Vito:
O cholera... No to niech mu będą dzięki. Właściwie... To jak Cię on uratował? Zbytnio religijny to ty nigdy nie byłeś... - spytał ojciec.
Wersja do druku
Vito:
O cholera... No to niech mu będą dzięki. Właściwie... To jak Cię on uratował? Zbytnio religijny to ty nigdy nie byłeś... - spytał ojciec.
Vito
Pomodliłem się do niego wieczorem i jakoś mi się przyśnił, i powiedział że pomoże. No i spełniły się jego słowa. A jak praca idzie?
Vito:
Heh... To leć potem i pomódl się do niego w podzięce. A praca jak zwykle - ciężko. Ale jakoś dam radę... Kapitan dał ci wolne jakieś, czy wracasz do roboty?
Vito
Mam na razie wolne, choć nie wiem na jak długo, pewnie po mnie kogoś później przyślą.
Vito:
A co teraz masz zamiar robić? Bo szczerze mówiąc przydałoby mu się tu trochę pomocy...
Vito
Nie wiem, może będę mógł Ci w czymś pomóc, jeśli oczywiście przyda Ci się moja nieporadna ręka... Rzekł uśmiechając się nieznacznie.
Vito:
Jak się robi liny to chyba nie zapomniałeś, co? Chociaż... W magazynie przydałoby się uporządkować te wszystkie rupiecie. Zajmiesz się tym?
Vito
No dobra, mam jakoś dokładnie to ułożyć? Czy byle by porządek był?
Vito:
Hmm... Po prostu posegreguj wszystko, żeby takiego burdelu nie było jaki teraz tam panuje...
Vito
No dobra, zobaczę co da się zrobić... Udał się do rzeczonego magazynu.