-
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Gdy zrównałyście się z Liothaenneą, ta badała tropy przykucnąwszy przy ścieżce. Trzyma w obu dłoniach noże do rzucania. Ruszyła tempem Anny szepcząc Jeleń wrócił na ścieżkę, trzy zwierzoludzie także na nią wbiegły, a dwa przekroczyły na drugą stronę. Chyba w półksiężyc się ustawiły, by im nie umknął. Jego końce wypadną na polanę, ale środek na tej przecince może spróbować ucieczki. Jeśli mam rację, to za jakieś pół klepsydry żaków będziemy mieli z tą trójką do czynienia, do polany mamy dwie trzecie tej klepsydry biegnąc tempem Anny.
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Dobycie broni przez Alessio poruszyło gałęziami krzaków, ale zwierzoludzie nie zwrócili na to uwagi, widząc podrywającego się z nich i dobywającego miecza Christopha. Ten, który już miał wbić włócznię w Wasza kryjówkę, zaatakował byłego giermka.Jego broń ześlizgnęła się po tarczy, ale zdołał uchylić się przed ciosem Bretońnczyka. Nie spodziewał się jednak, że dostanie podstępnym sztychem w kulasa od Alessia schowanego w krzakach. Zabeczał żałośnie odskakując na zdrowej kończynie, choć bardziej z szoku wypływającym z zaskoczenia, niż z wielkości rany. Dzięki temu drugi cios Christopha trafił tylko powietrze. Najpotężniejszy z wrogów, trzymający w łapach dwa toporki, znów coś szczeknął, po czym zawarczał, odgłosy te nawet przypominają nieco jakieś słowa w dziwnym języku. Po jego krótkiej przemowie, jego podwładni otoczyli krzaki i dopiero zaatakowali.
Techniczny:
Interesuje mnie czy Christophe wykorzystuje 2 ataki i 1 unik, czy raczej 1 atak z 1 parowaniem i z 1 unikiem. Jako że zwierzoludź nie trafił, uznałem że w pierwszej rundzie Christophe wyprowadził 2 ataki (niestety obydwa niecelne). To dość ważne, bo jeszcze 10 rund będą musieli walczyć sami.
-
Techniczny:
Wykorzystuje 1 atak z parowaniem i 1 unikiem. Walka defensywna. Odwraca sie plecami do Alessia.
-
Anna de Loiret
Skinęła głową Liothannei i patrząc na Arathenę, zaraz rzekła niegłośno - może głupio trochę teraz o tym mówić, ale zatęskniłam nieco za swoją garderobą... Zawsze lubiłam grzebać w szafie i ładnie się ubierać, choć wolałam jednocześnie biegać z bratem z mieczem w dłoni, albo jak zabierał mnie na swojego konia i oboje pędziliśmy przez łąki... Piękne wspomnienia.
Techniczny
Anka biegnie cały czas.
-
Arathena
Co ona bredzi? zaszokowana zapytała Liothannei... Po dosłownie ułamku sekundy jednak opamiętała się... Trza nam chyba po śladach na ścieżce biec... Ona do obozu się kieruje i będziemy widzieć w którą stronę zaczną zwierzoludzie uciekać, jak banici zaatakują....
-
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Przywódca wrogów krąży dookoła, patrząc kogo z Was zaatakować. Trzech zwierzoludzi zaatakowało Christopha, pozostali trzej Alessia. Dwóch chybiło Tileańczyka, ale ranny odegrał się ugodziwszy go włócznią w tułów. Potworny ból spowodował omdlenie. Christophe obył się bez ran, jednego lekko zranił w klatkę piersiową. Odwrócony plecami nie zauważył nawet jak Alessio padł. Tym bardziej nie spodziewał się ciosu z tyłu, który spowodował wielki ból głowy poprzedzający nagłą ciemność.
Techniczny:
Alessio: -1 PP, +1PO
Christophe: -1 PP.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Na wspominki się Jej zebrało wyszeptała Liothannea w elfim. Też sobie odpowiedni czas na to znalazła, miast oszczędzać oddech. Skinęła Arathenie głową na Jej dalsze słowa. Minęło kilkadziesiąt uderzeń serca, jak jakieś dwieście metrów przed Wami, z lasu obok ścieżki, rozległ się triumfalny ryk.
-
Arathena
Chyba dorwali Albinosa..... Co za bestie....wysyczała. Jej złość zaczęła sięgać zenitu.... dobyła łuku.... Jeśli zobaczy w odległości strzału jakiegoś zwierzoludzia bez wahania strzela by zabić... Zaczęła z łukiem w ręce i strzałą gotową do włożenia w cięciwę kierować się ku odgłosom...myśl o rzadkim Jeleniu osaczonym przez te potwory nie daje jej spokoju, wręcz nią ogarnia... dla niej stawało się to zwykłym bestialstwem a nie chęcią zdobycia pokarmu... Wiedziała że oni chcieli go zabić bo jest rzadki,,, inny,,, Nie widziała żadnego usprawiedliwienia. Czuła, że jakiś wewnętrzny "demon" zaczyna ją ogarniać. Ściska tak mocno rękojeść łuku, że kostki jej palców robią się białe...Już bardziej rozumiała ogry co konia chciały na posiłek zabrać, ale ci tu zabijali dla samej chęci zabicia... Tego jej rozum nie potrafił ogarnąć. Kochała każde zwierzę. I te małe i te wielkie.... Zwierzęta. Nawet wilk syty zostawi owcę całą... Nie zaszczuty albo ranny nie zaatakuje.... Tak pojmowała przyrodę i taką ją akceptowała..
