-
Malacath:
Tak, spory... Zanim to odjedziemy to pójdę sprawdzić czy to mój ustrzelony Jatu miał coś ciekawego przy sobie... Więc zaraz wracam - odparł normalnym tonem, nie zwracając uwagi na ten "żarcik" tejże kobiety. Zabiera przy okazji swojego konia i prowadzi go do martwego koczownika i przeszukuje go.
-
Malcolm
Gdy jeździec D'Sharu się oddalił, spytał się Rity. A więc dokąd mamy Cię odprowadzić, jaśnie pani?
-
Erilla
Czekaj! powiedziałam w końcu Ja mogę wyssać ci tą ranę
Mam nadzieję, że nikt w pobliżu nagle się nie pojawi, gdy będę to robić, bo widok może być co najmniej dziwny - przemknęło mi przez głowę, gdy siadłam przed Kersijaną i dałam jej znać by podała mi swoją nogę.
Techniczny
Jbc. posty będę pisał wieczorami raczej, około 19-20, bo wcześniej i później zajęty jestem :F
-
Kersijana
Już miała wybierać flakonik, gdy nagle z zamyślenia wyrwały ją słowa Erilli. Dziękuję, nie miałam śmiałości prosić....Nie znam Cię prawie wcale....Wyciągnęła jednak stopę w kierunku jej rąk.... Odrobinę tylko, rana nie jest głęboka i w porę opaskę sobie założyłam. Już czuję jak noga jest zdrętwiała.... Upewnij się tylko czy aby ty nie masz jakiejś rany na ustach byś przypadkowo się nie zaraziła. Bo inaczej to ja będę musiała Ci ranę wyssać.... zaśmiała się w duchu. Mimo, ze podejrzewała iż ta rana to nic wielkiego to istniał jednak cień niepewności i zdenerwowania....
Kersi Spokojnie czekała aż łuczniczka wyssie z rany odrobinę krwi i możliwy jad... Gdy już jest po wszystkim, ubiera się..... Dziękuję jeszcze raz. powiedziała zakładając sobie opatrunek.... Co za miła dziewczyna i jaka rozważna, zachowała się jakby od zawsze umiała leczyć ludzi....
Jak myślisz, daleko do miasta mamy? Niepokoi mnie ten dziwny wojownik o mowie i oczach węża....
-
Catherine:
Dziewczynka po chwili się zbudziła, mimo tego iż próbowałaś uspokoić jej sen czułym dotykiem. Wygląda na to, że przyśnił jej się koszmar, jest zalana potem a wyraz twarzy mówi o tym, że wciąż się boi i nie bardzo orientuje, czy to była rzeczywistość czy sen...
Malcolm:
Do Larii panie, do ojca. W ogóle, to było straszne! Tych Jatu było czterech, jeden mi powiedział, żebym mu się oddała to daruje mi życie. To ja mu na to, że moja cnota jest dla rycerza, a ten że on jest rycerzem. Odpowiedziałam więc, że tylko dla tego rycerza, który mnie pokocha, a on mi, że mnie kocha! Nie wytrzymałam, zastrzeliłam go z łuku i zaczęłam uciekać przed trzema pozostałymi. Parszywe dranie! Rzekła do Ciebie Rita bardzo zaaferowana swoimi przeżyciami.
Malacath:
Jatu nie mieli przy sobie żadnych pieniędzy. Możesz jednak zabrać do połowy wypełnione kołczany, dwie małe tarcze i lekkie szable, oraz misiurki.
Arstan, Hallbjorn:
Jak coś, to Hebanowe Rękawice i Vansskerry załatwili tą wioskę hehe, ostatnio paru lordów zaczyna się burzyć przeciwko Ulrykowi i nam, jak się dowiedzą że to my stoimy za spaleniem tego sioła to całkiem będzie szum hehehe - rzekł zakonnik dosiadając rumaka.
-
Catherine
Cśśś,spokojnie,jestem przy Tobie maleńka,to tylko zły sen,tylko zły sen.... - powiedziała łagodnie,tuląc ją do siebie jedną ręką a drugą sięgając po bandaż i delikatnie ocierając jej czoło... - Sen który pewnie niedawno był jawą bo wiem co jej się przyśniło....,biedna dziewczyna....
-
Malcolm
Ja też jestem rycerzem... Nie no, co ja gadam, to tylko zauroczenie, nie mogę sobie pozwolić na nic głupiego... Nie zaprzątaj sobie tym więcej głowy, pani, ich już nie ma... Czemu podróżujesz samotnie po tych ziemiach?
-
Catherine:
Wystraszona Adela położyła dłoń na Twej szyi, nic nie mówiąc. Chyba pora powoli ruszać, dostrzegłaś czarne chmury zbierające się na północy, warto znaleźć schronienie do czasu aż lunie deszcz.
Malcolm:
Wyjechałam na przejażdżkę, a tu spotkałam tych łajdaków... No dobra może nie przejażdżkę, pokłóciłam się z ojcem i powiedziałam mu, że jestem już dostatecznie samodzielna by wytrzymać kilka dni sama w dziczy. On się zgodził, ale zastrzegł, że zabije każdego rycerza, którego sobie jak to ujął... "przygrucham" hihi. To ruszamy do Larii?
Malcolm, Malacath:
Spadają pierwsze krople deszczu, niedługo zacznie się ulewa. Wieje coraz silniejszy wiatr.
-
Catherine
Maleńka,pora w drogę - powiedziała łagodnie,głaszcząc ją po policzku po czym powoli wstała i delikatnie wyswobodziła się z jej uścisku - Kurna,przyczepiła się do mnie jak rzep,ehh....,za dobra jestem i tyle.... - i znów narzekając w myślach zaczęła zbierać swoje rzeczy,gdy skończy ponownie bierze "rzepa" na ręce i dosiada wraz z nim swojej klaczy....
-
Malcolm
No dobrze zbierajmy się, zaraz lunie. Masz jakiś płaszcz od deszczu, pani?