-
Alessio
Uśmiechnął się do niej,wolną ręką szukając jej dłoni - Wiem,wiem...... - Och gdyby tylko ona taka była zawsze....,ale nie można mieć wszystkiego....,no i przecież mimo że bywa głupiutka jak z tymi przeklętymi łzami wylanymi na moją ranę to życie by dla mnie bez wahania oddała....
-
Christophe Leroy
O kur... Mój łeb... Cholera jak mi nie dobrze... - skomentował, jednocześnie starał się na kolanach gdzieś odejść dalej, by nie obrzygać przypadkiem kogoś i nie raczyć ich tym widokiem. Jak po drodze nie wytrzyma, to stara się tak zwrócić, by siebie nie ubrudzić samego siebie... A potem nie wpaść w to wszystko.
-
Christophe odszedł na czworakach nieco dalej i puścił pawia. Znacznie mu ulżyło, ale nadal kręci się mu mocno w głowie i czuje z jej tyłu tępy ból.
-
Arathena
Poszła za banitą i Liothanneą.... Co zamierzacie z nimi zrobić?
-
Anna de Loiret
Póki nie rozpalimy ogniska, jakoś będzie to tamować krwawienie, najmilejszy... Powiedziała cicho do niego dodając też, posiedź jeszcze chwilę, odpocznij, zaraz ci pomożemy wrócić do reszty. Widząc, że próbuje złapać ją za dłoń, wsunęła mu ją do ręki.
-
Alessio
Gdy tylko poczuł dotyk jej dłoni od razu zrobiło mu się cieplej na sercu,pocałował ją a potem mocno uścisnął....
-
Anna de Loiret
Jej oblicze ozdobił promienny uśmiech, gdy przytuliła się do wybranka. Po chwili jednak szepnęła - wybacz na chwilę. Zaczęła przyodziewać swój kaftan kolczy uprzednio zakładając też kurtę. Gdy skończyła, schowała sztylet, podniosła tarczę, dobyła miecza i uklękła przy ukochanym na jednym kolanie, opierając się na zakrwawionym brzeszczocie. W jej oczach już nie było współczucia i troski sprzed chwili, zamiast tego żar, duma oraz odwaga. To była dobra walka... Rzekła do niego.
-
Christophe Leroy
Ale mi przypieprzyło te chędożone, zdziczałe bydle... Musze się położyć bo nie wytrzymam... - burknął w myślach i wrócił do swoich na czworaka, po czym ułożył się wygodnie na ziemi i zwyczajnie odpoczywał czekając na dalszy bieg wydarzeń... Na myślenie nie miał już sił kompletnie, więc niech inni się za to biorą.
-
Alessio
Skinął jej głową ze zrozumieniem wciąż lekko się do niej uśmiechając i bacznie obserwując jej przygotowania do - jak przypuszczał - modlitwy do swej bogini - Huh,szybka przemiana,nie żeby mnie to jakoś specjalnie dziwiło hehe
-
Anna de Loiret
Zaczęła zmawiać na głos modlitwę, choć po cichu, zamykając uprzednio oczy - dzięki ci Pani za siłę, odwagę, za zwycięstwo. Tobie bowiem to wszystko zawdzięczam, takoż teraz podziękowania ci składam, moja Pani. Dziękuję też, że ocaliłaś mego ukochanego ze szponów śmierci... Otworzyła swe piękne oczka i spojrzała nimi z uśmiechem na wybranka.