-
Anna de Loiret
Mimo że wiedziała, iż ją pocałuje to było to dla niej coś wspaniałego, cudowniejszego niż się spodziewała. Odwzajemniła pocałunek czule i namiętnie, przerywając dopiero po chwili. Odsunęła nieco swą twarz od Alessia i znów spojrzała na niego jak uprzednio, kładąc swoją dłoń na ręce ukochanego znajdującą się na jej policzku.
-
Arathena Czarna Wdowa:
Arathena ujrzała między drzewami elfa. Ma śnieżnobiałe włosy, równie białą skórę i czerowone oczy, jak na albinosa przystało. Nie rozumiem tej gry Ukochana. Nie wiem czy postanowiłaś mnie nie poznawać, czy już zdążyłaś o mnie zapomnieć. Ja, mimo że zrobiłem błąd i Cię opuściłem, to nigdy o Tobie nie zapomnę. rzekł w elfim.
Christophe Leroy:
Karhir ze złością w oczach spojrzał za odjeżdżająca Aratheną. Powiedział coś po elfiemu do Liothannei ta mu odpowiedziała, wskazała ręką na przepaskę biodrową wiszącego zwierozczłeka i się oblizała. Elf dobył sejmitara i sprawnie pozbawił go męskości jednym cięciem. Zwierzoludź ryknął z bólu. Liotahenna złapała ja sprawnie zanim spadła na ziemię i zbliżyła do ust. Jako że były giermek podchodził do nich, zauważył że nie zamiast je zjeść, rzucila krwawy ochłap za swoje plecy na ziemię i tylko udaje że go przeżuwa. Drugi zwierzoczłek szybko zaczął wyrzucać z siebie serię szczeknięć. Karhir co jakiś czas zadaje mu pytania w podobnym języku.
-
Alessio
Kompletnie utonął w jej oczach nie zwracając najmniejszej nawet uwagi na dźwięki dobywające się zza ich pleców ani na ból od zadanej rany....
-
Anna de Loiret
Westchnęła i zdjąwszy swe buty, położyła wygodnie głowę na nogach Alessia, by wypocząć. Od zawsze marzyła by leżeć z wybrankiem swego serca pod drzewem... Po męczącym dniu.
-
Christophe Leroy
Ał... Aż mnie nawet to zabolało. No nic hehe, na szczęście mnie tam nie ma, więc sobie możecie ginąć psy - pomyślał z uśmiechem i usiadł na trawie, uprzednio sprawdzając czy jakieś cholerstwo znowu tu sie nie czai na jego dupsko. Co jakiś czas spogląda dyskretnie na te tortury. Nie chce jednak cały czas się wgapiać, coby mu elfy nie zwróciły uwagi...
-
Alessio
Zamknął oczy powoli odpływając,kładąc dłoń na jej włosach i delikatnie ją po nich głaszcząc....
-
Anna de Loiret
Ciekawe, gdzie moja siostrzyczka - powiedziała mrucząc zaraz po tym z przyjemności wywołanej delikatnymi pieszczotami.
-
Alessio
Jaka siostra kochanie? - zapytał łagodnie nie przerywając pieszczot i uśmiechając się pod nosem z jej reakcji
-
Anna de Loiret
No jak to jaka, przecież mówiłam ci, że wyznałyśmy sobie z Aratheną siostrzaną miłość, już zapomniałeś?
-
Arathena
Ukochana? Obeszła Elfa w około bacznie mu się przyglądając.... Raczej nie zapominam nikogo kogo raz ujrzałam.... A ukochanego bym już pamiętała na pewno....
Popatrzyła na ślady w około Elfa... Część z nich były to ślady jelenia a część Elfa... Nagle ją olśniło....
Niech zgadnę... Ty jesteś Imlarik Rączy Jeleń.... Jedyna osoba, której miałam zapomnieć sama mnie wypatrzyła.....
Wybacz.... Zapewne nie rozumiesz.... ale ja już tak. Spotkałam niedawno pewnego "Tancerza" i od niego znam twe imię... Ktoś kto nazwał mnie ukochaną musi być.... I,,, Nie pamiętam twej twarzy,,, Nie znam uczucia.... Ale to nie ma znaczenia. Przeznaczenie postawiło nas na tej samej ścieżce. Klątwa Pani Jeziora widać nie jest doskonała chyba że to jej plan.....
Arathena wytłumaczyła Albinosowi wszystko co przyczyniło się do tego, że została na nią rzucona klątwa... To jak została oszukana przez nimfę i to, że Pani jeziora się na nią rozzłościła....
Jeśli mnie zrozumiałeś to wiesz też teraz dlaczego Cię nie kocham..... Jedyny sposób to przywrócić tron prawowitemu władcy... To może zdjąć klątwę... Wybacz, ale to nie ja cierpieć będę a TY... Ja nie pamiętam uczucia jakie między nami było więc nie mogę za nim tęsknić.... Kolejny dowód na to, ze bogowie bawią się nami...Kara miała sięgnąć mnie a cierpią inni...