Bertrand
Skoro mnie pani zaprasza, to zasiądę z Wami, miło do kogo mieć otworzyć usta w czasie posiłku. odparł Katarinie.
Wersja do druku
Bertrand
Skoro mnie pani zaprasza, to zasiądę z Wami, miło do kogo mieć otworzyć usta w czasie posiłku. odparł Katarinie.
Katarina
O, masz Panie całkowitą rację... Ostatnio spotykam samych gadatliwych ludzi, więc nie będziemy narzekali jak i z waszmością miło spędzimy czas na rozmowie...
Jak to się stało, że sam waść na posiłek przyszedł? O ile mnie pamięć nie myli to widziałam jak towarzystwa żeś waść Pani Agnes dotrzymywał...
Nie godna? zaśmiała się dyskretnie
Bertrand
Och, prędzej ja niegodzien damy takiej jak ona, gdyby o to szło, pani. rzekł uśmiechając się. Owszem dotrzymywałem towarzystwa pani Agnes, lecz udała się ona do swej szwagierki, którą z tegom co widział już znasz, panienki Charlotte. Spytałem czy życzy sobie bym szedł z nią, lecz chciała zapewne być z nią sama, i powiedziała abym miasto zwiedził. A co do panienki Charlotte, na grypę podobno biedna zachorowała, choć medyk mówił że będzie dobrze... Nie widziałem od wczoraj pana Adriana ni pana Roberta, nie spotkaliście ich przypadkiem?
Katarina
Zakasłała jakby jej co w gardle stanęło, gdy usłyszała imię Włocha....
Ekhmmm.khmm. Pan Adriano.. Spojrzała na Spytka dyskretnie... Pan Adriano w stajni wypoczywa, tak bym to ujęła... Przynajmniej tam ostatni raz go widziałam... Miałam z nim Grób Pański zwiedzić, Ale mój koń nie nadawał się do jazdy, więc postanowiłam zmienić plany. Pan Adriano nie wiedział w końcu gdzie ma iść...
A co do pana Roberta to myślę, że jest z Charlotte...
Poszła bym tam, ale obawiam się , że teraz to by było najmniej taktowne...
Bertrand
Czyli chyba nic mu nie grozi skoro w stajni został. Pewno sam swoim wierzchowcem się zajął, albo do jakiej oberży poszedł. Dobre piwo tutaj mają, w miejscowych karczmach.
Katarina
Ja Panie...My... poprawiła się... O niczym innym teraz nie marzymy, jak o dobrym posiłku... Zaśmiała się... Korzystając z okazji... Bo wcześniej jakoś porozmawiać nie dane nam było... Daleko od domu znaleźliśmy się,ale czy Wy długo w drodze już jesteście? Zaciekawiona patrzyła na Bertranda
Bertrand
Podrapał się po głowie W Outremer jestem jakoś trzy dni? Trzy dni pełne wrażeń. westchnął ciężko przypominając sobie rozbicie statku, śmierć towarzyszy, niedoszły pojedynek z Baldwinem i inne straszne rzeczy które go spotkały No ale niedługo po bitwie wracam do Francji, mam wiele zaległych spraw do załatwienia...
Katarina
Uśmiechnęła się uprzejmie... Nie odpowiadała nic, ale czuła jak oczy jej robią większe,gdy usłyszała słowo Francja...
Spojrzała na Spytka czekając na jego reakcję...
Spytko po łacinie:
I my do Francji zmierzać będziem, ale dopiero gdy Pani Agnes wdową ostanie. Tak, wiem że ich małżeństwo przez kler unieważnione, ale jak to podczas ślubu prawią - co Bóg połączył węzłem małżeńskim, niech żaden człek nigdy nie waży się rozdzielać.
Katarina
Boskie przykazania traktują tak by im służyły wygodzie.... Dziś Kler ma posłuch, ale kiedyś przyjdzie taki dzień, że wierni nie będą ich poważać... Może nie dziś i jutro. Może to być nawet za sto wieków, ale jak nic się nie zmieni to tak będzie...
Co im chory winien? Pchają człowieka w gniew to nie dziwota, że ich nienawidzi.... Położyła rękę na dłoni Spytka... Niech by ino mnie kazali szczęścia swego się wyrzec..