Catherine
Mhm....,też tak myślę.... - odparła nieobecnym głosem wpatrując się gdzieś przed siebie,była tak zamyślona że nawet nie do końca do niej dotarło co przed chwilą mówiła Kersijana....
Wersja do druku
Catherine
Mhm....,też tak myślę.... - odparła nieobecnym głosem wpatrując się gdzieś przed siebie,była tak zamyślona że nawet nie do końca do niej dotarło co przed chwilą mówiła Kersijana....
Catherine, Erilla, Kersijana:
Adela nie przestając się śmiać, chwyciła Kersijanę mocno za dłoń, ale nieco się zadziwiła z tego, jak jej "siostra" jest markotna. Już miała się odezwać, kiedy Lothiriel gestem ją uciszyła, dając do zrozumienia że Catherine musi chwilę porozmyślać.
Po niedługim czasie jazdy ujrzeliście przed sobą w lesie sporą, drewnianą palisadę. W strażnicach stoją sierżanci Gryfa, tak samo jak przy zamkniętej bramie. Ta została natychmiast jednak otwarta na widok Lothiriel, wjechaliście więc do środka. Waszym oczom ukazał się duży obóz z licznymi namiotami, między którymi chodzą zakonni rycerze, sierżanci, wszelacy wojownicy, awanturnicy i kobiety, a także dzieci. Lothiriel wróciła, wołajcie królewnę! Rozległ się głośny okrzyk. Po chwili zatrzymaliście się na swoistym "placu", środku obozu, gdzie pewna piękna dziewczyna doskonali swe umiejętności jazdy konnej... Cwał, skok, grzmot... Wnet znalazła się na ziemi, spadając ze swego karego wierzchowca. Przeturlała się nieco, wstała otrzepując kurz i wtedy was spostrzegła. Mamo! Krzyknęła podbiegając do Catherine i Lothiriel.
Załącznik 1382
Dziewczyna ma na sobie niebieską suknię, biały płaszcz, u pasa zaś przypięty przepiękny miecz. Butów na nogach nie ma, na palcu u dłoni złoty pierścionek z rubinem, na kostce zaś srebrny łańcuszek.
Catherine
Ale fajtłapa.... - skomentowała w myślach upadek "córki" królowej,zaczekała aż Lothiriel zejdzie z Rosie i bez słowa poszła w jej ślady, choć nieco zakręciło jej się w głowie gdy zeskoczyła na ziemię. Jednak otrząsnęła się z tego i ruszyła przed siebie aby przejść się po obozie....,który to zapewne i wywarł by na niej duże wrażenie gdyby nie to że przez cały czas jej myśli były nieco oderwane od rzeczywistości a ona sama czuła się gorzej z godziny na godzinę - Przydało by się gdzieś położyć i coś zjeść....,z jakąś królewną nie bardzo mam się ochotę poznawać....
Kersijana
Wjeżdżając do osady elfkę zaskoczyła ilość osób, które tu się znajdowały. Sam fakt, że królowa z nimi była musiał zwrócić ich uwagę także na jej "świtę" Elfka załozyła mocniej swój kaptur na głowę zasłaniając swą twarz, oraz szczelniej owinęła płaszczem.
Pierwszy odruch na upadek księżniczki był bardzo naturalny. Kersi spojrzała zaniepokojona i już miała zeskoczyć z konia i biec z pomocą, ale gdy dziewczyna wstała i okazało się, że nic jej się nie stało z ulgą odetchnęła.
Obóz:
Beatrice ucałowała Lothiriel, obie mocno się przytuliły, jakby rzeczywiście łączyła je miłość matki i córki. Zaraz też mała Adela obdarzając uśmiechem Kersijanę, zeskoczyła z jej konia i wpadła w ramiona królewny. Obydwie roześmiane pobiegły za Catherine...
Catherine:
Królewna podbiegła do Ciebie trzymając Twoją małą siostrzyczkę za rękę. Gdy Cię dogoniły, Beatrice położyła dłoń na Twym ramieniu, spoglądając w oczy i mówiąc - zaopiekowałaś się moją mamą... Dziękuję, jestem ci wdzięczna... Mam na imię Betty, a ty? Nagle wtrąciła się Adela mówiąc - i ocaliła mi życie, to Cathy!
