Vito
Zastosował się do rad brodacza i udał się w głąb lochu.
Wersja do druku
Vito
Zastosował się do rad brodacza i udał się w głąb lochu.
Dan:
Hmmm... No dobra. Nic nas chyba w nim nie zje - odparła i ruszyła za Tobą. Na razie jest spokojnie i niczego nie widzicie podejrzanego. Diane w międzyczasie przyglądała się swoim runom i zapytała, nieco ironicznie - Tak się zastanawiam co teraz jeszcze nam Vatras za zadanie zleci... Były walące się ściany, tunele, kopalnie i najazd oddziału nieumarłych. Może teraz nieumarły smok napadnie wyspę?
Vito:
Niezbyt dobrze czujesz się w tym miejscu. Jest tu masa więźniów, rzucającymi groźne i pogardliwe spojrzenia w twoją stronę, ale też niektórzy spoglądają na Ciebie ze strachem. Niektórzy z nich to prawdziwi mordercy czy przestępcy, zasługujący na takie miejsce jak kolonia, ale większość z nich trafiła tu za byle jakie przewinienie... Pojedynki, obraza któregoś z dupków ze straży, czy przejście po pijaku przez ulice miasta. Niektórym z nich trudno się dziwić, że znienawidzili ludzi Twojego pokroju, bo w końcu kto spędzi resztę swojego życia zapieprzając z kilofem pod magiczną barierą?
Przyglądałeś się więźniom i w końcu dotarłeś do celi nekromanty. W tym czasie chyba mówił coś do innych więźniów, choć gdy tylko Cię zauważył przerwał i spojrzał na Ciebie z obojętnością - Czyżby to już po mnie sama śmierć przyszła? Czy to może mój kat? Kto wie... Ale cóż to zmienia, gdy mój władca i bóg stoi u waszych bram. Uwolni mnie i ocali on z waszych szponów, a w nagrodę będę żyć u jego boku po wsze czasy, aż do końca świata...
Dan
Jak się ziści będzie na Ciebie hehe.... - powiedział, jednak nie było mu do śmiechu, nie chciał nawet wyobrażać sobie takiej wizji,cały czas prowadzi Diane bezpieczniejszym szlakiem,zagłębiając się w las na tyle głęboko ile to będzie konieczne by się ukryć,ani kroku dalej,cały czas zachowuje przy tym czujność....
Vito
Zamknij pierdoloną mordę. I nie nawracaj tych skurwieli. Wyciągnął miecz z pochwy, a lewą ręką przekręcił powoli klucz w drzwiach. Otworzył je i ostrożnie, zachowując czujność wszedł do środka, z mieczem w pogowiu, żeby się na niego nie rzucił z jakąś łyżką w łapie, czy innym potencjalnym narzędziem zbrodni.
Dan:
E tam, zrzucę wszystko na Ciebie jak coś się stanie i tak... Ale chyba jednak smoka raczej nie mamy co się obawiać. Podobno już dawno paladyni je wybili - odparła ci Diane, podążając dalej za Tobą. Nagle ujrzałeś w oddali jakąś postać. Jest to młoda, piękna kobieta. Wygląda ci na farmerkę. Krąży to ona i kroczy wśród drzew, krzewów i liści, przyglądając się okolicy. Nieco smętnie, ale i z jakimś swoistym spokojem? A przynajmniej nie wydaje ci się, by była jakoś bardzo przestraszona. Diane zatrzymała się i przyglądała się jej zza drzewa - Kto to znowu u licha... Baba na grzyby poszła, gdy na farmie armia nieumarłych szalała? Heh...
Vito:
Jakbym mógł ich nie nawrócić na jedyną, słuszną wiarę? Zresztą... Chyba im się ona podoba. Innos? Beliar? Adanos? Oni im nie dadzą wolności, tego czego pragną... Bóg ognia ustawi wszystko pod swoją batutą i szeregiem przykazań, za które będzie karać gorzej aniżeli to Rhobar i wszyscy poprzedni władcy razem wzięci. Beliar? Cóż to za życie w wiecznej męce i cierpieniu, ku chwale aroganckiego i dbającego tylko o siebie bóstwa? Gorzej aniżeli to robaki w prochu udeptane... - nagle przerwał i dodał zaraz - A może i ty pragniesz wysłuchać mych słów? Po cóż to od razu mnie zabijać... Mogę nawet ukazać ci mego pana i jego wielkie plany... - odparł, przyglądając się Tobie z niepokojącym spojrzeniem.
Dan
Nie wiem,może jest niespełna rozumu....,zaraz się przekonamy - odszepnął jej i zaczął iść w jej stronę wciąż jednak zachowując ostrożność,gdy zbliżył się wystarczająco powiedział już głośno - Przepraszam panienko,ale lepiej wracaj na farmę,te lasy nie są bezpieczne zwłaszcza dla kogoś tak bezbronnego jak Ty....
Vito
Och tak? Opowiesz mi? Spytał jakby zaciekawiony, lecz nie czekał na odpowiedź, uderzył za to z całej siły głowicą miecza w szczękę nekromanty, z zamiarem co najmniej złamania jej, albo sprawienia, by nekrofil się przewrócił. Miał już dość tego dnia, uciekł z niewoli, musiał zakończyć swój związek z Anabelle i jeszcze ten popierdol na górze, w mieście go wkurzał. Swą złość postanowił wyładować na tym jegomościu...
Dan:
Co...? Nie... ja nie chcę znowu... Kim wy jesteście?! - odparła przerażona, ledwo to nawet wymawiając te słowa. Cofnęła się nerwowo kilka kroków do tyłu...
Vito:
Nie złamałeś jej, lecz nekromanta z bólem poleciał na ścianę, wypluwając krew ze swoich ust. Ten jednak zaraz rzucił się na Ciebie, boleśnie wgryzając ci się w szyję, próbując zwalić Cię z nóg i wyrwać miecz.
Dan
Spokojnie,nie zrobimy Ci krzywdy.... - powiedział łagodnie,unosząc obie ręce do góry i chcąc jej tym samym pokazać że nie ma złych zamiarów
Vito
Spróbował przebić pierś nekromanty mieczem, zanim wytrącił mu go z ręki.