-
Anna de Loiret
Hm? Ja im opowiadam, a te coś marudzą w swoim języku, dobrze, więcej się nie odezwę! Pomyślała, gdy elfki zaczęły mówić po swojemu. Gdy zaś usłyszały ryk, zatrzymała się i stanęła między przyjaciółkami mówiąc - nie wiemy gdzie oni są, wy rozglądajcie się po bokach, lepszy macie wzrok a ja powiem, gdy coś z przodu zauważę. Trzymajmy się zwarto, chodźmy.
-
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
W lesie są na lewo od ścieżki, z jakieś dwieście metrów przed nami syknęła Liothannea dobywając reszty noży w lewą rękę i skręcając w las obok Aratheny. Jednego chcę żywcem. Leśna elfka szybko ujrzała zwierzoludzi. Prawdopodobnie albo dopiero co powalili jelenia, albo go już zabili i mają zamiar zmasakrować jego zwłoki, bo otaczają coś kręgiem unosząc włócznie do ciosu w dół. Liotannea musiała dojść do podobnego wniosku bo nagle się wydarła na cały głos Zostawcie to zwierzę bydlaki!. Bestie zamiast zadać ciosy uniesionymi broniami, obróciły łby na ten okrzyk, jeden z nich coś ryknął i ruszyli Wam na spotkanie biegiem. Niestety za daleko byli by wypuścić strzałę. Po około pół minuty ich biegu Arathena mogła się dopiero wykazać swoimi zdolnościami łuczniczymi.
Techniczny:
4 rundy (40 sekund) ich biegu biegu zanim znaleźli się w zasięgu elfiego łuku.
Arathena zdążyła wypuścić 2 strzały, obydwie celne, pierwsza nie zadała obrażeń, druga poważnie zraniła w korpus ranionego wcześniej w klatkę piersiową.
Liothanea rzuciła 3 nożami, dwoma trafiła, jednym zadała obrażenia, zwierzoludź padł z nożem wbitym w brzuch.
Anna była za daleko by mogła się wykazać.
Zwierzoludzie są 12 metrów od Was, szarżują. Najwyższa pora dobyć broni ręcznej, przez te, które jeszcze tego nie uczyniły, w następnej rundzie Was dopadną. Zostało sześciu, w tym jeden ciężko ranny w tułów strzałą i jeden lekko ranny w nogę - pewno jeleń go potraktował rogami zanim padł, tak samo jak tamtego, który później dostał strzałą :D
Liczę na ładne opisy.
-
Arathena
Po oddaniu drugiego strzału nie chciała już marnować czasu na przewieszenie łuku... Odrzuciła go i dobyła miecza...Widziała sześć sylwetek biegnących w szale na nie... po dwie na osobę... Jedna ciężko ranna a druga kuśtykająca... Instynktownie przeliczała siły. Nie zastanawiała się, tylko dała ponieść się chwili... Jeden dobry cios i szanse dziewczyn diametralnie rosną w górę... Przeciwnik był górą mięsa która, szarżuje na nie, ale nie byli zwinni. Ich masa mogła być tylko skuteczna w bezpośrednim uderzeniu. Arathena zdawała sobie sprawę z tego, że najważniejsze to przetrwać pierwszą chwilę ich szarży w której kryła się ich siła. Jeśli to przetrwają szanse się nagle wyrównają albo nawet szala przechyli się na ich korzyść. Elfki były bardziej zwinne i drobniejsze. Jako cel trudniejsze do trafienia i w dodatku przygotowane na atak... Te 200 metrów oraz to ze zwierzoludzie na nie biegli dało czas na przygotowanie i wyostrzenie zmysłów dziewczyn.
Gdy atakująca bestia była juz ułamek sekundy przed zadaniem ciosu elfce, odsuwa się w bok. Liczy na to, że masa i wielkość ciała tej kupy mięsa nie będzie w stanie się nagle zatrzymać i zrobić jakiś zwrot... Elfka zadaje pierwszy cios mieczem w bok zwierzoludzia dokładnie wtedy gdy on przebiega koło niej....
Gdy uda jej się zadać cios dobywa również sztyletu, którym ma zamiar parować ciosy przeciwnika...
Nadal przed oczami ma Albinosa i nadal nie może uwierzyć, że tak piękne zwierzę padło przez zło i ich nienawiść. Nakręciła się na zemstę i nic nie było w stanie jej teraz zatrzymać... Nawet za cenę własnego życia... Wpadła w szał i furię....
OD MG:
Ładny, długi opis +5 PD
-
Anna de Loiret
Pani, daj mi siłę do walki, daj mi odwagę, bym mogła walczyć ku twej chwale - powiedziała cicho, szykując się do odparcia ataku zwierzoludzi.