-
Katarina
Zastanawiało ją czemu jej luby taki kochliwy dziś... Kochała się z nim już wcześniej i zawsze był bardziej delikatny... Nie żeby jej się to nie podobało ino chciała znać przyczynę... To, że było jej bardzo dobrze, było widoczne choćby po jej głośnych jękach i westchnieniach,których nie była w stanie opanować...
Gdy pierwsza fala ich żądzy minęła, zapytała Lubego... Nie, żebym Cie podpuszczała ale tak mi jest dobrze jak się dziś ze mną kochasz, że może częściej komuś w mordę daj zanim się znowu zaczniemy kochać... Lubię tę twoją dzikość.. zaśmiała się żartobliwie...
-
Spytko po polsku:
Roześmiał się. Wiela się na to złożyło. Najpierw Patriarcha mnie w gniew wprawił, bo nie był wcale taki skłony ślub ze mnie zdejmować. Na szczęście przekonaliśmy go w końcu z konstablem. A później jak zobaczyłem jak pożądliwie się na Ciebie Adriano gapi, to coś we mnie wybuchło. Ale już mi złość minęła. Pocałował Ją czule. Chodźmy może coś zjeść w cytadeli, a później po odbiór rynsztunku muszę ruszyć.
-
Katarina
Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że przywaliliście,,, o Boże... Patriarcha cały i zdrowy? Konstabl nie lubi kleryków ale nie podobne by Tak wysokiego urzędnika kościelnego...
Co by nie było,, ważne że śluby Ci zdjął... Chodźmy zjeść bo faktycznie głodnam się zrobiła od tego wszystkiego.. ino przepraszam muszę najwprzód...
Kasia zatkała rękoma usta.... Zemdliło ją z emocji albo.. hmm no nie wiadomo z czego.....
-
Spytko po polsku:
Czyżbyśmy starali się o kogoś kogo już mamy? uśmiechnął się. A Patriarcha cały i zdrowy, ręki na niego nie podnieśliśmy. Może tylko nieco przestraszony, a teraz pewno i gniewny.
-
Katarina
Powstrzymała jakoś mdłości.... Wytarła usta..... Możliwe.... uśmiechnęła się serdecznie.... Bóg raczy tylko wiedzieć... chodźmy już, głodna jestem. Wiesz na co mam ochotę?.... na miód i kwaszonego ogórka... Ale tu chyba nie uraczymy tego....
-
Spytko po polsku:
Obaczym. Jak nie będzie w cytadeli, to w karczmie możem poszukać. Odział się, założył kolczugę i przypasał miecz. Wraz z Ukochaną ruszyli najpierw do sali biesiadnej, jak tam jadła nie będzie, to do kuchni.
-
Bertrand:
Każdego tygodnia do Outremer przybijają okręty, wiozą też europejskie piwo, panie - odparł karczmarz.
Robert:
Po skończeniu posiłku, Agnes o dziwo nie czekając aż odstawisz stolik, sama to uczyniła, po czym chwyciła w kostkach obydwie nogi Charlotte i położyła na Twych kolanach. Skoro wam obojgu sprawia to przyjemność... Mrugnęła okiem i usiadła obok panienki, głaszcząc ją po włosach.
Charles:
Twe spojrzenie niezłomne, jako i twa postawa przede mną. Masz odwagę w sercu, w przeciwieństwie do patriarchy, co niemal skomlał jak pies - rzekł Boemund po francusku, zatrzymując się przed Tobą, a jego koń głową szturchnął Cię energicznie.
Katarina, Spytko:
Weszliście do dużej sali biesiadnej, gdzie przy rozmowach ucztują rycerze, oraz szlachetne damy. Zza dużej lady, kucharze podają przybyłym zamówione jadło.
Adriano:
...
-
Robert
Spojrzał na Agnes szczerze zdumiony - Ta kobieta jest nadzwyczajna, chyba nigdy nie przestanie stanowić dla mnie zagadki...... - siedział tak chwilę jak gdyby się wahając, po czym ujął nogi Charlotte i począł je bardzo delikatnie pieścić co jakiś czas składając na nich czułe pocałunki....
-
Robert:
Bardzo szybko, bo po kilku minutach, panienka zasnęła... Niechaj śpi, chociaż nie będzie cierpieć - wyszeptała Agnes.
-
Katarina (polski)
Gdy weszli wraz z Lubym do Sali ukłoniła się delikatnie... Nie miało to być powitanie wszystkich biesiadników... raczej chodziło o to by przypadkiem nie obrazić kogoś znajomego jeśli się tam akurat znajduje..
Ciekawe czy znają w tym kraju kwaśnicę... Jajka takie jak w domu smażone pewnie będą.. Zjadła bym konia z kopytami, taka głodnam sie zrobiłam ,, zaśmiała się do Spytka...