-
Catherine:
Betty odchyliła głowę do tyłu i oparła o Twoje piersi. Dostrzegasz błogość na jej twarzy, mruży oczy i pomrukuje czasem. Myślisz, że sir Tristan cię kocha? Spytała nagle.
Kersijana:
Rycerz Anakondy odwzajemniał namiętne pocałunki, jego rozdwojony język był bardzo wprawny, i co gorsza, nawet Ci się spodobało to, jak nim harcował... W końcu jednak przygryzłaś go, udało Ci się jednak zębami uchwycić tylko jedną z dwóch części. Część jego jęzora została w Twoich zębach, drugą zabrał ze straszliwym sykiem... Upadł na ziemię wciąż sycząc z bólu.
Masz okazję, by uciec... Ale możesz nie ocalić Margaret, jeśli to teraz zrobisz.
-
Kersijana
Za nic w świecie by nie zostawiła Margaret samej...Jak najszybciej wypluwając część jego języka która została jej w buzi wstała... Korzystając z tego że upadł podbiegła do niego i z całej siły kopnęła go w męskość... Jej zdenerwowanie sięgało zenitu. Gadaj gdzie Ona puki jeszcze masz czym mówić.
-
Catherine
Chwilę wahała się co jej odpowiedzieć i nie przerywając mycia jej włosów w końcu odparła - Nie....,myślę że tylko mnie pożąda,tak jak każdy rycerskiego stanu,wobec dziewczyny która nie jest szlachcianką....Wiem że się ze mną nie zgadzasz ale wierz mi że zbyt wiele razy widziałam jak z nimi postępowali....Mężczyzna jest w stanie powiedzieć wszystko by zdobyć wdzięki kobiety,że jest piękna,cudowna,dobra,dworska,wygląda jak dama,musi mieć w sobie szlachecką krew bla bla bla....Najgorsze jest to ze niektóre idiotki się na to nabierały i kończyły z takim cwaniaczkiem na sianie a potem nigdy go więcej nie widziały albo były traktowane jak powietrze....
-
Kersijana:
Gdy kopnęłaś Seanreda, tylko brzdękła blacha okrywająca jego krocze, a Ciebie zabolały palce u stopy... Ssssss... Zaprowadzę cię do niej sssss... Tylko zosssstaw mnie! Musssssszę znaleźć kapłanki, by uzdrowiły magią mój język! Aaaauuuu sssssss!
Catherine:
Ale siostrzyczko... Nie wszyscy rycerze tacy są. Wielu jest szlachetnych, romantycznych, mądrych... Jak Tristan. Idealny rycerz dla ciebie! Betty odwróciła się do Ciebie i zaczęła myć Twoje ramiona, a następnie piersi... W jej ruchach nie wyczuwasz żadnego pożądania, broń Astreo, jeśli ta mała wariatka zdradzałaby jakieś jej oznaki.
-
Catherine
Betty,jesteś kochana....ale i nieco naiwna,naprawdę myślisz że on tak nie robił? Co,może jeszcze nigdy nie był z kobietą? Daj spokój.... - odparła nie oponując gdy siostra ją obmywała,sama także myła jej twarz i przód ciała....
-
Kersijana
Chwyciła się za bolącą stopę... Osz w mordę obleśnego trola jak boli. Jedyna kapłanka ,która cię uleczyć może teraz to Królowa.... W całej okolicy nie ma innej... wysyczała...
Módl się by Margaret nic złego nie było... Ale teraz to pójdziemy do niej właśnie.... A wyjaśnisz gdzie Margaret zostawiłeś... Królowa mówiła, że wiedziała iż za nią chodzisz i.... Kersi chciała sobie przypomnieć sobie dokładnie jej słowa ale widocznie w zdenerwowaniu nie potrafiła. Pamiętała jednak gdy ją pierwszy raz spotkała to wspominała że niekoniecznie musi mieć złe intencje. Podbiegła do wyplutego kawałka jego języka i chwyciła go w rękę w druga wzięła swój sztylet... Jeśli coś kombinujesz to go potnę i na zawsze będziesz kalekim wężem... trzymaj się ode mnie dziesięć kroków, idziemy.... Wskazała mu kierunek w którym ma iść trzymając ozorek i sztylet w pogotowiu.
-
Catherine:
Ale Cathy, co z tego? Przecież nie ma nic złego w tym, jeśli nie obdarował miłością żadnej damy. Jeśli obdaruje, wtedy racja, nie powinien chodzić i tam... Z wieśniaczkami no... Rycerze są często tacy szlachetni i romantyczni... Betty aż westchnęła, a gdy umyła Twe piersi i brzuch, zeszła niżej, aż do kobiecości... Ją również zaczęła myć, ale bez żadnych podtekstów.
Kersijana:
Bezlitosssssna jesssssteś - rzekł Seanred i poprowadził Cię do Margaret. Ta leży związana pod drzewem, płacząc... Spod włosów cieknie jej krew.
-
Kersijana
Podeszła szybko do Margaret... Już dobrze, bądź dzielna, zaraz ten koszmar się skończy. powiedziała rozcinając jej węzy.Możesz wstać i iść? zapytała... Wężowi nic nie odpowiedziała tylko bacznie go obserwowała.
Jeśli w przeciągu dziesięciu minut nie dojdziemy do królowej to nie będzie Ci już potrzebne. Pokazała mu jęzor trzymany w dłoni. Ruszaj....
-
Catherine
I to właśnie nas różni Betty,jesteśmy jak siostry,ale pochodzimy z dwóch odmiennych światów,dla Ciebie to normalne że rycerz zwodzi i oszukuje kobiety niższego stanu by sobie ulżyć,dla mnie zaś to odrażające i obrzydliwe....Wiem że zwykle same są sobie winne ale nie wiem jak możesz pochwalać kłamstwo,zwłaszcza tak....wybiórcze,rozumiem że dam i szlachcianek już tak zwodzić nie wolno? - powiedziała zabierając jej dłoń ze swojej kobiecości i myjąc ją na własną rękę....
-
Kersijana:
Dziękuję ci Kersi, dziękuję - wyjąkała roztrzęsiona Margaret płacząc i przytulając się do Ciebie. Rycerz Anakondy natomiast nie zdążył nic zrobić, gdy nadjechał na swoim rumaku Elrohir z mieczem w dłoni. Zatrzymał się przy was i spojrzał zaskoczony, pytająco...
Catherine:
Nie pochwalam, akceptuję to po prostu, bo nie znajdziesz człowieka pozbawionego skazy - odparła Betty i zaczęła szlochać...