-
Alessio
Ehh,nie nadaję się na takie przygody jestem zwykłem mieszczaninem a nie wojownikiem i zbawcą świata i królestwa...... - pomyślał z kwaśną miną próbując obejrzeć opatrunek jaki zrobiła mu wybranka by następnie ułożyć się pod pierwszym lepszym drzewem tak by nie musieć patrzeć na tortury zwierzoludzi,mimo że wiedział iż nie zasługują na współczucie to nie pochwalał takich metod.....
-
Opatrunek jest bardzo prowizoryczny, ale spełnia swą rolę. Nie pozwala na ponowne otwarcie się rany.
-
Alessio
Aż jęknął opadając pod drzewo - Chociaż tyle.......no i nie połamali mi żeber....,ja to mam szczęście......ehh.........
-
Christophe Leroy
Silnyś, panie Hugo... Niedługo zapewne nie będziesz już musiał mnie targać, bo chyba przestaje mi się kręcić w tym łbie...
-
Ano Władca Zwierząt obdarował mnie siłą wołu w kołysce. A Tyś znów tak wiele nie ważysz. odparł wielkolud.
-
Christophe Leroy
Cóż, tylko pozazdrościć. Ale tak czy inaczej wole zbyt długo nie uprzykrzać ci życia mą obecnością, mimo że niewiele ważę.
-
Mały Hugo przykucnął by Christophe mógł zejść z jego ramienia, po czym podał mu miecz z tarczą.
-
Anna de Loiret
Podeszła do ukochanego i stanęła przed nim, opierając dłoń na niewydobytym mieczu. Spojrzała w oczy swego wybranka dziwnym wzrokiem, nieco szklistym ale w większej części dumnym.
-
Arathena Czarna Wdowa:
Nic już nie rozumiem Aratheno, ale się cieszę. leśną elfkę dobiegł cichy głos spomiędzy drzew, gdy dojechała na miejsce.
-
Alessio
Dołącz do mnie moja miła.... - powiedział patrząc na nią badawczo i nieco się przesuwając aby zrobić jej miejsce pod drzewem obok siebie