-
- Ach tak... Twe miano, panie? Spytał hrabia.
Agnes nie dała Robertowi czasu na odpowiedź rzecząc:
- To Robert de Modica Rajmundzie, a ja zaciągnęłam u niego mały dług wdzięczności...
- Dług wdzięczności powiadasz... Hrabia chwilę się zamyślił - Wiem cna Agnes, że wiele w życiu przeszłaś ale winem problemów swych nie rozwiążesz i nie wypieraj się, od razu poczułem a i nie pierwszy to twój raz.
Kobieta pokręciła głową i zapłakała gorzko, po czym pobiegła do stajni. Rajmund ciężko westchnął odprowadzając ją wzrokiem.
-
Robert
Pozwolisz że się oddalę Panie - rzekł ponownie wykonując płytki ukłon,może nieco głębszy niż poprzedni ale zapewne wciąż pozostawiający wiele do życzenia, po czym gdy tylko Rajmund wykonuje jakiś gest bądź daje mu słowne pozwolenie idzie szukać Agnes wzdychając ciężko i złorzecząc pod nosem na swój zły los.
-
Wszyscy poza Robertem:
Rajmund siedzi na swym rumaku zamyślony, zaś ciszę przerwał głośny krzyk Baldwina z Ibelinu - gdzie ta gnida co mi rozbiła kufel na łbie!
Robert:
Znalazłeś Agnes w stajni, płacze wtulona w swego wierzchowca.
-
Bertrand
Podnosi rękę pośród tłumu i wychodzi przed pana z Ibelinu.
-
Robert
Pani,ja.....,wychodzi na to że ja winien jestem teraz podziękowania,hrabia na szlachetnego człowieka wygląda ale i tak przez swój charakter i wrodzoną niechęć do zginania karku mogłem się w kłopoty wpędzić - powiedział lecz widać było że bardzo niezręcznie czuje się gdy przychodzi do tłumaczenia bądź podziękowań.
-
Wszyscy poza Robertem:
Pan z Ibelinu zdjął znów rękawice i cisnął ją pod nogi Bertranda z głośnym okrzykiem. Popatrzył chwilę na Francuza i znów wydał z siebie głośny okrzyk, chyba wpada w furię. Reszta rycerzy obserwujących zajście nie może się powstrzymać od śmiechu.
Robert:
Agnes spojrzała na Ciebie na chwilę, przygotowując konia do jazdy. Nic się nie ozwała, łzy dalej spływają po jej obliczu, gdy zaś jej rumak był już gotowy do jazdy, bez słowa pognała go do stępa.
-
Robert
Nie narzucam się już więcej, wiedz jednak Pani że udało Ci się zyskać moją sympatię a zapewniam że o to jest bardzo trudno - po czym uznając rozmowę za zakończoną wrócił do reszty.
-
Bertrand
Popatrzył chwilę na truchło Filipa, po czym podniósł rękawicę. Panie, czy jako prawy rycerz spełnisz moją prośbę, i pozwolisz przed potyczką zjeść być może mój ostatni ciepły posiłek? rzekł ze szczerością w głosie, bez zamiaru obrażenia Baldwina.
-
Wszyscy:
A czy ty mi zezwolisz przed pojedynkiem wychędożyć ladacznicę!? Odkrzyknął Baldwin. Do tłumu przyglądających się zajściu dołączyli wciąż płacząca Agnes i Robert.
-
Bertrand
Ależ oczywiście mości panie, mogę nawet za nią zapłacić.