Dan
Jak z tego wyjdę,wracam do Vatrasa,zażądam leczenia i idę się urżnąć.... - pomyślał ponuro,beznamiętnie wykonując kolejne cięcia,na widok odsieczy też nie poczuł radości czy ulgi....
Wersja do druku
Dan
Jak z tego wyjdę,wracam do Vatrasa,zażądam leczenia i idę się urżnąć.... - pomyślał ponuro,beznamiętnie wykonując kolejne cięcia,na widok odsieczy też nie poczuł radości czy ulgi....
Vito
Przykucnął przy Wulfgarze i posadził go, opierając go plecami o ścianę, przy której leżał. Szefie, trzymasz się? Pieprzony nekrofil...
Dan:
Farmerzy i pozostali przy życiu strażnicy wznieśli okrzyk radości, widząc jak żołnierze króla wparowali między szeregi wroga. Sypały się kości i proch, a bolesnym krzykom zombie towarzyszyły szczęknięcia mieczy i wybuchy kul ognia kierowanych przez kapłanów Innosa. Po kilkunastu chwilach szala zwycięstwa przechyliła się na waszą stronę i pokonaliście armię nekromantów. Niektórym udało się uciec w góry, lecz zapewne to kwestia czasu, zanim zdechną na szubienicy... Wielu niewinnych ludzi poległo, wielu to zapewne dopiero teraz zaznało spokoju i odeszło do królestwa Beliara. Mieszkańcy farmy wraz z żołnierzami od razu rzucili się na pomoc rannym, magowie zaś dzięki swej mocy gasili budynki, które trawił ogień...
Diane z bólem usiadła na jakimś kamieniu, opierając się o swój miecz. Wpatrując się w Ciebie powiedziała ciężko - Udało się... I nawet przeżyliśmy to piekło - zwiadowca oddalił się kawałek i zaczął szukać czegoś wzrokiem na polu bitwy.
Vito:
Kurwa... - warknął z bólem i po chwili dokończył, próbując wstać - Trzymam, ale do walki to się chyba na razie nie nadaje... - widzisz, że jest poważnie ranny. Chyba jest mu potrzebna pomoc...
Dan
Taaa,przeżyliśmy....,zgłoś się do jakiegoś maga,źle wyglądasz.... - powiedział bezbarwnym głosem przypatrując się pobojowisku....
Vito
Pomógł mu wstać, wziął go pod ramię i zaczął prowadzić, starając się omijać zgiełk bitwy i wyprowadzić go do koszar, żeby wypił miksturę i jakiś medyk się nim zajął.
Dan:
Diane wstała ciężko i dodała jeszcze niepewnie - Idziesz ze mną...?
Vito:
Uważaj na nieumarłych... Nie wiem co się tam teraz dzieje w tych koszarach, więc bądź ostrożny - odparł z bólem kapitan. Dotarliście na plac. Panuje tu kompletna cisza. Gdzieniegdzie widzisz swoich martwych towarszyszy. W pomieszczeniu z zapasami nie widzisz Pecka ani któregoś z medyków...
Vito
Wszedł powoli z kapitanem do pomieszczenia z zapasami, nasłuchując przy tym uważnie, i rozglądając się po pokoju.
Dan
Mogę iść....,pomóc Ci? - zapytał patrząc na nią nieobecnym wzrokiem
Dan:
Możesz? Co z Tobą? - spytała się Ciebie, przyglądając się znowu Tobie.
Vito:
Wygląda na to, że nie ma tu nikogo. Kapitan usiadł na jakimś krześle znajdującym się nieopodal niego. Teraz pytanie gdzie i jak tu znajdziesz potrzebne ci medykamenty...
Vito
Gdzie są trzymane mikstury i inne bandaże? Spytał kapitana przeglądając szafki.