Alessio
Ehh......,cała Ania,ale niech jej będzie,nie jestem w stanie znosić kolejnego jej focha no i jest bardzo miło...... - pomyślał na głos mówiąc - Cieszę się kochanie,to wielki skarb.......
Wersja do druku
Alessio
Ehh......,cała Ania,ale niech jej będzie,nie jestem w stanie znosić kolejnego jej focha no i jest bardzo miło...... - pomyślał na głos mówiąc - Cieszę się kochanie,to wielki skarb.......
Arathena Czarna Wdowa:
Może jeśli uda się zdjąć tą klątwę, to uczucie powróci. Nadal Cię kocham, choć dopiero po tym jak Cię straciłem, zacząłem doceniać nasz związek. Jak sama dobrze wiesz Prawo Lasu nie zna wyjątków dla Jego mieszkańców. Nie sadziłem, że jeszcze kiedykolwiek Cię ujrzę. Pomogę Wam, ale dopiero jak ten las opuścicie do Was dołączę. Jak by banici się dowiedzieli, że tyle czasu ich oszukiwałem, to żywy bym stad nie wyszedł. odpowiedział w elfim.
Anna de Loiret
Tobie też się rodzina powiększy, gdy złączymy się już mariażem na zawsze, to będziesz miał też brata i siostrę - zaśmiała się uroczo, mając rzecz jasna na myśli też Thilbauta.
Arathena
Może namąciła mi w głowie i teraz nie wiem co to miłość, ale to nic nie szkodzi...Wiem czemu opuściłam las i to Ty musisz być tego przyczyną.
Pamięci przywrócić się nie da ale nikt nie powiedział, że zakochać się jeszcze raz nie mogę.
Daj mi swój włos bym pamiętać zawsze już mogła. Pocałowała Albinosa......
Arathena Czarna Wdowa:
Imlarik Rączy Jeleń odwzajemnił pocałunek obejmując Arathenę swymi ramionami. Bardzo niechętnie Ją z nich wypuścił, wyrwał jeden ze swych śnieżnobiałych włosów i podarował go leśnej elfce.
Christophe Leroy:
Karhir po otrzymaniu odpowiedzi zarżnął drugiego zwierzoczłeka. Pierwszy w tym czasie skonał w drgawkach.
Wszyscy na polanie:
Macie coś, czym mogła bym wytrzeć ręce i usta? spytała się Liothannea. No co się tak gapicie, przecież nie zjadłam męskości tego bydlaka, tu leży! Faktycznie banici patrzący na wysoką elfkę mają dość niewyraźne miny. Niektórzy z nich trzymają się nawet za swe krocza.
Christophe Leroy
Nie zjadła, nie zjadła, potwierdzam... Nikt nie ma żadnej szmatki ani nic? Jak nie to po prostu odetnę kawałek koca i tyle... - rzucił i ruszył do swojego konia po tenże koc, jeżeli nie dostanie żadnej odpowiedzi to odcina niewielki kawałek koca i daje go elfce.
Arathena
Odwiązała swój kaftan by dostać się do pępka na którym był powieszony kolczyk... Starannie w okół oczka kolczyka przywiązała włos... Pająk strzeże skarbu i nikt komu nie pozwolę go nie tknie.... Złapała konia za wodze po uprzednim ogładzeniu ubrania... Wskoczyła na konia i ruszyła na polanę... Będę Cię nasłuchiwać w takim razie .... Uśmiechnęła się pocałowała swą dłoń którą skierowała w jego kierunku i w nią dmuchnęła zatrzymując się jeszcze na chwilę..... Po czym znowu ruszyła do towarzyszy.....
Alessio
Konie jako rodzina?Ehh.....,pochrzanieni Ci Bretończycy,no ale jestem gotów na to poświęcenie dla takiej kobiety,na to i wiele innych...... - Ty też będziesz miała nowego brata kochana.....
Anna de Loiret
O właśnie, gdzie Stella... Przywołaj go, muszę się z nim lepiej zapoznać - rzekła wyraźnie podniecona.
Arathena Czarna Wdowa:
Imlarik uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w powietrze zaciskając ją jakby coś łapał. Po czym zmienił się w białego jelenia.Dotarłaś na polanę. Zwierzoludzie juz nie wiszą na gałezi, leżą pod nią martwi. Jeden ma przeciętą kratń, a drugi potężną ranę krocza. Liothannea wyciera swe usta z krwi jakąś chustką.
Reszta:
Ja mam coś co się nada rzekł Bertrand i podał Liothannei chustkę oraz bukłak.