Alessio
Nie sądzę aby zareagował ale spróbować nie zaszkodzi....... - powiedział do niej po Bretońsku po czym głośno krzyknął po Tileańsku - Stella! Chodź do Pana!
Wersja do druku
Alessio
Nie sądzę aby zareagował ale spróbować nie zaszkodzi....... - powiedział do niej po Bretońsku po czym głośno krzyknął po Tileańsku - Stella! Chodź do Pana!
Stella zastrzygł uszami, parsknął i podszedł do Alessia.
Arathena
Widząc Liothanneę jak wyciera usta przeszła koło niej wpatrując się z niedowierzaniem to na krocze Zwierzoludzia to na jej twarz.... Podobno gotowane są lepsze....
Nie słuchała jednak co ma do powiedzenia jej tylko pobiegła do Ani..... Gdy była już przy Ani pocałowała ją i Alessia też przy okazji... Aniuuu... Aniuuu jaka ja szczęśliwa jestem..... Wiesz.... Muśimy jak najszybciej wyzwolić Bretonię...Siostrzyczko. Wzięła ją za ręce i zaczęła podskakiwać wesoło jak jakaś idiotka.....
Anna de Loiret
Znała wprawdzie Stellę z imienia, ale nie dane jej było poznać go bliżej, więc postanowiła poczekać, aż Alessio ją przedstawi swemu koniowi.
Gdy jednak Arathena do nich podbiegła wstała dając się pociągnąć za ręce i spytała z promiennym uśmiechem - co się stało kochana? Zorzy się źrebię porodziło?
Arathenę trafiło coś w twarz i upadło na ziemię. Masz, ugotuj sobie! warknęła Liothannea.
Christophe Leroy
Giermek schował się za swojego konia i omalże co nie parsknął śmiechem widząc nieudany żart elfki. Gdy tylko się uspokoił jak gdyby nigdy nic zaczął głaskać swojego konia... - Oj, chyba żarcik się nie udał, co? Haha
Arathena
Spojrzała na przyrodzenie kozła leżące już na ziemi.... Mówiłam jej że to się je gotowane a nie surowe... hi hi hi... ale tylko tak by Ania to usłyszała....Wyskokie elfy małe maniery,, jak nie smakuje to rzuca tym na prawo i lewo...Albinos Aniu.... Przypomniała sobie nagle, że banici nie mogą znać prawdy... On żyje i nic mu się nie stało....Zwierzoludzie nawet go nie drasnęli... Widziałam jego ślady... musiałam się upewnić że bezpiecznie poleciał dalej......
Anna de Loiret
Nie zwróciła kompletnie uwagi na słowa Aratheny widząc co leży pod jej nogami... Alessio, tobie sie chyba taki nie zrobi jak się zestarzejesz...? Szepnęła piskliwie i klapnęła tyłkiem na ziemię przerażona.
Alessio
Spojrzał na elfkę ze zdziwieniem gdy ta go pocałowała w policzek jednak nic nie powiedział tylko zaczął z uśmiechem głaskać Stellę po grzywie,gdy członek zwierzoluda uderzył Arathenę w twarz spojrzał na to z niesmakiem - Ahh te elfy, i to podobno one są tak bardzo cywilizowane i wychowane a tu proszę,przyrodzeniami miotają.... - na słowa ukochanej objął ją mówiąc - Eeee,nie,spokojnie moja droga,chciałaś poznać mojego przyjaciela,pamiętasz?
Panno Anno, Twój ojciec mówił że dał Ci nagrodę dla tej elfki. Połowę z niej mi obiecała. rzucił Bertrand podchodząc do Anny i Aratheny.