-
Dan:
Ano umiem gotować, wędzić, przygotowywać jakieś potrawy i tak dalej. Umiem też trochę szyć, albo przekonywać ludzi do siebie, swoich racji... w skrócie rozmawiać z nimi i się zajmować. Mama też mi kiedyś pokazywała jak rozpoznać podstawowe zioła lecznicze i co można z nimi zrobić... Hm... I nie wiem co jeszcze, nie licząc sprzątania... - tu na chwilę zamilkła i dodała - Wiesz... Zastanawiam się nad jednym. Wszyscy wiedzą, że pracowałam w zamtuzie... Kto by chciał przyjąć kurtyzanę do pracy?
Linus:
Obudziłeś się w swej jaskini, przy cmentarzu znajdującym się niedaleko karczmy Orlana "Pod martwą harpią". Przez całą noc marzłeś i zapewne twój żołądek niedługo upomni się o jakieś jedzenie. Pociesza Cię jedynie to, iż jeszcze coś ci pozostało, a w razie czego możesz ruszyć do miasta, farmę bądź do karczmy by coś zakupić, bądź spróbować szczęścia i znaleźć coś do jedzenia wśród krzewów, drzew i liści natury. Światło przebijające się przez szpary drzwi mówi ci, iż już nastał ranek.
-
Falmir:
Dobra, Rhenie - trzymaj miecz w pogotowiu, a ja zapewnię mu mokry sen tą wodą. Wylewa wodę na Bernarda.
-
Dan
Aż przystanął i spojrzał na nią szczerze zdziwiony - I nikt Cię nie chciał nigdzie zatrudnić? Przecież.....zresztą nieważne,co do pracy to zostaw to mnie,obiecuję że nie zostawię Cię z niczym,jeżeli nic w mieście nie znajdę może uda mi się po za nim....
-
Linus
Linus z uśmiechem na twarzy przywitał nowy dzień tak, jakby co najmniej był wart tego uśmiechu, zimna i wilgotna jaskinia nie należy do przytulnych miejsc, zaś usypana górka runa to nie najmilsza poduszka. Przekręcił się na bok - Dzień dobry! - wysnuł cicho, acz donośnie. Natychmiast się podniósł, przeciągnął, otrzepał z ziemi i udał się na zewnątrz.
-
Linus
Niebo zdaje się być bezchmurne, lecz na ziemi widzisz parę porozwalanych i mokrych gałęzi, liści i trawy. Najwyraźniej wczoraj padało i to dosyć mocno. To twej jaskini natomiast chyba nikt ani nic w nocy się nie zbliżał.
Dan:
Ano nikt nie chciał... Albo wszystko było zajęte, albo płaca była zbyt marna, by utrzymać mnie i matkę, bądź zwyczajnie nic dla mnie... Zresztą gotowanie nie jest rzadką umiejętnością, to samo z tą umiejętnością jeśli chodzi o podstawowe zioła... W Khorinis nie jest kolorowo i wesoło jak to się wszystkim wydaje, niezależnie od tego, czy to miasto jest bogate, czy nie... Rządzi się swoimi prawami. Zresztą, po tym jak zostałam zmuszona do pracy w burdelu wszystko przepadło, bo kto by chciał mnie jako pomocnicę z taką reputacją?
Falmir i Rhen:
Zarządca magazynu obudził się od razu i zaszokowany poderwał się z łóżka spoglądając na was. Po chwili jego wyraz zmienił się i mówił, że cholernie go zdenerwowaliście - Co wy tu robicie do cholery?!
-
Edward
A to na lądzie inne zasady panują - odparł, dodając - ja to marynarz jestem i dopiero się uczę życia na lądzie hehe, od tygodnia na wyspie dopiero i zajęcia szukam. Przestań mnie mendo wypytywać, bo zaraz nadzieję twoje jaja na kordelas i każę jeść, aaaahahahaha!
-
Dan
Uśmiechnął się do niej przyjaźnie - Kto wie,może moi rodzice....,a Ty spróbuj się tym nie martwić,dobrze?
-
Edward:
Nie wyczuwam w Twym głosie prawdy. Z naszej strony nie masz czego oczekiwać - odparł ci niezadowolony mag wody. Jakim cudem to on wyczuł, że kłamiesz to za cholerę nie masz pojęcia... Ale w sumie to jest mag. Zapewne ma jeszcze wiele innych sztuczek w zanadrzu przygotowanych.
