Dan
Dasz radę biec? - spytał Diane z troską w głosie
Wersja do druku
Dan
Dasz radę biec? - spytał Diane z troską w głosie
Vito
Pójdę zobaczyć co u taty, pewnie też się martwił... Będę później. Trzymaj się mamo. Wyszedł z domu i poszedł do zakładu ojca.
Dan:
Tak, dam... - odparła, biorąc nogi za pas. Widać, że ją boli i rany utrudniają jej bieg... Jak zresztą i Tobie. Głaz na szczęście nie trafił w was, a w którąś z kamiennych ścian. Stwór na całe szczęście stracił wami zainteresowanie, bo chyba zauważył prześladującą was grupkę nekromantów, a ty zaraz po tym usłyszałeś... - O cholera! Wracać do kopalni komu życie miłe!
Przebiegliście kawałek drogi i w końcu poczuliście, że jesteście bezpieczni... Rany was bolą jak cholera. Wypadałoby coś z nimi zrobić...
Vito:
Twój ojciec jak to zwykle pracuje w swoim zakładzie tworząc liny. Jednak jest mocno pochłonięty swoją pracą i nie zauważa Ciebie... Nic dziwnego widząc ile ma jeszcze tu do roboty.
Dan
Usiądź,opatrzę i przemyję Twoje rany.... - powiedział stanowczo,sięgając do torby po butelkę z wodą i bandaże....
Vito
Wszedł do zakładu. Cześć tato!
Dan:
Diane skinęła ci głową i usiadła na kamieniu. Po kilku zabiegach zabandażowałeś i przemyłeś jej rany. Niestety, to były twoje już ostatnie ich zapasy. W międzyczasie zwiadowca cofnął się nieco i przyglądał się, czy coś nie gna na was ze strony, z której widzieli po raz ostatni nekromantów. Gdy tylko skończyłeś Diane wstała i powiedziała z wdzięcznością w głosie - Dziękuję... Siadaj teraz ty. Powinnam mieć w swoim ekwipunku jeszcze coś na Twoje rany... Mam nadzieję - i poszła w nim poszperać.
Vito:
Ojciec odwrócił się, i uśmiechnął, podchodząc do Ciebie i podając ci rękę - Cześć Vito! Trochę Cię nie było w domu, co? Misja się aż tak tam przedłużyła?
Dan
Uśmiechnął się do niej przyjaźnie i usiadł zgodnie z poleceniem czekając aż zacznie bandażować jego rany....
Dan:
Diane odwzajemniła uśmiech i zaczęła Cię składać do kupy. Ma całkiem przyjemne ręce w dotyku, trochę jak Sophie, choć ona nie trudzi się wojaczką i ma je delikatniejsze... Minęło kilka chwil, a ty już byłeś zabandażowany. Poklepała Cię głowie i powiedziała - No dobra... To chyba tyle. Nie zabiłam Cię przy okazji, ani ty mnie. To dobrze, hehe... Te, panie zwiadowco. Już możemy ruszać w drogę.
- Dobra... To chodźmy. Miejmy nadzieję, że ten troll dorwał tamtych...
Dan
Tak....,oby dorwał choć kilku.... - odparł patrząc w oczy Diane,po czym wstał z cichym jęknięciem i powoli udał się z powrotem w stronę miejsca spotkania z pozostałymi grupami - Hmm....,gdyby ten język miała nieco mniej....,hmm,wulgarny,naprawdę była by wymarzoną dziewczyną....A tak jest trochę zbyt....męska?No dobra może trochę przesadzam z tym narzekaniem....choć jak by nie patrzeć jest w tym nieco prawdy....
Vito
Przedłużyła to mało powiedziane... Z jakoś ośmiu wróciło nas tylko dwóch na nią wysłanych. Nekromanci trzymali nas w jakiejś klatce i mieli zamiar zamienić w nieumarłych, ale jakoś uciekliśmy, gdyby nie Innos to chyba by mnie tu teraz nie było...