-
Bertrand, Katarina, Spytko:
Gdy już kończycie spożywanie jadła, do sali jadalnej wszedł pewien rycerz w kolczudze, z mieczem u pasa. Włosy jego czarne i sięgające pleców, wąsy bujne, zapewne gdyby je zawinął do góry to sięgałyby oczu... Bertrand zauważył, że jego błękitne oczy są jakoby znajome... Wyglądają jak u kogoś... Kogo dobrze zna, ale kogo? Powoli przechodzi obok was, zerkając na Francuza zza zasłony swych włosów.
-
Spytko po łacinie
Bywaj mości Bertrandzie, czas mi udać się w drogę.
po polsku do Katariny:
Idę rynsztunek odebrać i zaraz po tem wracam do naszej komnaty.
Wstał od stołu, beknął potężnie i udał się w kierunku stajni po Traskawicę.
-
Bertrand
Bywaj, panie, bywaj Zapił jeszcze zamówioną wodą po czym spojrzał w oczy przybyłemu człowiekowi, próbując wyczytać z nich skąd go zna, lecz niestety nie potrafił sobie przypomnieć...
-
Katarina
Ukłoniwszy się uprzejmie Bertrandowi, Miło było panie poznać, Czas i na mnie już. Gdy była sam na sam z Ukochanym....
Pójdę do Charlotte jeszcze, sprawdzę co z nią....
-
Spytko po polsku
Dobrze Kochanie.
-
Katarina:
Ujrzałaś stojącego przed komnatą Charlotte księdza Charlesa de Tournemire, chyba na coś czeka...
Bertrand:
Po kilku chwilach wreszcie przypomniałeś sobie, skąd znasz te oczy... Wszak takie same ma Twoja wielka miłość - Agnes! Te same, piękne, błękitne oczy, które spoglądały na Ciebie z pożądaniem oraz przyjaźnią...
Spytko:
Przed stajnią spotkałeś rycerza Adriano de Silana, który najwyraźniej już się wybudził z nieprzytomności po zadanym ciosie...
-
Spytko po łacinie
Zrozumiałeś lekcję Waćpan, czy powtórzyć ją trzeba?
-
Katarina
Ojcze.... wiecie może co z panną Charlotte? Starała się zachowywać cicho... Doszły mnie słuchy, że zaniemogła.
-
Bertrand
Wzruszył nieznacznie ramionami odwracając tym samym wzrok od nieznajomego. Brat? Kuzyn? Na ojca za młody, na syna za stary. Mniejsza z tym. Wziął kubek z wodą, zakręcił zawartością na dnie i dopił resztę.
-
Charles de Tournemire
Ma gorączkę i majaczy. Tylko tyle wiem. Jej luby chyba nie chce żadnych wizyt, wszak musi panna Charlotte odpoczywać. Ja na razie czekam, aż pani Agnes wyjdzie z komnaty. Mam jej coś do przekazania i znikam - odparł jej cicho, choć niezbyt ucieszył się w duchu na jej widok, wszak obawiał się komplikacji i przedłużania tego wszystkiego.