Kersijana:
Trzy dziewczyny oddaliły się kawałek, a do Ciebie podeszła Lothiriel, opierając się o szyję Twego rumaka i wzdychając lekko.
Kersijana
Odwzajemniła uśmiech Adeli.... Gdy podeszła do niej Lothiriel.... Jak kiedyś będę mieć córkę to bym chciała by była taka jak Ona.... Powiedziała zeskakując z konia.
Pani Moja... Nie było okazji bym podziękowała Ci za spotkanie z moją Mamą... Chciała się do niej szczerze uśmiechnąć, ale coś w jej zachowaniu ją zaniepokoiło... Wzięła jej dłoń do swojej.. Coś Ci Pani dolega?
Erilla
Obóz! Ha! Tutaj czuję się prawie jak w domu. Pomyślałam rozglądając się wokół. Brakuje tylko innych Strażników, chociaż, z drugiej strony może i dobrze, że ich tu nie ma.
Skrzywiłam się lekko widząc upadek młodej dziewczyny. Ta jednak szybko się pozbierała i podbiegła do nas, krzycząc do Lothiriel. Oho, czyli to pewnie o niej wcześniej elfka wspominała. Zatrzymałam się z tyłu, nie chcąc wtrącać się w spotkanie najwyraźniej bliskich sobie osób. Gdy jednak królewna i Adela ruszyły za Cath, ja też zeskoczyłam z konia i ruszyłam za nimi. Na wszelki wypadek. Wszyscy stanowczo za bardzo narzucali się Cath i irytowało mnie to, zwłaszcza, że sama Cath zaczynała wyglądać na zmęczoną z tego powodu.
Zatrzymałam się kilka metrów od nich, skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na rozwój sytuacji.
Kersijana:
Nic mi nie dolega... Zastanawia mnie tylko... My, Noldorki, jesteśmy nieśmiertelne, żyjemy całą wieczność... Ale to ogromne brzemię na naszych sercach. Tak ciężko jest być jedną z nas... Wybacz, myślę na głos, nie będę cię już zanudzać - odparła Lothiriel i przytuliła się bardzo czule do Ciebie.
Erilla:
Nagle podeszla do Ciebie kobieta odziana w strojną, czerwoną suknię. Pięknej urody, jasnych włosach i wdzięcznym chodzie, z mieczem przypiętym do pasa.
Załącznik 1383
Witaj, jestem Margaret z Veccavii, tak bardzo się cieszę, że przybyłyście... W ten obóz pełen podłych, niewykastrowanych mężczyzn, bleeh... Co za zwyczaje w tym Pendorze! Rzekła do Ciebie, podając dłoń.
Kersijana
Ależ Pani... Wiesz, że mnie nie zanudzasz. Położyła dłoń na jej plecach głaszcząc je jednocześnie przytulając. Tak Moja droga... To ogromne brzemię. Nasi bliscy, gdy ich utracimy bardzo długo, całe wieki za nimi tęsknimy. Z ludzi nam miłych i życzliwych, to jak mgnienie oka ich czas przemija a my pozostajemy.... To chcesz mi powiedzieć? Elfka odsunęła się odrobinę od przyjaciółki by spojrzeć jej w oczy... Widzę to w Twych oczach pani... Ten ból i tę tęsknotę, ale spójrz w moje a zobaczysz też i nadzieję....Pamiętaj Pani o marzeniach,,, dla nich warto żyć tak długo.
Catherine
Tak Catherine jestem.... - odparła zmęczonym głosem zdejmując bez ceregieli jej dłoń ze swojego ramienia - A dziękować nie masz za co....,żaden problem.... - i jak gdyby nigdy nic poszła dalej przed siebie - No i świetnie,teraz mi jakaś wariatka na głowę wsiądzie....
Erilla
Kolejna w sukni i z mieczem. Cholera, co z nimi? Chyba mi nie powiecie, że ta suknia zatrzyma cios miecza? Przemknęło mi przez myśl. Uścisnęłam jednak wyciągniętą dłoń.
Na mnie wołają Erilla odpowiedziałam Co za przyjemność z wykastrowanego faceta jeśli można spytać?
Erilla:
Eeee... A po co mężczyźni w ogóle? Ach tak, do robienia dzieci. I usługiwania nam. Ale to nie jest żadna przyjemność, wszak my kobiety potrafimy same sobie dać rozkosz, prawda? Odparła przysuwając się nieco do Ciebie.
