-
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Oszczepy i toporki do rzucania u nich zauważyłam rzekła Liothannea i zerwała się do biegu. Ruszyłyście za nią, niestety łuk trzymany w obu rękach gotowy do strzału znacznie w biegu przeszkadza. Na prowadzenie wysunęła się Liothannea, za nią Anna, a na końcu Arathena. Powoli odległość między Wami zaczęła się powiększać.
-
Arathena
Widząc, że nie daje rady szybko biec z łukiem gotowym do strzału, szybko wyciągnęła strzałę z niego i schowała do kołczanu... Zastanawiała się przez ułamek sekundy dlaczego odruch nie kazał jej tak postąpić wcześniej. To chyba jakiś efekt uboczny klątwy Pani Jeziora, albo nie wiadomo co, ale normalnie gdy sie chce szybko biec to instynktownie rzeczy, które przeszkadzają, zawadzają czy tym podobne się usuwa, przekłada, chowa... Widocznie u niej to nie działało tak jak należy... Gdy jednak zreflektowała się, że powoli zaczęła zwalniać to najzwyczajniej w świecie zareagowała w ten sposób by dorównać kroku towarzyszkom...
Spojrzała jeszcze na Annę, która wyglądała śmiesznie przebierając nogami z mieczem na ramieniu, ale nie miała czasu by się z tego pośmiać.... ot taka drobnostka po prostu rzuciła jej się w oczy.
-
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Arathena, po pozbyciu się tego co Jej przeszkadzało w biegu, dzięki swym długim i silnym nogom dogoniła, a nawet przegoniła Annę. Nie traci już dystansu do Liothannei, ale także go nie zmniejsza.
-
Anna de Loiret
Biegła jak w transie, wyobrażając sobie że pędzi na rumaku bojowym ramię w ramię z rycerzami. Piękna chwila, chwila uniesienia, chwały... Zaraz jednak otrzeźwiała i zaciskając zęby w dziwnym uśmiechu, jakoby bojowym, osłoniła nieco boku tarczą a miecz odsunęła od siebie i nieco uniosła, jakby przybierając postawę do szarży, kontynuując bieg.
-
Christophe Leroy
Biały jeleń? Nigdy. Pewno coś za nim tam biegnie, albo to nie jest zwykły jeleń i biegnie po coś do reszty z naszej grupy. Zejdźmy z drogi na wszelki wypadek, skryjmy się gdzieś i zobaczymy co dalej - odparł, po czym ruszył w kierunku jakiś w miarę dużych krzaków, po czym usadawia się tam tak, by go nie było widać.
OD MG:
-5 PD za odgrywanie wiernego wyznawcy Pani Jeziora, który pokonał Zielonego Rycerza, a dał się przegonić jeleniowi.
+5 PD za pomyślunek.
W sumie brak dodatkowych czy ujemnych PD :mrgreen:
-
Alessio
Skinął mu głową i udał za nim,chowając się w krzakach i czekając na przeczekanie jelenia - Oby tylko Ani i elfkom się nic nie stało....
-
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Jeleń przemknął ścieżką obok Was, nastała cisza.
-
Alessio
Powoli powstał z ukrycia ostrożnie się rozglądając....- Coś mi tu nie gra....,przecież sam z siebie nie leciał na złamanie karku....
-
Christophe Leroy
Christophe siedział dalej oczekując dalszego biegu wydarzeń, chociaż przeczuwał, że i nawet coś z krzaków, czy zza drzew może na nich wyskoczyć, więc postanowił rozglądać się za sobą - Może jednak nic go nie ściga... Może. Albo jakieś cholerstwo za nami wypadnie. Lepiej, żebym tyły obserwował, a Alessio przód.
-
Alessio Contrarini:
Alessio zobaczył z przodu trzy odległe postacie przypominające kozły, biegnące na dwóch nogach po ścieżce w Waszym kierunku.
Anna de Loiret:
Liothannea zniknęła z oczu Anny, a Arathena również coraz bardziej się oddala. Za kilka chwil i Ją Anna straci z oczu i zostanie w tym lesie sama.