-
Dan:
Gdy tylko zwiadowca chciał ci odpowiedzieć nagle za wami rozległy się krzyki, a w waszym kierunku poleciało kilka pocisków - Hej! Tam są! Łapać ich!
- Zajebiście... Spierdalamy! - powiedział zwiadowca, rzucając się do ucieczki.
Vito:
To dobrze... Chodź, zrobię ci coś jeść - odparła, udając się do kuchni.
-
Vito
Nie, ja już jadłem, może Anabelle jest głodna, pójdę się jej spytać. Poszedł do pokoju swojej siotry i usiadł na jej łóżku. Mama wróciła... Chcesz coś zjeść? Spytał cicho.
-
Dan
Rzucił cicho jakieś przekleństwo po czym rzucił się do ucieczki w ślad za resztą,uważając jednak na nogi by się nie potknąć i nie zwalić w dół....
-
Dan:
Gdy tylko pojawili się nekromanci bieganie po tym nieprzyjaznym ci terenie szło całkiem dobrze. Zbiry nie miały chyba zbyt dobrej celności, bądź i szczęścia, bo jak dotąd żaden z bełtów was nie trafił. Po pewnym czasie natknęliście się na inny, znacznie większy problem... Przed wami znajduje się jakaś wielka, kudłata bestia, która przygląda się wam wrogo. Nie widzisz tu innej drogi, by ją ominąć, chyba, że zaryzykujesz skokiem w dół ścieżki... Lub wspinaczkę na skały. Choć chyba musiał by się stać cud, byś zdołał się w tak szybkim tempie wspiąć na nią, by nie dorwał cię ten potwór, bądź nekromanci...
Vito:
Nie... Nie mam ochoty - odparła markotnie, próbując przestać płakać i jakoś się ogarnąć - Przynieś mi miskę z wodą. Muszę się przemyć. Mama nie może mnie zobaczyć zapłakanej, bo co jej powiem?
-
Dan
Obejrzał się na towarzyszy po czym powiedział głośno jak gdyby do siebie - Raz się żyje.... - i widząc ze nie ma innego wyjścia zaczął zjeżdżać w dół ścieżki....- Skakać nie będę,nie ma mowy,jeszcze bym się połamał i co?
-
Vito
Dobrze... Nie musisz zresztą wychodzić z pokoju, odpoczywaj, powiem mamie, że źle się poczułaś...
-
Dan:
To chyba nie był najlepszy pomysł... Choć być może lepszy niż próba wyminięcia trolla? W każdym razie nie skończyło się to dla Ciebie zbyt dobrze. Próbowałeś zjechać w dół, lecz przeróżne wyboje i inne wystające elementy skutecznie popsuły ci zjazd i stoczyłeś się na dół, kończąc uderzeniem o drogę. Koniec końców mimo kilku zadrapań, guzów i dodatkowych ran jesteś tu na dole... Diane lepiej na tym nie wyszła, gdy skoczyła za Tobą w akcie desperacji. Ale czego się nie robi dla miłości... Teraz jedynie poszczęściło się zwiadowcy.
Vito:
Powiedz, że chce spać i odpocząć. Żeby też tu sie nie fatygowała... I że sobie dam radę...
-
Vito
Tak jej powiem... Pogłaskał ją jeszcze po włosach, ale zaraz zabrał rękę, jak oparzony... Wyszedł z jej pokoju i wrócił do kuchni. Nie jest głodna, chce się wyspać, powiedziała żeby jej nie przeszkadzać. Rzekł do matki.
-
Dan
Nie bacząc na własne rany i to jak bardzo jest obolały podszedł do Diane i wyciągnął rękę w jej stronę mówiąc - Jak żyjesz?Bardzo się potłukłaś?
-
Dan:
Chujowo... No trochę, ale dam radę. Dobra, spieprzajmy stąd - odparła ci, wstając z Twoją pomocą z ziemi. Usłyszeliście ryk bestii gdzieś z góry. Chyba nie jest zadowolona, że jedzenie jej uciekło... Zwłaszcza iż się wam ponownie ukazała, tylko tym razem z wielkim kamieniem w łapie.
O kurwa... - skwitował krótko zwiadowca i rzucił się do ucieczki.
Vito:
Hmmm, no dobrze... Co teraz będziesz robić?