-
Bertrand, Charles, Robert, Spytko, Katarina:
Weszliście do kaplicy, pierwszy Robert, któremu Oswald drzwi otworzył, a następnie zamknął. Waszym oczom ukazał się konstabl na swym potężnym, czarnym rumaku. Rycerz oczy skierowane miał ku ołtarzowi, tak jak miecz wyciągnięty w jego stronę. Jednak gdy tylko was ujrzał galopem do was podjechał a jego koń szturchnął potężnie Charlesa. Gdzie Agnes klecho!? I co... Charlotte, moja miła! Zeskoczył z Amalryka i podbiegł do Roberta, patrząc na swą siostrę z przejęciem.
Adriano:
Cała grupa weszła do kaplicy.
-
Robert
Jest ciężko chora,medyk twierdzi że zapadła na grypę - powiedział pociągając nosem a po jego policzku popłynęła łza,ponownie czule ucałował ukochaną po czym dodał chcąc zmienić temat - Nie gniewaj się na księdza Panie,Agnes zaraz dołączy tylko ma właśnie spotkanie ze swym bratem....
-
Charles de Tournemire
Odepchnięty cofnął się o parę kroków, spojrzał i odparł konstablowi - Tak... Przejęła się, gdy go zobaczyła, on zresztą też. Hugon miał bodajże na imię...
-
Bertrand
Konno w Domu Bożym? No i po co tu w ogóle przyleźliśmy?...
-
Bertrand, Charles, Robert, Spytko, Katarina:
Hugon? Jeden raz w życiu wysadzony z siodła zostałem, jego to kopia była... Rzekł Boemund, kładąc swą dłoń w rękawicy na ramieniu siostry. Zwrócił się do wszystkich - jeśli jeszcze tego nie wiecie, to słuchajcie, zamierzam tu i teraz ponownie ożenić się z Agnes, by gdy polegnę za kilka dni, nikt z was nie miał wątpliwości, że w swej ostatniej godzinie byłem jej mężem. Zaświadczycie w Moulins, iż jest to wdowa po mnie.
-
Robert
Oczywiście Panie,możesz na mnie liczyć w tej sprawie, dopilnuję żeby dostała co jej się słusznie należy - powiedział z powagą
-
Bertrand
A żeńta się, mi to tam rybka, skoro umirać zaraz potem chcesz. Wypiję za Was, przynajmniej okazja do upicia się będzie, hehe pomyślał, choć gdzieś w środku i tak czuł zazdrość...
-
Katarina
Szukała wzroku konstabla... Można było dostrzec jak jej oczy się szklą.... Z jednej strony radość a z drugiej żal. Mimo tego, że zawsze trochę się bała Boemunda, i często miała ciarki na plecach wiedząc, że ma się z nim widzieć, to mimo wszystko szanowała i podziwiała jego. Pani Agnes żałowała nad wyraz mocno. Zdawała sobie sprawę, że ta kobieta kocha Boemunda ponad wszystko na ziemi. Los, zadrwił z ich uczucia. Postawił dwoje przeznaczonych sobie ludzi na drodze i tak brutalnie i bez skrupułów chce ich rozdzielić.
To co zamierzał zrobić konstabl było w jej oczach czymś nadzwyczajnym. Mimo tego jak bardzo go los doświadczył, widać w nim hardość i dumę.... Mądrość i szaleństwo....
Na myśl o Tym człowieku przychodziło jej tylko jedno słowo... Szacunek....
Techniczny
Gdy Boemund spojrzy na Katarinę, stara się do niego uśmiechnąć, Ale w taki sposób by wiedział że go podziwia i szanuje. Jest dumna, że mogła go spotkać. Prawdziwy rycerz.... Tak prawdziwych jak on nie ma wielu na świecie
-
Spytko po łacinie:
Przyklęknął na jedno kolano trzymając Katarinę za rękę Czy zgodzisz się zostać moją żoną? wypalił patrząc w oblicze Lubej.
-
Katarina
Z zamyślenia i nostalgii oderwało ja zapytanie Lubego... Zupełnie zaskoczona i zdezorientowana. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć,,,, to znaczy wiedziała.....ale nie była w stanie wydusić z siebie słowa.... Popatrzyła na ludzi stojących obok, na pana Boemunda. Potem spojrzała w oczy na klęczącego przed jaj nogami Spytka...
Jej ręce,,, całe ciało drżało z przejęcia i emocji.
Wzięła głęboki oddech napełniając piersi chłodnym powietrzem, ale ciało wręcz wrzało od gorąca....
Ludzie obok gdzieś nagle zniknęli... została tylko ona i jej Luby.... Patrzyła w te wielkie i przejęte oczy.... I wiedziała... już była pewna, że resztę swych dni chce spędzić przy boku tego człowieka. czuła się z przy niem bezpiecznie i spokojnie....
Tak.... mój miły.... Tak.....
Łzy popłynęły jej po policzkach... O niczym innym nie marzę jak o tym by żyć przy Tobie do końca swoich dni....