-
Kersijana:
Elrohir objął Cię a swą męskością, jakoby mimowolnie zaczął pocierać Cię po podbrzuszu. Ustami nie przestawał pieścić Twych piersi, lecz co stanowi problem, powoli zaczyna Ci brakować tchu... Pytanie tylko, czy z tej wszechobecnej miłości czy z braku tlenu?
-
Kersijana
Choć chciała by ta chwila trwała wietrznie zdawała sobie sprawę że jeśli nie zaczerpnie zaraz oddechu to najzwyczajniej się udusi. Jeszcze bez paniki ale rozluźniała swoje objęcia i starała się wypłynąć na powierzchnie wody.
-
Kersijana:
Wynurzyliście się oboje z wody bez większych problemów. Elrohir zaczerpnął powietrza i zaczął Cię powoli "zaganiać" do brzegu, obsypując Twą szyję, ramiona i piersi pocałunkami.
-
Kersijana
Podobnie jak Elf zaczerpnęła powietrza i płynęła dając a właściwie poddając się Jego woli i pieszczotom. Gdy dopłynęli do brzegu przykucnięta zapytała nagle... Kto to mógł być i dlaczego ukradł nasze ubrania. Powoli wracała do rzeczywistości... A co najważniejsze, jak my teraz dostaniemy się do obozu? zachichotała odrobinę, choć było to bardziej dobra mina do złej gry.
-
Kersijana:
Nie mam pojęcia kochanie, ale nie zajmujmy się teraz tak przyziemnymi sprawami, gdy możemy oddać się uczuciu... Odparł Elrohir i podszedł do Ciebie, siadając ze swą wyprężoną męskością przy Tobie, dając Ci inicjatywę...
-
Kersijana
Jak możesz tak mówić?.. Przecież sam mówiłeś że Nordolczycy nie obnoszą się swymi pięknymi ciałami wśród ludzi.. A jeśli tego nie zauważyłeś to tylko Królowa jest Nordolką,, Reszta już nie... Kersi usiada na wprost elfa podpierając się łokciami. Swą stopa zaczęła pieścić go po udzie powoli przesuwając swe palce ku jego męskości. Uśmiechała się do niego i patrząc jak jego męskość rytmicznie pulsuje. Czyżbyś miał zaraz mój miły się zmęczyć? żeby nie powiedzieć...
Nie dla dzieci.
-
Kersijana:
Wrócimy zatem, gdy wszyscy będą spali i owiniemy się kocami... Rzekł Elrohir, ale jego słowa były przerywane cichymi westchnięciami... Chwycił Twe stopy w kostkach i delikatnie je gładząc, zaczął powoli pocierać nimi swą męskość...
Catherine:
Będziesz kiedyś swoje dzieci miała to zrozumiesz mnie córeczko... Szepnęła Lothiriel i objęła Cię również nogą, tak by roztoczyć nad Tobą jak największą aurę opieki.
-
Catherine
Nie wiem czy będę miała dzieci.... - odparła ledwo słyszalnym szeptem,bardziej do siebie jednak czułe uszy Lothiriel mogły wychwycić jej słowa,podobnie jak leżąca na jej piersi Adele. Mimo to mruknęła z zadowoleniem i zaczęła głaskać je obie swoimi dłoniami,dzięki tym trzem wariatkom czuła się kochana,doceniona i naprawdę szczęśliwa....
-
Catherine:
No, wnuków mi nie dasz? Poza tym... Byłabyś wspaniałą mamą - odparła szeptem królowa i pocałowała Cię delikatnie w policzek. Adela zaś zdążyła już zasnąć smacznie.
-
Catherine
Naprawdę tak sądzisz? - zapytała cicho,szczerze uradowana jej komplementem płynącym prosto z serca - Może dam....,a może nie....,nie wiem czy znajdę tego jedynego....