Dan:
Nie mów im dlaczego chcę u nich pracować, tak na wszelki wypadek... Dobrze? - zapytała się Ciebie, również odwzajemniając uśmiech.
-
Edward
No to burdel czeka - rzucił zdenerwowany i zaczął włóczyć się po ulicach w poszukiwaniu czegoś, co może przyciągnąć uwagę i pozwoli zarobić...
-
Dan
Jest taka piękna kiedy się uśmiecha....- pomyślał czując że robi mu się gorąco - Eee,co? Tak,dobrze,coś wymyślę....
-
Falmir:
Ważna sprawa. Prowadzimy śledztwo w sprawie kradzieży w magazynie kwatermistrza Richarda. Z tego, co się dowiedzieliśmy, wszelkie ślady prowadzą do Ciebie. Ponoć klucze do magazynu zaginęły, nie zgubiłeś ich może gdzieś? Wnioskuje Falmir po zachowaniu i wyglądzie Bernarda, po czym szeptem do Rhena Powinniśmy mu powiedzieć o tym pijaku?
-
Edward:
Masz wrażenie, iż coraz bardziej kręci ci się w głowie, słabiej ci i twoje kroki powoli stają się cięższe i coraz to trudniejsze do wykonywania. Język chyba niedługo też zacznie się plątać coraz to bardziej... Kufer też jakiś taki cięższy. Chyba ten rum był mocniejszy niż ci się wydawało. Z daleka masz wrażenie, iż widzisz tego swojego "znajomego", niejakiego Dana... Choć czy to on tak naprawdę to nie masz pojęcia.
Dan:
Idąc w stronę domu Sophie zauważasz z daleka, iż chyba Edward właśnie kroczy w waszym kierunku. Nie wygląda to za dobrze... Chyba dorwał się do jakiejś butelki z wódą czy czymś podobnym widząc jak właśnie w tym momencie chodzi.
Falmir i Rhen:
Przecież od cholernego tygodnia, albo i dłużej nawet nie mam już tych kluczy! On teraz bawi się w zarządzanie tym magazynem... Ani kluczy nikomu nie dawałem, ani sobie nie dorabiałem, ani nic takiego. Nawet do pomocy nikogo nigdy nie miałem. Zresztą po co mi okradać swój magazyn? Żeby mi pracę zabrali? - odparł niezadowolony jak poprzednio, choć już nieco łagodniej.
-
Dan
Westchnął ciężko i powiedział do niego bez entuzjazmu - Cześć Edwardzie....wyglądasz jeszcze gorzej niż kiedy Cię ostatnio widziałem.....,kiedy zdążyłeś się tak spić? I weź jakąś kąpiel bo w tym stanie nikt Cię nie zatrudni....
-
Vito
Witaj kartografie, prowadzimy śledztwo, muszę zadać Ci kilka pytań. rzekł siadając obok niego.
-
Edward
Ahoj! Życie mi się wali jak... No nieważne jak co, okradli mnie cholerni strażnicy, zostałem bez sztuki złota, bez dachu nad łbem ehhh... Odrzekł Danowi i spojrzał na Sophie - ładna ona, ciekawe czy... Aaaahahahaha! Postawił kufer na ziemi i dworsko się ukłonił, naprawdę sprawiając wrażenie dobrze wychowanego, mimo swego obecnego wyglądu... Jam Edward, marynarz i podróżnik.
-
-
Vito
Na temat tego tutaj magazynu. rzekł wskazując głową budynek. W ostatnim czasie ktoś go okradł, nie widziałeś nikogo podejrzanego, kto by się tutaj kręcił?
-
Dan
Nie dziwię się że Cię okradli,strasznie ich zlałeś.... - powiedział uśmiechając się lekko na to wspomnienie - A teraz najlepiej weź kąpiel,choćby w morzu,wytrzeźwiej a dopiero potem poszukaj pracy,bo w tym stanie nikt Cię nie zatrudni....,umiejętności są ważne ale nikt nie powierzy zadania pijanemu,zaufanie to podstawa....
-
Vito:
A nie bardzo... Chyba, że jakiś "pijak", który tu podchodził. Niski, niezbyt dobrze zbudowany, ze sztyletem przy pasie i w lekkiej zbroi, głównie ze skóry, ale jakieś żelazne elementy tam posiadała. Strażnik chyba przemówił mu do rozsądku tylko gdy ustawił się by stłuc go mieczem w tą jego buźkę.
