Bertrand
Pokłonił się całej trójce milcząc przy tym. Chyba mój koniec się zbliża...
Wersja do druku
Bertrand
Pokłonił się całej trójce milcząc przy tym. Chyba mój koniec się zbliża...
Bertrand:
Baldwin zaśmiał się i rzekł po francusku - chyba mamy pewne niedokończone sprawy, czekaj no tylko, nie pamiętam jakie. Hmmm... Aaa, pojedynek!
Hrabia również się roześmiał:
- Zatem zostawiam was, byście w spokoju mogli dokańczać to, co zaczęte zostało.
- Ojcze, mogę zostać? W cytadeli pewno teraz ciasno strasznie, wiesz przecież, że pan Baldwin zawsze dobrą opiekę mi zapewnia i nic mi nie grozi u jego boku. Wtrąciła Aurora.
- Niechaj będzie, zaufanie w dobrych rycerzach pokładam, wróćcie tylko niebawem!
Rajmund wnet pociągnął konia za wodze i zakuł ostrogami, odjeżdżając cwałem.
Bertrand po francusku
A zatem konno czy pieszo wolisz, panie? Jeśli konno, to po swego rumaka do stajni muszę się udać.
Bertrand:
Konno, wszak... Zaczął mówić Baldwin, jednak Aurora nie dała mu dokończyć wtrącając się - ale ja nie chcę, byście walczyli marnując swój żywot. Och nie zmuszajcie mych oczu do patrzenia, jak dwóch dostojnych rycerzy zadaje sobie ból w bezsensownej potyczce, lepiej wszak, byście robili mi... Byście śpiewali znaczy eee... Swe piękne pieśni! O!
Bertrand
Ta to chyba tylko o jednym myśli. Baldwin, Gunter, Oswald, tera może jeszcze i mnie w to chcesz wciągnąć? Eh, co to się dzieje, ladacznice na wysokich dworach... Wybacz panienko, naważyłem sobie piwa, a teraz muszę je wypić...
Bertrand:
Postąpisz wbrew memu życzeniu, skazując mnie na straszliwą mękę, jaką jest patrzenie, jak dwaj rycerze chcą odebrać sobie żywota? Och nie wiem, czy to przeżyję - zaczęła mówić szlochając i zasłaniając dłonią oczy. Baldwin zaś chrząknął i obrócił głowę w drugą stronę.
Bertand
Pytaj nie mnie, a inicjatora pojedynku, wszak nie ja rzuciłem rękawicą... rzekł spoglądając wymownie na Baldwina.
Charles de Tournemire
Cóż... Nie ugryzł. Dobrze, dokończ Katarino co mówiłaś - powiedział Katarinie, chcąc dokończyć sakrament pokuty.
Bertrand:
Panienka będzie mi zatem winna przysługę, tak jak i ty jej - odparł Baldwin, mrugając okiem do Aurory, ona zaś uczyniła to samo. Muszę pomówić na osobności z panem Bertrandem, wejdziemy może do tawerny? Spytała córka hrabiego.
Bertrand
Chyba żartujesz, jeśli chcesz zrobić to co myślę... Wejdźmy zatem.