-
Dan:
To chyba nie był najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę to, że tych magów jednak trochę tam jest... A na dodatek wchodzenie w pole działania zaklęć magów ognia tym bardziej nie było mądre. Zostałeś trafiony nie tyle co zaklęciem ze strony nekromantów, co też rykoszetem od kapłanów Innosa. Mimo wszystko twa samobójcza szarża przyniosła jakieś efekty i odciążyłeś swoich sojuszników od wrogich ataków i naporu szkieletów... Szkoda tylko, że część z nich leci teraz prosto na Ciebie.
Vito:
Trafiłeś nekromantę prosto w jego głowę. Ten odchylił głowę i zaraz to ryknął gniewnie - Aaargh! Zapłacisz mi za to, psie... Swoją krwią i twoich bliskich! - i od razu zaczął rzucać jakieś zaklęcie...
Techniczny:
-25 HP Dan + poparzenia. Trafił nekromantę nieźle toporem dodatkowo :P
-
Vito
Zerwał się do biegu, gdy nekromanta zaczął rzucać zaklęcie, by mu w tym przeszkodzić.
-
Dan
Cholera....,no może nie do końca to przemyślałem hehe.Ale efekty jakieś są,gorzej że zaraz mnie ubiją.... - pomyślał po czym bezlitośnie dobił rannego nekromantę,który próbował się od niego odczołgać i sięgnął po miksturę leczniczą by choć odrobinę zregenerować siły przed nadciągającymi trupami,gdy to zrobi przygotowuje się do ich odparcia....
-
Dan:
Nie dawałeś rady nawet to wyjąć tej mikstury, ponieważ część z czarnych magów zainteresowała się Tobą. Kolejne salwy zaklęć poleciały w Twoim kierunku. Zostałeś trafiony w bok jakimś lodowym soplem i kolejnym ognistym pociskiem. Na dodatek do ataku na Ciebie ruszyły trzy szkielety... Zwiadowca trafił jednego z nekromantów, niwelując jego zaklęcie przeciwko Tobie, Diane zaś ruszyła za resztą szkieletów, by bronić magów przed ich atakami...
Vito:
Gdy niemalże znalazłeś się przed nim nekromanta przerwał rzucanie zaklęcia i postanowił stawić ci czoła. Walka była zacięta i ciężka, lecz mimo zaklęć i innych sztuczek nekromanty poważnie go poraniłeś. Mimo wszystko ten nadal stoi i nie wygląda na to, by miał zamiar zaraz paść. Patrzycie na siebie z gniewem i żądzą krwi, przygotowani do następnego ciosu i ataku... Nekromanta warknął cicho i lekceważącym tonem rzucił do Ciebie - Nie tak źle... A przynajmniej lepiej niż reszta z Twoich towarzyszy.
Techniczny:
-15 HP Dan (szkielety już podbiegły do niego, na razie wybronił ich ataki)
-26 HP Vito
-
Dan
Cóż....,marny sposób na odejście z tego świata,mam tylko nadzieję że spopielą mnie po śmierci i nie zostanę żywym trupem....Ale z drugiej strony i tak nikogo to nie obejdzie....,no może poza rodzicami. Sophie? - "Załatwiłeś mi posadkę,dzięki a teraz mam Cię w dupie" - Diane? - "O kurwa ale tutaj chujowo...." - Vatras? - "Przynieś,podaj pozamiataj,a może Ci zapłacę....",phi! Dan niemal nikogo nie obchodzi i takie są fakty,wielu znajomych,kolegów ale przyjaciół brak.... - pomyślał ponuro i przygotował się dumnie na nadejście nieuchronnego zamierzając ze sobą zabrać jak najwięcej tych trupów do....grobu,jakkolwiek by to nie brzmiało
-
Vito
Nie odezwał się, splunął na ziemię i doskoczył do nekromanty, i jeśli się uda, stara się wbić miecz w dziurę na oczy w masce czarnego maga, natomiast jeśli się nie powiedzie to dalej z nim walczy.
-
Dan:
Walczyłeś z nieumarłymi, posyłając to co rusz jakiegoś z powrotem do królestwa Beliara. Do walki wręcz dołączył się zaraz zwiadowca, ruszając ci na pomoc. Bitwa dłużyła się i dłużyła, coraz bardziej was męcząc i wyczerpując. W głowie przelatywały ci coraz częściej myśli, iż to rzeczywiście może być już twój koniec... Jednak pojawiła się iskierka nadziei. Ujrzałeś w horyzoncie zmierzający w kierunku farmy chyba oddział królewskiego wojska. Być może jeszcze nie wszystko stracone? Tylko skąd oni się tu wzięli?
Idźże i weź miksturę chłopie, bo zaraz padniesz martwy... Postaram się zatrzymać te trupy tak długo jak tylko będę mógł - powiedział zwiadowca.
Vito:
Szczęście tym razem ci nie dopisało. Ledwo brakowało, a trafiłbyś nekromantę prosto w jego oczy... Nawiązała się między wami szamotanina i walka, aż to do momentu, gdy za nekromantą pojawił się... kapitan. Rzucił się na niego i trzasnął go mieczem - Chyba nie myślisz demoniczny pomiocie, że byle sterta gruzu i kości mnie pokona?! - czarny mag zachwiał się, a z jego pleców polała się krew. Ciężko dysząc i uginając się z bólu odparł mu - Skoro nie moi słudzy, to sam to zrobię... A jeżeli nie ja was zgładzę to mój mistrz, wraz z całą Myrtaną!
-
Dan
Westchnął ciężko bowiem nie bardzo miał na to ochotę,cofnął się nieco do tyłu i wypił większą ze swoich mikstur i od razu z powrotem dołączył do walki - Dzięki....,chociaż to nie było konieczne bo i tak nie bardzo mam po co żyć....
-
Vito
Szacunku, jak z moim kapitanem rozmawiasz! Krzyknął, i zamachnął się na nekrofila z zamiarem odcięcia mu dłoni, a żeby sobie jeszcze pocierpiał przed śmiercią, tak jak Vito cierpiał ze złamanymi żebrami.
-
Dan:
Zwiadowca spojrzał na Ciebie lekko zdziwiony, ale nic już nie mówiąc skinął ci tylko głową i wrócił do walki... Trwało to trochę, aż w końcu zauważyliście, iż oddział niemalże dobiegł do farmy. Jeszcze tylko chwila... I na całe szczęście, ponieważ widzisz, iż Diane i sam zwiadowca powoli są w takim stanie jak ty przed chwilą, a magowie resztkami sił atakują i bronią się przed czarną magią nekromantów. Chyba jednak jeszcze trochę pożyjesz.
Vito:
Nekromanta na dłoniach nosił swego rodzaju jakieś rękawice, którymi chyba ranił Cię i bronił przed Twymi atakami, wszak wystają z nich jakieś pazury... Być może miałoby to większy sens, gdyby ich nie nosił, a tak jedynie czarny mag warknął boleśnie i trzasnął Cię potężnie drugą dłonią, przez co odleciałeś na tył. Kapitan ruszył na przeciwnika raniąc go, lecz jednocześnie z nim zdołał go trafić jakimś zaklęciem, po czym upadł pod najbliższą mu ścianą... - To jeszcze nie koniec, strażniku... - i tenże zniknął, rzucając jakieś zaklęcie.
Techniczny:
Vito trochę oszołomiony był tym ciosem :P jak cuś