Robert:
Agnes objęła Cię i przez chwilę siedzieliście razem w swych objęciach. Wyzdrowieje, na pewno wyzdrowieje - wyszeptała, siląc się na uśmiech, swe kolana kładąc na łożu, mimo rozpaczy wciąż pamiętając o baczeniu na pościel...
Wersja do druku
Robert:
Agnes objęła Cię i przez chwilę siedzieliście razem w swych objęciach. Wyzdrowieje, na pewno wyzdrowieje - wyszeptała, siląc się na uśmiech, swe kolana kładąc na łożu, mimo rozpaczy wciąż pamiętając o baczeniu na pościel...
Robert
Tak, na pewno,im silniejsi dla niej będziemy tym większa szansa - wyszeptał pewnym głosem całując ją czule w policzek i nie wypuszczając z objęć
Bertrand
Ujrzawszy polską parę ukłonił się Niech będzie pochwalony. Rzekł uśmiechając się lekko i odchodząc do lady. Daj udziec barani kucharzu, i jakąś wodę czystą do zapicia.
Charles de Tournemire
Więc skoro nie potrafisz panie wybaczyć mu to nie popełnij więcej grzechu i postaraj się dla Boga przeprosić za swe winy. Mówiłeś, iż pragniesz zakończyć swe życie w nadchodzącej bitwie, więc czasu jeszcze jest, by cokolwiek uczynić. Choć nawet i mało go to Pan każdą chęć i czyn doceni... A dla łaski jego jak i ujrzenia jego oblicza warto przejść jego próbę jaką jest życie - Albo teraz padnę, albo mnie zrozumie i przeżyję... - odparł mu spokojnie po francusku, mimo, iż ponownie lęk przez jego wściekłe oblicze znowu wstąpił w jego serce. Wszak nie wolno mu się teraz wyłamać, ani dać się pokonać...
Charles:
Konstabl ze zdumieniem na Ciebie spojrzał, swym złowrogim obliczem. Złapał dłonią za swój bandaż na twarzy i mocnym szarpnięciem go zdjął, zaciskając zęby... Ujrzałeś znów jego straszliwą ranę, nie wiesz, co on zamierza, nie wiesz jakie jego myśli, ale za to masz nieodparte wrażenie, iż patrzysz w oczy demonowi śmierci...
Robert:
Agnes nie wyrywając się z uścisku ujęła mocno Twoją dłoń i ścisnęła ją, tuląc się do Twej piersi.
Bertrand:
Już się robi, panie! Powiedział kucharz, biegnąc na kuchnię, b y przyrządzić jadło.
Bertrand
Oparł się łokciami o blat obserwując pozostałych Może jeszcze kogo znajomego dojrzę?
Robert
Także ścisnął jej dłoń chcąc wlać nieco otuchy w jej serce i nie oponował kiedy się w niego wtuliła, wiedział że obecna chwila jest dla niej jeszcze trudniejsza niż dla niego a pokochał ją jak rodzoną siostrę i nie mógł przechodzić obojętnie obok jej cierpienia......, pocałował ją jeszcze w czubek głowy i lekko pomasował po plecach również nic nie mówiąc.
Charles de Tournemire
Jezu... Przez te rany i spojrzenie wygląda, jakby demon wyszedł z czeluści piekielnych, łaknący mej śmierci. Tak blisko śmierci... ale i na granicy przeżycia - nie odwrócił od niego wzroku, lecz wpatrywał się w jego twarz pełną bólu i kontynuował dalej, choć już sytuacja powoli zaczyna odciskać na nim swe piętno... - Tak... Twe rany. Nie wiem czy Pan Cię tym pokarał za Twą przeszłość, lecz i dał szansę na odkupienie swych win, czy też była to część jego planu. Czymkolwiek by to nie było ja doradziłem jak tylko mogłem... Czy mnie usłuchasz, czy nie - decyzja już należy do Ciebie. Choć i po części jakoś mógłbym jeszcze pomóc, wszak mam prawo udzielenia sakramentów... O ile zechcesz mej pomocy - odparł mu, po czym w milczeniu oczekiwał z drżeniem serca odpowiedzi wpatrując się w jego oblicze...
Spytko po łacinie:
Jezu Kryste, na wieki wieków amen odpowiedział Bertrandowi wyuczoną w zakonie formułką i odkłonił się. Następnie zamówił kawał mięsa dla siebie, a dla Katariny jajecznicę na boczku z kiszonym ogórkiem oraz miód do picia dla obojga.
Katarina(łacina)
Czekała jak na damę przystało i dopiero jak Spytko odpowiedział Bertrandowi, sama też się do niego ukłoniła... Może przysiądziecie się panie do nas?