Alessio
Nie bardzo czułem przy sobie jej boską interwencję....,ale nie mam siły się z nią kłócić....- pomyślał,przymykając oczy i wciąż lekko się uśmiechając
Wersja do druku
Alessio
Nie bardzo czułem przy sobie jej boską interwencję....,ale nie mam siły się z nią kłócić....- pomyślał,przymykając oczy i wciąż lekko się uśmiechając
Wydobyć informacje o tym gdzie znajduje się reszta ich stada odpowiedziała Liothannea w elfim.
Ale to na polanie, bo tu nie bardo jest gdzie bezpiecznie ogień rozpalić dodał Karhir w tym samym języku.
Fiu, fiu, ładnie oberwaliście rzucił w bretońnskim Bertrand. Chyba trzeba będzie Was zabrać do naszej kryjówki, byście trochę sił przed podróżą nabrali. W tym stanie nie będziecie zdolni do ochrony okupu. Ale to najpierw na polanę wróćmy po Pana de Loiret, bo sam tam ostał, by nie spowalniać naszej i tak w końcu spóźnionej odsieczy.
Anna de Loiret
Co? Jak to... Wstała szybko i zaczęła biec ile sił w płucach do ojca, lękając się strasznie i przeklinając w myślach głupotę reszty, że zostawili go samego.
Arathena
Nic nie odpowiedziała Elfom bo zobaczyła Annę jak ta biegnie gdzieś... Bez chwili zastanowienia zerwała się i ruszyła za Anną.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Arathena dogoniła Annę niedaleko polany. Usłyszałyście dobiegający z niej głośny brzdęk stali uderzającej o stal. Widok jeszcze zasłaniają drzewa.
Arathena
Słysząc odgłosy walki przyspieszyła... Anno,,,,,, To był zaszczyt walczyć u Twego boku....
Anna de Loiret
Z tobą też, kochana... Niech żyje król Louen, szarża!!! Wydarła się na cały głos, chcąc przywołać jednocześnie resztę towarzyszy i wystraszyć kogokolwiek, kto atakuje jej ojca. Gdy dobiegła do skraju lasu, tam gdzie zaczynała się polana, zatrzymała się i zaczęła spoglądać na to, co się dzieje.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Arathena wybiegła pierwsza na polanę... i stanęła jak wryta, Anna mało nie wpadła Jej na plecy. Na środku polany, oparty plecami o drzewo, stoi Tankred de Loiret i nawala płazem miecza w tarczę warcząc No chodźcie wy w rzyć chędożone psią pytą murwie syny, ile mam czekać. Ujrzawszy Arathenę z Anną nagle umilkł i przestał hałasować.
Anna de Loiret
Tatuś? Nic ci nie jest, myślałam że... Uśmiechnęła się z ulgą i wielką serdecznością do ojca, opuszczając miecz.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Aniu! Myślałem że te bydlaki Cię dorwały w tym lesie! Dzięki Pani, niepotrzebnie się zamartwiałem. odkrzyknął Tankred, schował miecz, wziął oparty o drzewo obok niego kij i zaczął kuśtykać w Waszą stronę. A gdzie pozostali?