-
Spytko:
W gildii płatnerskiej otrzymałeś z powrotem swój ekwipunek, przemalowany dokładnie tak, jak sobie zażyczyłeś. Wygląda jak nowy, starannie wyczyszczony, oraz też naprawiony bowiem w niektórych miejscach były wgniecenia.
Bertrand:
Czego?! Warknął rycerz.
-
Bertrand
I co zamierzasz, jak już ją znajdziesz, panie? Zawleczesz ją do domu? Wyklniesz? Myślisz że to przywróci życie Twemu ojcu? Uważasz że będzie zadowolony, widząc z zaświatów jak jego dzieci toczą ze sobą wojny?
-
Spytko po łacinie:
Doskonała robota mistrzu, dam złotą monetę więcej za tak piękne dzieło rzekłszy to polski rycerz zapłacił dziewięć złotych monet zamiast wymaganych ośmiu i ruszył z powrotem ku cytadeli.
Techniczny:
Kasy tyle zostało co ostatnio podawałem, zapłacił tyle co mu oddała Katarina.
-
Bertrand:
Hugon zacisnął zęby ze złości, ale widocznie się też zamyślił przez chwilę. Tak, zawlekę ją do Montmirail, a raczej do tego co z niego pozostało i pokażę jej, co się teraz tam dzieje! Niech zobaczy ruiny swego domu! Gdy tylko Burgundowie dowiedzieli się o śmierci ojca, od razu wyruszyli na wyprawę, zostawiając za sobą jedynie śmierć i pożogę! Niech patrzy na to, niech patrzy!
Spytko:
Dotarłeś z powrotem do cytadeli, szybko się zeszło w tę i z powrotem. Ujrzałeś pędzącego z kaplicy Oswalda de Chastelneuf, który zamknął za sobą drzwi przedtem. Zmierza w stronę wejścia do wnętrza cytadeli.
Adriano:
Widzisz to, co Spytko.
-
Bertrand
Obawiam się że nie będziesz musiał jej zmuszać. Tak czy tak wracać do Francji w niedalekiej przyszłości chciała...
-
Spytko po łacinie:
Zsiadł z klaczy rzucając wodze stajennemu. Zaopiekuj się nią dobrze. Ruszył do komnaty Katariny, przypadkiem podążając w tym samym kierunku co Oswald.
-
Katarina
Usiadła na brzegu łóżka. Zaczęła rozczesywać swe włosy i je układać.
Nie wiedziała jak ma się zachować. Ten niefortunny żart z zakładem nie spodobał się nikomu i jej samej tez szczerze mówiąc nie był w smak. Charlotte zaniemogła i nijak teraz ją przepraszać. Pana Roberta tez by wypadało przeprosić, ale na miłość boską nie teraz gdy zmartwiony jest jej zdrowiem. Rozumiała jego postawę wobec niej choć miała nadzieję, że mimo wszystko nie będzie jej okazywał aż takiej niechęci. Widocznie drzazga urazy mocno ukuła go w jego dumę...
-
Bertrand:
Rycerz westchnął i choć dalej jego głos hardy, to ton nieco łagodniejszy... A powiedz mi... Jak ona się miewa?
-
Adriano
Ruszył do Cytadeli sprawdzić co się dzieje. - I tak nie mam nic do roboty...
-
Bertrand
Jest jej bardzo trudno... Boemund, jej mąż, zachorował na trąd. Kler unieważnił ich małżeństwo. No i przez ostatnie trzy dni otrzymała wiele ran, głównie powierzchownych, choć jedna, mieczem w pierś zadana, jest dosyć poważna... Ale jakoś się trzyma, to silna kobieta.