Edward i Dan:
Parę błędów Edward popełnił przy mówieniu przez jego stan, choć dzięki staraniom jego powitanie nie było aż wcale takie złe... Sophie kiwneła ci głową na powitanie, spojrzała szybko na Dana i odparła - Ja jestem Sophie. Znajomi?
-
Edward
Od dzisiaj - rzekł z uśmiechem. Sophie... Ulubiona kolubryna kapitana, którą trzymał w kabinie tak miała na imię, aaaahahaha! Piękne imię, jako i twa uroda - powiedział do kobiety a do Dana - zatem umyć się pójdę, a ty pomocy w jakimś eee... Zleceniu nie potrzebujesz? Akurat co do mych umiejętności masz pewność hehehehe.
-
Vito
Tylko tyle? A żaden strażnik nie zasnął przypadkiem na służbie podczas pilnowania magazynu? Nie zauważyłeś niczego takiego?
-
Dan
Tak,od dzisiaj.... - potwierdził z uśmiechem po chwili dodając - Aktualnie nic nie mam ale zaraz mam się zgłosić po zlecenie do tutejszego maga,Vatrasa....nie wiem czy miałeś okazję go poznać. Będziesz w porcie? Jeśli będę potrzebował z nim pomocy to Ci powiem.... - odparł szczerze choć nie sądził że to nastąpi bowiem najlepiej pracowało mu się samemu a i nie uśmiechała mu się wizja dzielenia zarobkiem....
-
Falmir:
A robiłeś coś może niedawno w okolicy magazynu? I drugie pytanie - kto w takim razie może mieć klucz? Przekazywałeś go komuś?
-
Falmir i Rhen:
Nie, przecież go oddawałem temu całemu waszemu kwatermistrzowi. I nic tam nie robiłem, bo po jaką cholerę? Naszczać miałem na któregoś z tych kolesi co tam pilnują tego magazynu w ramach zemsty?
Vito:
Nie mam pojęcia. Nie chodzę nigdzie w nocy ani nic takiego. Oni sami też nigdzie nie odchodzili, a nawet jeśli to zaraz wracali. Pewnie na stronę czy coś...
-
Falmir:
No to jesteśmy w chędożonej kropce... Na Innosa, co za porażka... No nic, wychodzimy zatem. Szkoda było naszego czasu. Zabiera ze sobą wiadro, po czym idzie napełnić go wodą.
-
-
Falmir:
Musimy znaleźć i pogadać z tymi dwoma gośćmi, którzy byli na morzu, z tego, co pamiętam. Może oni coś wiedzieć będą.
-
Linus:
Swobodnie udał się w stronę okolicznego cmentarza, stąpał powoli po ziemi niczym po gąbce, z której uchodziła woda przy nacisku, skradał się, jakby starał się nikogo nie obudzić w zagajniku, w którym choćby wilk jest rzadkim widokiem. Dotarł do jednego z nagrobków, nachylił się i oparł ręce na jego płycie. Dzień dobry! - odparł niemal identycznie, jak to zrobił, witając nowy dzień. Podniósł się i powtórzył te słowa jeszcze parę razy nieco głośniej - Dzień dobry! Dzień dobry!
Oparł się rękoma o płytę i począł dumać, jak gdyby zamyślony.
-
Edward
Miałem tą nieprzyjemność go poznać, hehehehe. No dobra, idę zatem się oporządzić i wracam do poszukiwań. Skinął głową Danowi i ukłonił się znów Sophie, po czym podnosząc kufer z ziemi udał się na poszukiwanie jakiegoś spokojnego miejsca nad morzem.
-
Edward:
Po kilkunastu minutach poszukiwać udało ci się znaleźć jakieś stare schronienie tuż przy wodzie. Jest tu również polowe łoże, choć niestety nieco zamoknięte wodą. Przynajmniej jakoś po części ta konstrukcja odgradza Cię od oceanicznego wiatru... Poza tym nie widzisz tu nic szczególnego - stare muszle, żeliwna patelnia, stare wieszaki na ryby i tym podobne...
Dan:
Sophie skineła Edwardowi na pożegnanie. Gdy tylko odeszliście kawałek ta zapytała się Ciebie - Kto to był? I chyba go ktoś nieźle sprał sądząc po tym śladzie na jego twarzy i czole...
Linus:
Nikt, ani nic nie zakłócał Twojego świętego spokoju w czasie, gdy przesiadywałeś nad grobem jakiejś osoby. Niejakiego Wilfrieda Ukara... Podczas rozmyślań jedynie śpiew ptaków ci towarzyszył, lecz nie był to on ani irytujący, ani denerwujący...