Kersijana:
Moja piękna przyjaciółko, takie mądre twe słowa... Odparła królowa patrząc w Twe oczy i gładząc po policzku. Chodź, chcesz nocować w mym namiocie? Spytała przytulając się znów i dodając - obie musimy zdjąć przemoczone ubrania i wziąć kąpiel.
Catherine:
Beatrice od razu ruszyła za Tobą mówiąc - mam za co... Pomogłaś mojej mamie, ocaliłaś naszą małą księżniczkę, to zaszczyt cię... Auć! Krzyknęła nagle skulając się natychmiast.
Catherine
Co Ci jest? - zatrzymała się i odwróciła by spojrzeć skąd ten krzyk
Catherine:
Chyba coś mi się wbiło - wyjąkała Beatrice siadając na ziemi i kładąc stopę na kolanie. Rzeczywiście, niezdara wlazła w kawałek szkła...
Catherine
Ehh....,najpierw z konia spadłaś a teraz to....,o bogowie,dziewczyno,co z Tobą nie tak? - westchnęła ciężko i przyklęknęła przy niej najpierw delikatnie usuwając kawałek szkła a następnie przemywając ranę wodą - Adele podaj mi bandaże!Są w jukach! - gdy dziewczynka to zrobiła jeszcze raz przemyła jej stopę wodą z bukłaku i zrobiła mocny i solidny opatrunek by powstrzymać krwawienie
Erilla
Jeśli traktujesz mężczyznę jak przedmiot, to nic dziwnego, że nie daje ci to przyjemności odparłam nie ruszając się z miejsca, patrząc twardo na Margaret*. Jednocześnie uświadomiłam sobie właśnie, że od śmierci ukochanego z nikim nie byłam, a chwilę później poczułam ból na jego wspomnienie.
Techniczny
*Dopisałbym, że jej oczy zrobiły się jeszcze czerwieńsze niż zazwyczaj, ale nie mam teraz pomysłu jak to zgrabnie wprowadzić w pierwszej osobie :P
Kersijana
Jak na prawdziwe przyjaciółki przystało... Oczywiście że chcę... A wiesz Pani... ?Tobie przyda się przyzwoity masaż też.. radośnie odpowiedziała królowej.
Malacath:
Postanowił podjechać do stajni i zostawić tam swojego konia. Gdy tylko tam wjechał odezwał się do stajennego, przyglądając się mu - Ile to mam zapłacić za przechowanie tu swojego rumaka?
Catherine:
Nie wiem... Dziękuję ci za pomoc Catherine, masz miłe dłonie hihi - powiedziała królewna, siedząc jak ofiara losu i patrząc słodkimi oczkami na Ciebie. Adela usiadła koło niej, opierając swą głowę o jej ramię.
Kersijana:
Tak, przyda się... Już się nie mogę doczekać... Szepnęła wzdychając przy tym, wyglądając na nieco rozluźnioną. Wzięła Cię za rękę i zaczęła prowadzić do swego namiotu, po drodze nakazując przynieść do niego balię z wodą. Gdy już weszłyście do jego wnętrza, ujrzałaś że jest bardzo zadbane, znajduje się kilka skrzyń, bialutka pościel ułożona w przemiłe posłanie, oraz wspaniale wykonana noldorska kolczuga. Królowa odpięła pas, kładąc go obok zbroi i usiadła obok posłania. Czuj się jak u siebie kochana - rzekła.
Erilla:
Nie o to chodzi, obrzydza mnie kuś w mym pięknym skarbie... Masz śliczne oczy - rzekła cicho Margaret.
Malacath:
Zastałeś wyraźnie podchmielonego stajennego, który odparł na Twoje pytanie - czy tysiondze denarów, buahahahaha!
Catherine
Pokręciła głową z niedowierzaniem gdy ujrzała z kim ma do czynienia,jedynie westchnęła ciężko po czym delikatnie wzięła ją na ręce i posadziła na Rosie mówiąc chłodno - Trzymaj się mocno i nie spadnij jak przed chwilą....,gdzie Cię odwieźć?
Erilla
Cóż, jej skarb, jej problem, prychnęłam w myślach.
Możliwe powiedziałam już na głos Jednakże dla wielu ludzi był ostatni widok jaki dane im było zobaczyć... jeśli mieli szczęście...
