-
Catherine
Już miała zapytać jak to możliwe,bowiem nie widziała jak dotąd by Margaret upadła czy choć by się potknęła,to nie niezdarna Betty....dlatego na chwilę w jej oczach pojawiło się szczere zdziwienie tą wymówką,uznała jednak że później ją dopyta by nie poruszać tego tematu przy Adele,ucałowała swoją najmłodszą siostrę w głowę - Pięknie się zaopiekowałaś Margaret kochanie.... - i zaraz sama zaczęła otrzepywać swoje stopy,gdy były w miarę czyste,objęła Lothiriel za szyję i zapytała z delikatnym uśmiechem - Teraz jesteś zadowolona?
-
Kersijana
Wiem i też Cię kocham.... Ale czyniąc tak jak on będziemy tym samym,,, dzikimi zwierzętami.... Królowej obiecałam posługę i do królowej wyrok należy.... Kersi położyła dłoń na policzku ukochanego. Dość już na dziś krwi.... Jej ton głosu był cichy i prawie piskliwy...
-
Catherine:
Nie, jeszcze Betty - szepnęła królowa wyciągając rękę do córki, ale ta ze słodkimi oczkami powiedziała tylko - ale mamo, przecież... Adela natomiast przytuliła się mocno do Ciebie, jakby się stęskniła.
Kersijana:
Niech więc tak będzie, moja miła - odparł rycerz Brzasku i zaczął całować Cię namiętnie w usta.
-
Catherine
Betty,zrób swojej mamie tą przyjemność.... - powiedziała do siostry,jednak zaraz skupiła się na Adele,mocno ją przytuliła i ucałowała w policzek - Chodź kochanie,pomożesz mi się przebrać....
-
Kersijana
Pocałunek elfa przypomniał jej to co przed paroma minutami miała w ustach... Przerwała go i rozpłakała się na jego ramieniu. Po chwili wyszeptała. chodźmy już proszę, muszę się umyć...
-
Catherine:
Betty przewróciła oczami ale wtuliła się do swej matki, a ta strzepała z niej piasek. Nie dadzą ozdrowieć, tylko dobijają, ehh te moje córeczki... Zamarudziła królowa. Adela ucałowała Cię w policzek i objęła za szyję, a po chwili chwyciła za dłoń i wstałyście... Ale nie zdążyłyście się zbytnio ruszyć, gdy podszedł Tristan ze związanymi w bukiet kwiatami. Uklęknął na jednym kolanie przed Tobą i rzekł - pani, czy przyjmiesz ten bukiet kwiatów, które zebrałem by wyrazić me uznanie dla damy, która udowadnia, że urodzenie nie czyni człowieka lepszym?
Kersijana:
Dobrze kochanie, chodźmy - Elrohir utulił Cię mocno jeszcze raz, a następnie przywiązał Saenreda do swojego konia, którego oboje dosiedliście. Pognał galopem naprzód, a rycerz Anakondy zaczął się tarzać za wami po ziemi... Sycząc przeraźliwie ze strachu oraz bólu.
-
Kersijana
Współczuła rycerzowi Anakondy sposobu traktowania ale nic już więcej dla niego nie mogła zrobić. Odpowie przed królową za swe czyny a ona przyjmie ten wyrok z pokora jaki by nie był. Zacisnęła zęby w bólu słysząc jego syczenie... Z oczu płynęły jej łzy... Wtulona w elfa chciała jak najszybciej dojechać do obozu.
-
Catherine
Wciąż miała w pamięci to co przed chwilą mówiła Beatrice o rycerzach - "Mężczyzna powie wszystko by zdobyć wdzięki kobiety" - ponownie rozbrzmiały jej w głowie własne słowa,dlatego też spojrzała na niego chłodno i w tym samym tonie odparła - Zacznijmy od tego że nie jestem żadną panią,czy damą,a kwiaty proponuję wręczyć komuś innemu,masz tu Panie,cztery damy i każda na nie zasługuje.... - i nie czekając na odpowiedź udała się by zmienić ubranie....
-
Kersijana wróciła z Elrohirem i Saenredem do obozu. Zobaczyła, że Catherine oddala się gdzieś z Tristanem, który poszedł za kobietą. O Astreo, kto to? Spytała wystraszona Adela patrząc na Anakondę. Chyba dochowanie tajemnicy przed dziewczynką nieco się skomplikuje...
Rycerz Lwa rzekł - każda na nie zasługuje tak samo, ale rycerz wręcza kwiaty damie swego serca, którą ty się stałaś, pani. Czym ci zawiniłem, pani, że tak chłodna dla mnie jesteś?
-
Catherine
Ile kobiet niższego stanu zwiodłeś dla własnej korzyści? - zapytała nagle,wciąż tym samym chłodnym tonem