Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Szybsza jestem od Anny, pobiegnę po banitów i arcykapłankę rzuciła Liothannea i zerwała się do biegu.
Wersja do druku
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Szybsza jestem od Anny, pobiegnę po banitów i arcykapłankę rzuciła Liothannea i zerwała się do biegu.
Arathena
Gdy Elfka i Anna pobiegły, wzięła kawałki cięciwy i podeszłą do leżących zwierzoludzi... ułożyła ich plecami do siebie i zaczęła przywiązywać. Zdawała sobie sprawę, że ma bardzo krótkie te prowizoryczne powrozy i nie da rady ich związać w tradycyjny sposób. Jesteście silni, ale nie jesteście odporni na ból... uśmiechnęła się trochę szelmowsko...
Chwyciła kciuk lewej dłoni zwierzoludzia i związała go mocno z kciukiem prawej ręki drugiego zwierzoludzia.... To samo zrobiła z drugimi rękoma... Chodziło jej o to by byli zwróceni do siebie plecami i każda próba szarpania sprawiała im ból. Ze starej sukni Anny, z której i tak już nie było żadnego pożytku odcięła kawałki i zwinęła w kłębki, które wsadziła im do ust . Z tej sukni też zrobiła coś na zasadzie chust, którymi obwiązała im kneble..... Gdy leżeli tak związani i zakneblowani rozejrzała się jeszcze za kawałkiem dość grubej kłody suchego drzewa długości tak mniej więcej obu rąk zwierzoludzi, wsadzając go między ich plecy w ten sposób by ich ramiona były rozciągnięte... Miało to zapobiec ich ewentualnej próbie ich wstania , albo szarpania gdyby chcieli jednak próbować siłą zerwać węzy... Wprawdzie połówki cięciwy były na tyle długie, ze starczyło ich na kilka oplotów w okół ich palców... A i wytrzymałość ich była na tyle duża że raczej palce by im odcięły się niż węzy pękły, ale nie znała ich możliwości poświecenia.... Choć gdyby stracili kciuki to raczej nie podnieśli by już miecza albo włóczni.... Z brakiem przeciwstawnych palców praktycznie byliby już kalekami..... Gdy uporała się z tym wszystkim chciała iść do Anny... Wstała jednak tylko i patrzyła w tamtą stronę, czekając czy szlachcianka ją zawoła albo czy wróci Liothannea z banitami.... może pomyśli i poprosi Elfa o drugi kawałek magicznej liny.... Ten by sie tu jeszcze przydał choć i tak sobie poradziłam....
Techniczny
Nie jestem sadystka xDDDD
Od MG:
I tak nikt Ci nie uwierzy po tym poście :mrgreen:
+5 PD za pomysł
Anna de Loiret
Pobiegła do miejsca wskazanego przez przyjaciółkę. Gdy dostrzegła rannego ukochanego, serce zakrwawiło jej jeszcze bardziej niźli jego rana. Alessio! Krzyknęła zrozpaczona i natychmiast uklękła przy wybranku kładąc mu dłonie na policzkach. Kochany nie umieraj błagam cię nie rób mi tego, słyszysz, nie rób mi tego! Krzyknęła i rozpłakała się, głowę przykładając do rany, by łzy do niej spłynęły. Wielka jest moc łez płynących z prawdziwej miłości... Kto cię bardziej kocha ode mnie... Wyjąkała nie mogąc się za bardzo opanować, mimo iż przypomniała sobie o sytuacji w Miragliano, która rozpaliła w jej sercu promyk nadziei...
Alessio Contrarini
Ogromny ból rany przywrócił Alessia do przytomności. Jest bardzo osłabiony. Nad Jego obolałymi żebrami klęczy zapłakana Anna i roni na ranę swe łzy. Chyba nikt Jej nigdy nie mówił, że nic słonego do rany się nie przykłada, jeśli się chce ranionego wyleczyć, a nie torturować...
Anna de Loiret:
Alessio odzyskał przytomność z nieartykułowanym wrzaskiem bólu.
Arathena Czarna Wdowa:
Anna Jej nie zawołała. Padła tylko na kolana przy Alessio, a ten chwile później wrzasnął co sił w płucach.
