Vito:
Rzeczywiście panuje tu niezły bałagan... Pełno porozwalanych materiałów, lin czy różnorakich narzędzi. Zapewne będziesz musiał na to poświęcić trochę czasu...
Wersja do druku
Vito:
Rzeczywiście panuje tu niezły bałagan... Pełno porozwalanych materiałów, lin czy różnorakich narzędzi. Zapewne będziesz musiał na to poświęcić trochę czasu...
Vito
Segreguje i układa wszystko starannie, nie śpieszy się z tym.
Dan:
W końcu dostaliście się na teren farmy Bengara... Niepokoi was jednak widok jaki ujrzeliście na niebie. Zza gór wyłania się gęsty, czarny dym.
- Cholera... Trupy zaatakowały farmę. Świetnie.
- No to na co czekamy... Chodźmy im tam pomóc, o ile ktoś tam jeszcze żywy został... Przynajmniej powinniśmy podejść i zobaczyć co się dzieje.
Vito:
Zajęło ci to trochę czasu, ale koniec końców udało ci się. Jesteś całkiem zadowolony ze swojej roboty...
Vito
Popatrzył jeszcze chwilę na to wszystko z rękami założonymi na biodrach, czy czegoś nie zapomniał i wyszedł do ojca. Skończyłem, wszystko posprzątane.
Dan
Ehh....,no dobra,ale ostrożnie,nie jestem w najlepszej formie do walki.....
Dan:
- Oj tam oj tam... - rzuciła niewinnie Diane.
- Najpierw idźmy do karczmy po chłopaków... Mam nadzieję, że są cali... Zresztą łażenie po bocznych ścieżkach i bezdrożach to nie najlepszy pomysł - dodał i ruszyliście do gospody Onara. Widzicie kilku ludzi stojących przed karczmą wyglądających na drodze co to się tam dzieje u Onara. Większość z nich to kupcy, ale widzisz też tu parę wsiowych głupków. W środku zaś ma się nieco lepiej i większość z przebywających tu nie interesuje się zbytnio tym co się dzieje na zewnątrz. Zwiadowca ruszył, rozglądając się po karczmie. Diane zaś oparła się o ścianę i czekała...
Vito:
Ojciec poszedł zobaczyć Twoją pracę - No, świetnie. Hehe, dzięki synu. Nic już więcej nie potrzebuję. Leć do domu - odparł zadowolony.
Dan
Bez słowa oparł się obok Diane i czekał z założonymi rękoma aż zwiadowca znajdzie swoich kompanów,nie miał najmniejszej ochoty iść na farmę Onara ale praca dla Vatrasa zobowiązywała go i do takich poświęceń....
Vito
Skinął mu głową i wrócił do domu.
Dan:
Zwiadowca po kilku chwilach powrócił do was i niezbyt zadowolony powiedział - Nie ma ich tu. Karczmarz tyle tylko powiedział, że widział jak poszli w kierunku farmy jakiś czas temu. No to chyba wiemy gdzie ich szukać...
- Może żyją i jakoś się wykaraskali z kłopotów...
- Ano, miejmy nadzieję. A, i mówił jeszcze mi, że widział tu kilku magów ognia zmierzających chyba w tamtym kierunku...
- A to jak magowie przyszli z interwencją to nie mamy co się aż tak martwić. Staruszkowie załatwili pewnie wszystko za nas i za Tymorisina hehe... Lasu chyba nie podpalili, albo farmy. Chyba...
Vito:
Gdy wyszedłeś z zakładu ojca usłyszałeś po kilku chwilach gdzieś z okolic rynku, bądź koszar niepokojące wrzaski i krzyki... I nie brzmi to jakby kogoś tracili na placu wisielców.
Vito
No to tyle z mojej przerwy od służby... mruknął pod nosem i udał się do źródła okrzyków.