Kersijana
Och jak tu cudnie... rozejrzała się po pomieszczeniu ściągając swój płaszcz. Dawno nie spałam w porządnym i takim pachnącym łożu.... Elfka ściągnęła swój płaszcz i swoje buty i rękawiczki...
Będąc w samej sukni zakasała ja powyżej kolan Uklęknęła za nią i położyła swe dłonie na jej ramionach rozchylając jej odrobinę suknie tak by jej kark i ramiona były odsłonięte...
Jak zbyt mocno to powiedz... choć obiecuję ze będę bardzo delikatna...
A nie przedstawiłaś mnie Pani swej Córce...
Catherine:
Beatrice złapała się przedniego łęku siodła mówiąc - chodźmy naprzód, ja ci będę wskazywała drogę. Po chwili dotarłyście we trzy do czerwonego namiotu. Królewna spojrzała niewinnie na Ciebie.
Kersijana:
Lothiriel mruknęła, gdy zaczęłaś masować jej ramiona. Tak jest idealnie... A moja córeczka... Tak, córeczka, Betty, wybacz, przedstawię was niebawem... Królowa znów mruknęła, widocznie bardzo jej się spodobał masaż.
Erilla:
Margaret westchnęła i nagle złapała Cię za dłoń. Chodź... Musisz gdzieś nocować, a że nie ma wolnych namiotów, to zapraszam cię do siebie.
Catherine
Westchnęła ciężko i pomogła jej zejść z siodła - No to tutaj się rozstajemy....,pokaż nam tylko jakiś wolny namiot jeśli możesz....
Kersijana
Masowała królową w bardzo przyjemny sposób... Opuszkami palców raz delikatnie tylko dotykała jej skóry na karku i ramionach by po chwili troszkę mocniej ściskać ścięgna i mięśnie. Bacznie uważała na to by nie przysporzyć jej bólu.... masowała tak dłuższą chwilę.
Kiedy wodę przyniosą? zapytała w pewnym momencie....
Malacath:
Świetnie. Chyba tutaj każdy już się napierdolił w trzy dupy... Lepiej poszukam czegoś normalniejszego... Ale zanim hehe - rozejrzał się jeszcze raz po okolicy, po czym zsiadł z konia, podszedł do stajennego i przywalił mu w mordę - Trochę szacunku kmiocie do tak ważnej osobistości jak ja hehe - i jak gdyby nic odsunął się, sprawdzając jego reakcję.
Erilla
Co?! Jeszcze czego. Cholera wie co siedzi we łbie tej Veccaviace. Cofnęłam szybko dłoń.
Dzięki, ale potrafię sobie poradzić.
Catherine:
Nie ma wolnych... Dam ci pościel i położycie się obok mego posłania. Pomożesz mi wejśc do środka? Nie chcę stawać na tej nodze...
Kersijana:
Królowa wzdychała i mruczała w trakcie masażu, czując się już całkowicie rozluźniona. Tobie również ta chwila sprawia wielką przyjemność... Zaraz powinni przynieść - odparła cicho. Rzeczywiście, po chwili trzy służki przyniosły balię z wodą oraz wrzątek we wiadrze. Bez słowa, opuściły po tym namiot.
Malacath:
Ty gnido chujdoszona! Krzyknął stajenny, rzucając się na Ciebie i wymachując łapami na wszystkie strony...
Erilla:
Och gdzie będziesz spać? U mnie znajdziesz ciepłą pościel, namiot ochroni cię przed deszczem...
Catherine
Ehh,dobra,pomogę.... - odparła obejmując ją w pasie i prowadząc do namiotu - Skoro nie ma wolnych miejsc to będę spała na zewnątrz,za pościel dziękuję,niepotrzebne mi takie luksusy,spałam i w dużo gorszych warunkach....
Erilla
Coś się znajdzie, przywykłam do braku wygód. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam szukać wzrokiem Cath, mając nadzieję, że we dwie znajdziemy jakieś miejsce dla siebie.
