-
Robert
Bardzo powoli zdjął nogi ukochanej ze swych kolan,następnie równie delikatnie zdejmując okrywający ją koc i odkładając go pod ścianą. Po tym wszystkim wziął Charlotte na ramiona dając milcząco Agnes znak by odwinęła kołdrę, gdy to uczyni układa ją wygodnie w łożu przykrywając kołdrą, następnie zaczesuje jej włosy za uszy i składa delikatny pocałunek na czole mówiąc szeptem - Śpij dobrze mój aniele
-
Bertrand
Wypił wszystkie piwa które otrzymał. Dobra, chyba wystarczy na dziś. powiedział odchodząc od lady. Wyszedł przed karczmę, dosiadł Guillaume'a i zaprowadził go do stajni.
-
Robert:
Agnes spojrzała na was oboje uśmiechając się. Po chwili wstała i wzięła butelkę wina, otwierając ją. Napiła się z butelki, biorąc sporo głębszych łyków. Wysunęła butelkę w Twą stronę, pytając cicho - poczęstujesz się?
Bertrand:
Zaprowadziłeś swego rumaka do stajni... Co dalej czynisz?
-
Robert
Osuszył butelkę wina do końca po czym podszedł do Agnes przytulając ją mocno i mówiąc - Moja najdroższa przyjaciółko,nie pij dziś więcej,sama mówiłaś że to w niczym nie pomoże,pamiętasz?
-
Adriano
Techniczny
Wybaczcie bardzo małą aktywność no ale z braku czasu np: wczoraj na forum byłem tylko raz by sprawdzić czy konieczna jest jakaś deklaracja. Skoro nie miałem możliwości reakcji to później już nic nie odpisywałem. :)
-
Bertrand
Uśmiechnął się pod nosem. Hehehe, nic jeszcze nie jadłem a już żem piwsko od rana żłopał. Obaczym co tam w tej cytadeli pichcą, bo na posiłek w karczmie niedługo mnie nie będzie stać hehehe Udał się do sali biesiadnej do cytadeli.
-
Charles de Tournemire
Tak myślałem, że się tak to mogło skończyć. Niech zgadnę - nie chciał wpuścić bez ważnego powodu, czy nie zechciał spełnić prośby pana Spytka? Wszak patriarcha bogobojny, ale i uparty - odparł mu po francusku, na zaczepkę konia zaś nie zareagował w ogóle, jedynie cofnął się trochę od jego szturchnięcia. Być może i odważyłby się go pogłaskać, ale Bóg jeden wie czy go nie użre w rękę za to... Po tych słowach lazaryty kapłan widział w nim coraz bardziej jednak bandytę niż rycerza zakonnego, tak samo jak i Spytka. Miłość miłością, lecz doprowadzenie do zastraszenia patriarchy było przykre jak i okrutne...
-
Techniczny
Ja wybaczam... I szkoda, że nie ciągnąłeś wątku z dekoltem,,,, Więcej okazji nie będzie.... :P
Mam nadzieję, że MG sie nie obrazi za ten mały spamik
-
Robert:
Wiem Robercie, wiem... Mam po prostu dość... Odrzekła Agnes, pociągając kilka razy nosem i z trudem powstrzymując płacz.
Bertrand:
W izbie biesiadnej cytadeli, dostrzegłeś to samo co Katarina ze Spytkiem, przybyłeś tuż za nimi, stoją jeszcze przy wejściu.
Charles:
To sprawa niewarta uwagi... Nie dlatego o litość skomlał. Ja mu się tylko nieco odwdzięczyłem, za to iż głowę mi niegdyś ziemią posypał i orzekł - "pani Agnes de Montmirail, od dzisiejszego dnia, stajesz się wdową po Boemundzie, panu de Moulins, niechaj mu ziemia lekką będzie." Tak... Chyba jednak moja kara była ze lekka... Winienem go zarżnąć tam jak prosię, flaki okręcić wokół wbitego w ziemię pala i krzyczeć - biegajże nędzny klecho, biegaj chyżo i pokutuj za swe czyny! Wykrzyczał Boemund, wyciągając zamaszystym ruchem swój miecz z pochwy. Furia zagościła w jego oczach, nieopisany gniew oraz groza bijąca z jego oblicza. Bóg przebaczać każe... Pewnych jednak rzeczy przebaczyć nie potrafię...
-
Robert
Jestem przy Tobie - powiedział z wyraźnie wyczuwalną troską w głosie mocniej ją do siebie przytulając i lekko jak gdyby uspokajająco gładząc jej włosy