-
Katarina
Dokańczając wcześniejszą spowiedź, którą ogier konstabla im przerywał....
Otóż Ojcze,,, a skończyliśmy na tym, że mówiłam iż .........Spytko badanie swe kontynuował bardzo starannie i dogłębnie. Ja uznałam, bo i wiedzieć musicie, że badania te były bardzo przyjemne i miłe i dla ciała i dla ducha, ale wyrzuty przed Panem mam, że sama je sprowokowałam....
Tyle by było moich grzechów jeśli idzie o cielesne sprawy.
Inne grzeszne zachowanie to gdy Saracence źle życzyłam. Wprawdzie obłudą i fałszem zasłużyła na takie traktowanie, ale Pan nasz kazał wybaczać. Ja tej lekcji w tamten czas zapomniałam. Teraz ogromnie żałuję iż dałam się w gniew sprowokować i źle życzyłam, pogance w prawdzie ale to nie jej wina, że ułomna wiara w fałszywego boga ją wychowała. Jako prawdziwa chrześcijanka powinnam umieć ją wysłuchać i naukami dobrodzieja pokrzepić. życzyłam jej by w piekle męki wieczne cierpiała. Teraz myślę, że czyściec jej wystarczy bo bram nieba przecie nie powinna nigdy oglądać. Toż przecie tylko pokorni Chrześcijanie mogą ten zaszczyt mieć....
Katarina chwile się zastanawiała... Jeszcze jedna sprawa. Kopnęłam w złości karczmarza w krocze, ale to akuratnie nie wiem czy grzechem było. Dyć ten to spowiedzi pewno nigdy nie zrobi przed Panem naszym więc pokuta jak najbardziej mu się należała. Natomiast mój grzech jest tam ino taki, ze w myślach zaklęłam jak chłopka jaka. Az sama się przeraziłam,ze takie słowa znam....
Proszę Cię Ojcze o rozgrzeszenie i pokutę zadaj. Zważ na to jeszcze, że umiłowana w Bogu jestem służebnica i gdyby nie czort jeden, który grzeszyć mi każe to bym niewinna jak aniołek była....
-
Charles de Tournemire
Nie za prędko wam na takie rzeczy? Znacie się ledwo parę dni... A życia przed wami wiele lat - Ładnie... Oddać się ledwo znanemu rycerzowi. Chyba teraz wiem kogo były te ochy i achy zza jednej z komnat.
-
Katarina
Ależ Ojcze,,, Wiesz przecie, że tak pobożnym ludziom jak my sam Pan daje znaki... Umiłowałam rycerza od pierwszego wejrzenia i od samego początku wiedziałam, że z nim chcę spędzić resztę życia. A to że tak prędko... No masz wielebny racji dużo... Trza było poczekać jeszcze parę dni.....
-
W międzyczasie Boemund dosiadł z powrotem swego rumaka i zwrócony do ołtarza, dobył swego puginału oraz nacinając dość delikatnie skórę, zrobił na twarzy krwawy znak krzyża. Pochylił głowę, a krew, która pociekła spłynęła na podłogę.
Bertrand:
Weszliście do komnaty, Aurora rzekła wręczając karczmarzowi mieszek - izba i ani słowa. Po tym skierowała się w stronę schodów, dając Bertrandowi znak dłonią by podążył za nia.
-
Bertrand
Nie sądzisz chyba, że mnie zmusisz do TEGO. Oj Panie, aleś mi ludzi na mej drodze postawił... Podążył za niewiastą na górę.
-
Charles de Tournemire
Dać daje znaki... Lecz trzeba postępować ostrożnie i z rozsądkiem. Życie jest zdradliwe, zawiłe i pełne pułapek, pamiętaj... Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna izesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju, przez posługę Kościoła I jaodpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i ducha Świętego. Pan odpuścił Twoje grzechy. Idź w pokoju.
-
Bertrand:
Panna Aurora usiadła na łożu i delikatnie pokręciła głową, a po jej policzku spłynęła łza. Och ledwie mi się udało, pan Baldwin szlachetny rycerz, ale w gniewie bezlitosny, zwłaszcza jeśli o zwadę chodzi. Ledwom cię odratowała, a Bóg i tak mnie pewno skarze... Ja już nie mam siły...
-
Katarina
Amen... Niech Bóg ma cię w opiece gdy Pana Boemunda spowiadać będziesz.
Gdy Katarina wyszła z konfesionału....
Dobry znak... Pan nasz widać uznał ze grzechu nie miałam bo pokuty żadnej ojciec nie zadał... Ale poszła uklęknąć koło Spytka i modlić się zaczęła o błogosławieństwo dla przyszłej swojej rodziny i o zdrowie Pana Boemunda...Wie że czasem cuda się zdarzają...
-
Charles de Tournemire
Zapomniałem o pokucie... Ehh, no nic. Niech się tam modli sama - zapukał w konfesjonał mówiąc pod nosem.
-
Bertrand
Dziękuję, że mnie uratowałaś panienko, ale... czego oczekujesz ode mnie w zamian?