylko pozostaje oczyścić to jakoś. Widzisz jakieś światło dochodzące zza kamieni... Może to już tutaj?
No to bierz się do roboty Dan... Robisz za mnie hehe - rzuciła Diane.
Vito:
C-co? Jak... to? Ale... Dlaczego? - odparła zrozpaczona i zszokowana, odsuwając się od Ciebie i łkając...
-
Dan
Królewna się znalazła....,a jaka wredna i podła do tego - powiedział z udawaną irytacją - No to pomoże ktoś?Wszyscy tak narzekali a kiedy wyjście w zasięgu ręki to nikomu się nie chce nic robić....
-
Vito
Sam posmutniał widząc Anabelle w tym stanie, oczy zaszkliły mu się z żalu. Wciąż ją przecież kochał... Przysunął się do niej i ją przytulił. Mi też z tym ciężko... Musimy spróbować, skarbie...
-
Dan:
- No ja, no ja... Bo za mnie to nie ma komu robić. Dobra, bierzmy się za odgarnianie tego gruzu... - odparł z lekkim uśmiechem.
- Ja jestem pokrzywdzona tutaj, a nie... Należy mi się jakieś zadośćuczynienie - odparła gburowato.
Vito:
No ale... ale czemu...? Byliśmy mu zawsze wierni i... i... - odparła ci szlochając, w końcu urywając i wypłakując się w Twoich objęciach... Najwyraźniej nie mogąc zrozumieć dlaczego tak się stało, albo nie chcąc się z tym pogodzić...
-
Vito
Powiedział, że nie możemy tak czynić, gdyż jesteśmy rodzeństwem... Był bezlitosny, próbowałem go przekonać... Rzekł głaszcząc ją po włosach i wciąż trzymając w objęciach.
-
Dan
Zadośćuczynienie?Pomyślę nad odpowiednią formą.... - odparł z uśmiechem nie przerywając pracy
-
Dan:
Phi... I tak zapomnisz - odparła Diane, biorąc się również za odgarnianie gruzu. W końcu odkopaliście przejście na tyle, iż zaraz powinniście móc się wydostać... Lecz usłyszałeś, iż gdzieś w oddali rozgrywa się kolejna walka między trupami a pełzaczami. Chyba za tego ubitego nekromantę nie mają zamiaru wam popuścić...
- Cholera... Nie odpuszczą. Przyśpieszmy, może zdążymy zanim tu wpadną, a potem skryjemy się gdzieś w górach - rzucił zwiadowca, wyraźnie przyśpieszając.
- Może... A ja coś czuję, że w górach jest ich jeszcze więcej... No ale, żeby nie zapeszać to ja nic już nie mówię. O ukrywaniu się tutaj nie ma mowy, bo pewnie Dan nas wyjawi i tyle będzie z chowania się... czyż nie? - odparła Diane.
Vito:
Anabelle zamilkła, tuląc się już tylko do Ciebie i wypłakując... W końcu jednak puściła Cię i próbowała się uspokoić, choć niezbyt dobrze jej to wychodziło - Ale... Jak my sobie damy radę teraz? Tyle razem przeżyliśmy... M-mieszkamy razem, widujemy codziennie...
-
Dan
Cholera,rozgryzłaś mnie,taki właśnie miałem plan,poczekać tu na nich,wydać Cię w ich ręce na złożenie w ofierze mrocznym bóstwom a potem uciec,ehh,szkoda że nie wypali.... - odparł niepocieszony również przyspieszając tempo
-
Vito
Nie wiem jak sobie poradzimy... Oboje musimy być silni... Nie myśl, że Cię nie kocham, tylko... Teraz mogę Cię kochać tylko jak siostrę. Powiedział trzymając ją obiema rękoma za dłoń.
-
Dan:
E tam... I tak bym Cię dorwała po śmierci, prędzej czy później - odparła ci zadziornie. Odkopaliście w końcu w miarę wejście i wydostaliście się na powierzchnię wdrapując się na skały. Diane rozkojarzona rozglądnęła się na szybko po okolicy i odparła - No dobra... Gdzie nas wyjebało?
- Niedaleko magicznej bariery... Spójrzcie na prawo - rzeczywiście. Ujrzeliście ten legendarny twór magów zza skał. Cała bariera jest cholernie wysoka i wielka, odgradzając kolonię karną od reszty świata. Jest ona lekko niebieska, a na jej powierzchni widać jakieś wyładowania i pioruny. Wygląda groźnie jak i zarazem przerażająco...
- A więc tak ona wygląda... No dobrze. Kolejny obiekt turystyczny zaliczony - magiczna bariera Khorinis - odparła ironicznie Diane.
Vito:
Anabelle wzdychnęła cicho i odparła ci - Muszę... to sobie przemyśleć. Przetrawić... I nie sądziłam, że tak zakończy się to wszystko... Naganą od Innosa - po czym puściła Cię i wpatrywała się ponuro w podłogę... Jest naprawdę przygnębiona i smutna.