-
Kersijana
Margaret... Przestań proszę.... Zabierz mu miecz.... Starała się powstrzymać przyjaciółkę... Gdy dosiadła konia Elfa pokazała swą dłoń i to co trzymała w dłoni Wężowi... Pamiętaj, niewiele czasu zostało....
Elrohirze uważaj na siebie... Gdzieś tu jego koń grasuje.... ruszyła do królowej....
-
Kersijana:
Margaret w końcu odstąpiła i wsiadła na konia, obejmując Cię od tyłu. Wróciłyście obie do obozu... Ciociu! Co się stało!? Krzyknęła wystraszona Adela.
-
Catherine
Nie wiem co by się musiało stać by to on dostąpił tego zaszczytu.... - odparła także zupełnie szczerze - No już,nie smuć się,umyła byś mi włosy siostrzyczko?
-
Catherine:
Betty nic nie odpowiedziała, po prostu umyła Twoja włosy bardzo starannie, całując Cię co jakiś czas w głowę. Dalej nieco łzawi, ale już niewiele.
-
Catherine
Ucałowała ją bardzo czule w policzek i otarła delikatnie jej łzy,zaraz też zaczęła się ubierać,gdy skończyła pomogła w tej czynności siostrze i z butami w dłoni zaczęła powoli iść w stronę obozu trzymając ją za rękę....
-
Kersijana
Opowiedziała na szybko królowej co się stało w nordolskim coby Adela nie zrozumiała.. Dziewczynce zaś odpowiedziała... Margaret się przewróciła i w głowę zraniła... Zajmij się nią jak możesz kochanie.. dobrze? Kersi starała się przymilnie uśmiechnęła do dziewczynki. Wskoczyła z powrotem na konia Elfa i nie czekając aż któraś odpowie pognała Do Elfa i węża...
-
Kersijana:
Zastałaś Saenreda przywiązanego do drzewa i Elrohira przy nim, który z dobytym mieczem na szyi węża coś mu wygraża. Nie usłyszałaś jeszcze słów, Twój ukochany zdaje się Ciebie jeszcze nie dostrzegać.
Catherine:
Gdy wróciłyście, zobaczyłaś że Adela zawiązuje bandaż na głowie Margaret. Obok, oparta o Veccaviankę siedzi Lothiriel... Umyłyście się i boso wracacie? Nie nauczycie się nigdy? Jęknęła do was...
-
Catherine
Na słowa Lothiriel zrobiła niewinne i słodkie oczka,jednak gdy tylko spostrzegła przyjaciółkę w tym stanie przypadła do niej i zapytała z przejęciem biorąc ją za dłoń - Jak to się stało?
-
Kersijana
Elrohirze.... Nie...... krzyknęła Elfka i spięła konia by jak najszybciej do nich podjechać.... Obiecałam mu... Elrochirze.... Nie mogę słowa złamać.... Kersi zeskoczyła z konia i spojrzała na ukochanego błagalnie...
-
Catherine:
Margaret spojrzała w Twe oczy, mówiąc niegłośno - nic, poszłam nazbierać gałęzi i się potknęłam... Lothiriel westchnęła i powolnymi ruchami zaczęła strzepywać piasek z Twoich stóp. Dawaj tu... Ehh, zostawić same na chwilę... Szepnęła.
Kersijana:
Jak mam przebaczyć komuś, kto nastawał na twą godność i twe życie, kocham cię Kersi, to dlatego to robię! Krzyknął Elrohir.