Catherine:
Nic się nie stało... Poza tym że mama jest strasznie zła na nas hihi - odparła Betty, przytulając się z chęcią.
Wersja do druku
Catherine:
Nic się nie stało... Poza tym że mama jest strasznie zła na nas hihi - odparła Betty, przytulając się z chęcią.
Catherine
Jest zła bo kocha i chce żeby córcie ładnie wyglądały a nie tarzały się w krzakach z jagodami hihi - odparła głaszcząc ją w międzyczasie po włosach,nie przeszkadzało jej to że podglądała,taka już po prostu była,ciekawska do granic możliwości.... - A jaka przy tym urocza i kochana hihi
Kersijana
Serce jej zamarło gdy widziała miecz Margaret który ze świstem tnie powietrze. Nie chciała na to patrzeć ale jakaś hipnotyzująca siła nie pozwoliła jej zamknąć oczu.
Kersijana zapomniała o tym ze była głodna i o tym że chciała iść z Elfem nad jezioro... Na chwilę wszystko przestało się liczyć. To Ona ostatecznie podjęła decyzje o egzekucji i siebie obwiniała za jego śmierć. Jedyne co mogła zrobić to klęknąć na kolana i sie rozpłakać.
Kersijana:
Elrohir podniósł Cię z kolan i mocno utulił, głaszcząc po włosach. Pomyśl, ile kobiet mógłby pohańbić, gdybyś nie podjęła teraz tej decyzji. Wiem, że chcesz czynić dobro, ale czasem trzeba zrobić coś wbrew swej dobroci, by uchronić inne istnienia... Jestem z ciebie dumny Kersi, kochana królowo mego serca - szepnął. Tak, to była słuszna decyzja, nie obwiniaj się - dodała Lothiriel.
Kersijana
Wiem najdroższy, wiem.... Królowo możesz zająć się Adelą? zapytała w nordolskim. Musze zmyć z siebie... On mnie dotykał... Kersi zbierało się na wymioty... Widocznie emocje z niej zaczęły wychodzić dopiero teraz.... Chwyciła rękę Elfa i z całych sił ją ścisnęła.
Kersijana:
Królowa skinęła Ci głową a Elrohir zaniósł Cię nad niewielkie jeziorko, po czym usadził delikatnie na ziemi. Zdjął Twe buty i biżuterię z kostki. Po tym zaczął zdejmować suknię, mówiąc - rzeknij moja miła, czy mogę to uczynić. Zrozumiem, jeśli po tym co zaszło nie będziesz chciała, bym cię tam dotykał.
Catherine:
Betty się zaśmiała, a po chwili wróciłyście do obozu... Dostrzegłaś w oddali siedzącą Margaret, która płacze, a obok niej jakieś truchło...
Catherine
Natychmiast podbiegła do przyjaciółki - Kochanie,co tu się stało?Dlaczego płaczesz?
Kersijana
Objęła go za szyją i spojrzała mu w oczy... Nie mówmy już o tym, zapomnijmy raz na zawsze. Pocałowała go namiętnie w usta i zacżęła rozpinać jego koszulę.
Catherine:
Ten bydlak próbował mnie... Gdyby nie Kersijana... Margaret zapłakała z jeszcze większą goryczą.
Kersijana:
W trakcie, gdy całowałaś Noldora i rozpinałaś jego koszulę, ten zdjął Twą suknię i biżuterię. Zaczął wodzić zmysłowo dłonią pod Twymi piersiami, czasem zahaczając także o nie...
Catherine
Cśśś,ale nie doszło do tego,już po wszystkim,nie bój się skarbie.... - wyszeptała łagodnie i uklękła przy niej obejmując ją czule - Chyba będę musiała podziękować tej elfce....