Anna de Loiret
Nie drzyj się! Wrzasnęła drygając. Dobyła sztyletu i rozcięła sobie obydwa rękawy sukni, tuż pod łokciem, w miarę równo. Następnie obydwa przyłożyła do rany Alessia i krzyknęła wciąż gorzko płacząc - Aratheno rozpal ognisko, prędko! Taka piękna suknia.. Dodała już sama do siebie ciszej.
Arathena
Miała dylemat czy biec pomóc Annie czy zostać i pilnować nieprzytomnych zwierzoludzi. Pozostawieni sami sobie mogą spróbować ucieczki.... Może by im tak połamać nogi? przeszło jej przez myśl. Widocznie złość jej nie przeszła jeszcze całkowicie, ale nie była nieczułą bestią.... Poza tym ze złamanymi nogami byli by tylko ciężarem... Zamiast połamania nóg postanowiła im wyciągnąć kneble z ust... Gdyby zaczęli się szarpać to ból wyrywanych palców będzie tak silny że zaczną się drzeć, co automatycznie zaalarmuje dziewczyny....Podbiegła do Anny.... O udało Ci się go jakoś ocucić..... Brawo Aniu, brawo... Jaka Ty jesteś mądra i dzielna.... znasz się na leczeniu ludzi. To bardzo dobrze bo ja ni w ząb.... Spojrzała na rękawy sukni Anny.... Na bogów zaraz naga będzie chodzić bo ta co mi dała to nawet na przepaskę na biodra się nie nadaje już.A ,,,,, rozpalić ogień.... Zaraz się tym zajmę.... I nie krzyczcie na siebie.... Anno zobacz co z Giermkiem.... Leży tak jakby kto obuchem mu w łeb zdzielił......
Alessio
Zawył z bólu i gdy spostrzegł co zrobiła ukochana żałował że zwierzoludzie go nie dobili.....- Bogowie i jak ja mam z nią wytrzymać całe życie? Co jej do cholery do głowy strzeliło?! Równie dobrze mogła mi nadepnąć tą ranę ból był by mniejszy....Chciała dobrze,ale......ehh...... - Kochana....proszę.....nigdy więcej tak nie rób....,wiem że chciałaś dobrze ale otwarta rana to nie bielmo na oczach magią spowodowane a łzy są słone i tylko sytuację pogarszają....- z trudem wyjąkał tak długą kwestię,tym bardziej nie mając siły się z nią kłócić,po czym opadł bezsilnie na trawę ledwie zachowując przytomność i zagryzając zęby z bólu....
Arathena
Chyba tylko Ty panie znasz się na leczeniu ludzi... Zaraz jak rozpalę ogień opiszę Ci twą ranę... Nie wiem czy w tętnice trafiony jesteś czy to tylko tak paskudnie rana wygląda... Musisz nam mówić co mamy robić.... Nie płakać na ranę to już wiemy... Aniu powiedz mu czy krew jest ciemna i czy jasna i czy wydobywa się z rany w rytm bicia jego serca czy nie.... I giermek...... cały czas tam leży ale to nie widać by krwawił... schyliła się nad nim jak już rozpaliła ogień ale tylko wsunęła ostrze sztyletu koło jego ust by sprawdzić czy para wodna zdradzi czy oddycha... Lepiej go nie ruszać bo nie widzę krwawej rany a nieprzytomny.... Możliwe ze oberwał w głowę.
Anna de Loiret
Gdy usłyszała słowa Aratheny "jaka ty jesteś mądra i dzielna", rozpromieniła się przez łzy na chwilę. Kocham cię Aratheno... Rzekła tylko krótko do przyjaciółki i znów spojrzała na ukochanego, cały czas trzymając kawałki sukni na jego ranie, dociskając. Trzymaj się kochanie trzymaj się, jestem przy tobie, tylko nie zamykaj oczu, błagam.
Arathena zdała sobie sprawę po suchości poszycia, że rozpalenie ognia w lesie spowoduje jego spalenie, więc nie rozpaliła ogniska. Nie padało co najmniej z pół miesiąca. Giermek oddycha.