Malacath:
Po prostu złapał go za mordę i rzucił nim o ziemię. Gdy tak sobie leży podchodzi i wyciera sobie o niego swoje buty... Zwłaszcza o twarz. Błota trochę na nim jest i kurzu, więc wypadałoby je w końcu wyczyścić. A kto wie... Może się gdzieś niezauważalnie wpieprzyło w jakieś końskie łajno? Potem od razu włazi na konia i odjeżdża mówiąc - Dzięki za użyczenie mi swojej facjaty, hehehe... Całkiem niezła z Ciebie wycieraczka. Pobawił bym się z Tobą dłużej, no ale... Obowiązki wzywają - i wyjechał, szukając jakiegoś strażnika, który mógłby mu wskazać drogę do jakiejś normalnej karczmy...
Catherine:
Nie, nie ma mowy! Nie pozwolę, żebyś spała na zewnątrz! Krzyknęła oburzona Beatrice, Adela zaś dodała - ma rację! Calą noc kiedy padało obejmowałaś mnie i tuliłaś do siebie, moknąc. Teraz musisz się umyć i wypocząć! Gdy weszłyście do wnętrza obie Cię objęły, a Beatrice rzekła - nigdzie nie pójdziesz, słowo się rzekło.
Zaczynasz tymczasem czuć coraz większe wyczerpanie, ból głowy i chęć odpoczynku w ciepłej pościeli...
Erilla:
Niestety nigdzie nie widzisz Catherine...
Malacath:
Wreszcie, dotarłeś do normalnej karczmy, płacąc denara za miejsce dla konia. Wnętrze jest czyste i zadbane, ludzie ktorzy się tu stołują wyglądają na porządnych. Słychać wszelakie rozmowy o wojnie, polityce, zwyczajnych plotkach czy... Tych sprawach.
Catherine
Nie miała siły się sprzeczać,czuła się coraz gorzej i miała wrażenie że zaraz zwali się z nóg - Po jaką cholerę ja ją nosiłam i taka dobra byłam?Ehh.... - nic nie powiedziała tylko przyłożyła sobie dłoń do czoła nie będąc w stanie nic powiedzieć....
Catherine:
No chodź, połóż się - szepnęła królewna, wraz z Adelą podprowadzając Cię do swej pościeli i usadzając na niej. Maleńka, powiedz że każę przynieść balię z wodą do mego namiotu, dobrze? Dziewczynka bez słowa skinęła jej głową i wybiegła na zewnątrz. Zaraz się tobą zaopiekuję, jak ty mną - szepnęła Beatrice.
Catherine
Nie chcę żebyś mi się odwdzięczała ani mną opiekowała.... - powiedziała z trudem po czym rozkaszlała się mocno a następnie kichnęła kilka razy odwracając głowę na bok,po chwili z cichym jęknięciem zdjęła z siebie kolczugę,odpięła pas z mieczem i spróbowała znów wstać aby rozsiodłać Rosie....
Catherine:
Aleś ty uparta, siedź tu i odpoczywaj - rzekła cicho, ale stanowczo Beatrice, przytrzymując Cię na swej pościeli.
Erilla
Jejku, gdzie one już zniknęły? Ehh... no trudno, trzeba je znaleźć.
Podchodzę do miejsca gdzie je ostatnio widziałam, rozglądając się za jakimiś śladami, które mogłyby mi powiedzieć, gdzie poszły.
Techniczny
Wyszukiwanie :P
Catherine
A kto się zajmie moją Rosie? I nie chcę tu "siedzieć i odpoczywać" ani tym bardziej brać z Tobą jednej kąpieli czy rozbierać się w Twoim towarzystwie.... - i znów spróbowała wstać zdejmując z siebie jej ręce
Erilla:
Niestety, ślady są tak liczne że uniemożliwiły Ci dowiedzenie się, gdzie poszły dziewczyny. Zauważyłas jednak biegnącą w Twoją stronę Adelę, pewnie ona wie gdzie jest jej "siostrzyczka".
Catherine:
Wykąpiesz się z Adelą, ja w tym czasie zajmę się twoją klaczą, no proszę cię Catherine... Nie bądź taka uparta. Zresztą koniec, nigdzie nie idziesz i już - rzekła Beatrice, obejmując Cię i utulając mocno. Co gorsza, nie masz siły by się temu przeciwstawić...
Catherine
Królowa zajmująca się koniem plebejuszki?To nie uchodzi.... - odparła kpiąco i zaraz dodała - I co Ty właściwie robisz?Czemu mnie tulisz?Puść mnie,nie chcę tego....