Catherine
Roześmiała się cicho przez łzy i zaraz spytała już śmiertelnie poważnym głosem - Czy Twój mąż żyje?
Wersja do druku
Catherine
Roześmiała się cicho przez łzy i zaraz spytała już śmiertelnie poważnym głosem - Czy Twój mąż żyje?
Catherine:
Żyje, jest władcą w Elacrai, stolicy naszego królestwa. My, Noldorowie mamy dwoje władców, króla i królową. Ale bez korony i pierścienia, jaki noszę na palcu koronacja następnej królowej nie może się odbyć, więc jeden z tronów pozostaje pusty... Moi poddani są przekonani, że nie żyję a pierścień przepadł na zawsze i Elacrai pozostanie po wieki bez królowej...
Catherine
Nie wyobrażam sobie żebyś miała nas opuścić,ale....nie sądzisz że on zasługuje na to by wiedzieć? Że poddani na to zasługują?A co jeśli wciąż Cię kocha? Co prawda nie znam go ale może wolał by zrzec się tronu i spędzić życie z Tobą? I może i to logika zwykłej miejskiej dziewczyny ale czy nowego pierścienia nie można po prostu wykuć? Rozumiem że tamten był ważny,symboliczny i w ogóle ale czy nie lepiej mieć królową z nowym pierścieniem niż nie mieć żadnej? - cały czas mówiła szczerze głaszcząc ją po policzku i wpatrując się w jej oczy
Catherine:
Kocha, wiem o tym... Dowiedzą się niedługo, że żyję i zrzeknę się tronu, a pierścień oddam swej następczyni. To nie jest kwestia mojej i jego miłości córeczko, ale przeznaczenia i to, jaką rolę każde z nas ma w nim odegrac. Być może wrócę do Elacrai... Kiedy już nie będę potrzebna w Pendorze. A nowego pierścienia nie można wykuć, ten został bowiem wykuty w czasach, kiedy Noldorowie władali potężną magią. To, co jest dzisiaj, to tylko cień dawnej magii i potęgi... Drugi taki już nie powstanie.
Catherine
Kiedy nie będziesz potrzebna? Zawsze będziesz! - wyszeptała rozgorączkowana - Na wszystkie z nas kiedyś przyjdzie czas ale zapewne zostawimy po sobie potomstwo,które też pokochasz i,które będzie Ciebie potrzebować tak jak my teraz!Szkoda tylko że tak na tym cierpisz,dajemy Ci szczęście ale i zarazem jesteśmy Twoim przekleństwem.... - zakończyła ze smutkiem
Catherine:
Przestań! Krzyknęła Lothiriel unosząc nagle ton. Spuściła jednak po tym głowę i szepnęła - jak możesz mówić, że jesteście moim przekleństwem... Jesteście moimi największymi skarbami... Życie bym oddała byście były szczęśliwe i uśmiechnięte, nic tego nie zmieni rozumiesz?
Na szczęście krzyk królowej nie zbudził żadnej z dziewczyn.
Catherine
No bo przez nas nie możesz być z ukochanym i swoim ludem,dlatego tak powiedziałam.... - odparła wyraźnie skruszona także spuszczając wzrok
Catherine:
Gdybym była z ukochanym i swoim ludem, nie byłabym z wami. Dokonałam wyboru córeczko i nigdy go nie żałowałam - odparła, całując Cię po tym czule w głowę.
Catherine
My też chcemy być z Tobą.... - powiedziała wyraźnie wzruszona czując że zaraz się rozpłacze,czuła że dzięki tej rozmowie jeszcze mocniej pokochała tą kobietę,o ile to w ogóle było wcześniej możliwe....
Catherine:
Wiem słonko... O niczym innym tak nie marzę, jak o tym byś... Nieważne, kocham cię - szepnęła królowa.