-
Catherine:
Lothiriel westchnęła zrezygnowana... Tak, wyglądaja słodko, ale jeszcze słodsze by były gdybyś spała razem z nimi. Musisz być taka uparta? Nie słuchasz się mnie, kiedy chcę dla ciebie dobrze.
Kersijana:
Elrohir uśmiechnął się jakby zakłopotany i złapał się za stojącą męskość, mówiąc - zmiana pozycji z półsiadu na dosiad z napiętym orężem jest... Wielce ryzykowna.
-
Catherine
Jestem uparta bo chcę dobrze dla Ciebie....,nie po to by zrobić Ci na złość....Jesteś wyczerpana,kocham Cię więc zależy mi byś odpoczęła zamiast całą noc czuwała....- odparła nie przerywając głaskania jej policzka,zaraz też odwróciła głowę by rzucić okiem na Margaret jako że nie usłyszała od niej żadnej odpowiedzi.Gdy dostrzegła że ta już śpi jak zabita,uśmiechnęła się i troskliwie okryła ją jej płaszczem którym dotąd była przykryta Betty,siostrę zaś okryła płaszczem opiekunki,po wszystkim położyła rękę na policzku Veccavianki i ponownie spojrzała na Lothiriel która w jej oczach mogła dostrzec radosne iskierki
-
Kersijana
Roześmiała się... A więc jednak moje przeczucie mnie nie myliło.... Tak najdroższy oręż Twa chodź dzielnie dziś walczyła poddać się musi na końskim grzbiecie... Gdy stali końmi koło siebie położyła na nim swoją dłoń... Jaki on znowu twardy i..... Kersi lubieżnie oblizała swoje wargi. Przesiadła się na jego konia twarzą w jego kierunku.... Powoli wsunęła się na jego męskość.... Miecz musi być w pochwie kochany.... Objęła go i zaczęła całować... Znowu go czuła w sobie... Tym razem jednak pozycja potęgowała penetracje jej kobiecości... czuła nawet odrobinę ból ale dzielnie go znosiła.... Bierz mnie i nie przestawaj mój najdroższy....
-
Catherine:
Dobra dobra, koniec z tymi słodkimi oczkami i przymilaniem się, do spania - szepnęła stanowczo królowa, poprawiając płaszcz okrywający Betty. Kątem oka jednak spojrzała na Ciebie i nie mogła powstrzymać uśmiechu...
Kersijana:
Nie zamierzam przestawać - odparł Elrohir i zaczął Cię obcałowywać po twarzy, szyi, schodząc po chwili niżej do piersi. Rękami chwycił Cię za biodra i zaczął podnosić oraz opuszczać na swojej męskości, tak by pieściła bezustannie Twój skarb...
-
Catherine
Także się uśmiechnęła i wtuliła w nią swoją głowę mrucząc przy tym jednak zaraz znów zagaiła rozmowę ledwo słyszalnym szeptem - Wiesz....,chciałam teraz pocałować Margaret....,i chyba....,chyba mi się całkiem podobało jak mnie całowała wcześniej....,coś ze mną nie tak czy to normalne?
-
Catherine:
Wiem, że chciałaś i wiem, że ci się podobało... Nie ma w tym nic dziwnego córeczko, Betty też się podobało całowanie z Margaret... Ciekawość kazała jej spróbować, nawet doznała przy tym rozkoszy, ale wciąż pragnie poznać wspaniałego rycerza i wyjść za mąż... Odszepnęła Lothiriel, przytulając Cię.
-
Catherine
Odetchnęła z ulgą jednak zaraz znów zapytała - A co jeśli będę musiała wybrać pomiędzy kobietą a mężczyzną? Albo będę wolała....kobiety?Ehh....dlaczego to takie trudne? - na koniec aż jęknęła mocniej przytulając Lothiriel
-
Catherine:
Betty zawsze kazałam podążać głosem serca... Ale jak widzisz skończyło się tak, że nie nauczyła się korzystać ze swojego rozumku hihi. Tobie jednak teraz poradzę to samo, w miłości nie kieruj się rozumem a sercem...
-
Catherine
Dobrze,ale.... co jeśli serce będzie rozdarte? Co wtedy Lothiriel?
-
Catherine:
Lothiriel... Powtórzyła szeptem swoje imię jakby ze smutkiem, odpowiadając jednak na pytanie po chwili - wtedy dopiero poznasz, czym tak naprawdę jest życie i że w dokonaniu takiego wyboru nikt ci nie potrafi dobrze doradzić...