-
Linus
Świat w oczach Linusa nie był taki, jakim go widzą inni. W jednej chwili wsłuchujesz się w słowa docierające nie wiadomo skąd, aż głos ten zostaje w ułamku sekundy przerwany, niekiedy innym dźwiękiem, niekiedy ciszą. Jak jednak liczyć na niezmąconą ciszę, gdy mieszka się w lesie nieopodal gospody? Podirytowany natychmiast udał się w jej stronę.
-
Dan
Także skinął mu na pożegnanie po chwili zaś odpowiedział - Chyba dopiero dziś przybył do Khorinis a przynajmniej nigdy wcześniej go nie widziałem....,a zlał go sam kapitan,pajacował przed nim i dość szybko Wulfgar stracił cierpliwość,wyzwał na pojedynek a potem kazał wywalić nieprzytomnego swoim strażnikom na bruk a Ci przy okazji zaopiekowali się jego sakiewką....Nasz nowy znajomy nie ma dziś dobrego dnia,oj nie....
-
Linus:
Gdy podszedłeś do gospody od razu usłyszałeś rozmowy przeróżnych ludzi - czy to pieniądzach, czy o wojnie, czy o tych żołnierzach co tu na wyspie grasują od jakiegoś czasu, jak i o wielu innych rzeczach... Przed karczmą na ławie siedzi jakiś farmer. Nie poznajesz go. Zapewne to ktoś z wielkiego gospodarstwa Onara.
Dan:
Mam nadzieję, że jak wytrzeźwieje to już trochę będzie bardziej ogarnięty i nie będzie nas nachodzić zbytnio często... Chociaż jeżeli pajacował przed samym Wulfgarem to kto wie co dalej zacznie robić... - odparła ci.
-
Dan
Może i wygląda na wariata ale jestem pewien że nic Ci nie zrobi....,a i ja nie pozwolił bym Cię skrzywdzić.... - Nas? Hmm,to zaczyna się rozwijać w nieprzewidzianym kierunku....
-
Rhen
Więc dobrze by było gdyby już wrócili.
-
Vito
No dobra, dzięki. Teraz trzeba się dokładnie dowiedzieć jak ten Victor wygląda. pomyślał, po czym z powrotem udał się do karczmy Kardiffa.
-
Edward
No całkiem całkiem, mam nadzieje że mnie pirania nie pozbawi interesu, aaaahahaha! Zdjął swe odzienie i wlazł do wody, myjąc się. Gdy skończy od razu wychodzi na brzeg.
-
Edward:
Kąpiel w zimnej wodzie w morzu dała ci porządnego kopa i dość mocno Cię otrzeźwiła, a przy okazji i zmyłeś krew po ranie. Nic na szczęście nie odgryzło ci interesu, choć cholera wie co mogło się kryć w tych wodach.
Vito:
W karczmie pojawiło się już więcej ludzi, a Kardiff wygląda jakby miał ręce pełne roboty przy podawaniu i nalewaniu piwa czy jakiś to innych trunków. Chyba będziesz musiał się przebić jakoś do niego...
Falmir i Rhen:
Teraz pozostaje wam jedynie znaleźć tych dwóch strażników magazynu. Gdzie są, albo czy w ogóle wrócili - nie macie pojęcia.
Dan:
Dotarliście pod jej dom. Zbyt piękny to on nie jest, ale przyglądając się innym budynkom w dzielnicy portowej to właściwie niczym się nie różnią... Stare budynki z desek, pokryte równie starymi dachówkami, które ledwo trzymają się dachu i cholernie małe. Dom na Twojej farmie przy nich to wręcz królewski zamek... - Już, to tutaj... Wejdziesz?
-
Dan
Skinął jej głową czerwieniąc się lekko bowiem znów się nieco zapatrzył na jej sylwetkę.... - Cholera chłopie,ogarnij się! Długo nie byłeś z kobietą ale robisz z siebie przed nią błazna! Zresztą to była kurtyzana,jesteś niepoważny.... - strofował się w myślach
-
Dan:
Miałeś wrażenie, iż delikatnie uśmiechnęła się widząc Twoją reakcję, ale pewności nie masz. Sam dom jest dosyć skromny, niewiele tu mebli, lecz jest tu dość schludnie i czysto. W rogu chaty, przy stole na krześle siedzi jej matka. Po jej wyglądzie i głosie sądzisz, że już ma sporo lat na karku, więc i nic dziwnego, że nie może pracować... - Sophie...? Kogoś to do nas przyprowadziłaś?