-
Christophe Leroy
Przyjrzał się tejże damie w milczeniu i wtem zauważył, iż jest to córka jego pana... Zsiadł z konia i przyklęknął przed jej obliczem i odezwał się do niej poważnym tonem, z szacunkiem - Jam jest Christophe Leroy, pani. Witam Cię jak i Twych towarzyszy. Jestem sługą pani ojca, pana Tankreda de Loiret, a dokładniej jego giermkiem. Gdy doszły go wieści ze świątyni Vereny, iż przeżyłaś wysłał mnie do Miragliano wraz z mą towarzyszką, Aratheną, bym Cię odnalazł i doprowadził bezpiecznie do Couronne, gdzie Ciebie oczekuje. Sam osobiście nie mógł po Ciebie pani przyjechać, bom w tymże mieście miała rozpocząć się koronacja... Na potwierdzenie mych słów Arathena okaże Tobie pani list od niego.
OD MG
-5 PD. list dostał giermek, post nr 32.
-
Anna de Loiret
Giermkiem mego ojca? Nie znam cię... Zatem proszę o list, choć pani Arathena rzekła to co ty, więc jej daję wiarę od razu, nie jest wszak plebejuszem jak ty. Choć przyznać muszę, iż urody ci nie brak, z początku wzięłam cię za szlachcica. Powiedziała do Christophe'a, po czym zdjęła kapelusz i donośnie się przedstawiła - jestem Anna de Loiret, córka Tankreda, rycerza królestwa i siostra najwspanialszego rycerza na tym świecie...
-
Alessio
Jam Alessio di Contrarini, jeśli w istocie jesteście wysłannikami ojca mej umiłowanej Ani nie możemy sprzeciwić się jego woli a i w większej grupie zawsze raźniej podróżować - powiedział pozdrawiając lekkim skinieniem głowy elfkę zaś w klęczącego giermka uważnie się wpatrując.
-
Arathena
ykmm... zakasłała na słowa giermka o towarzyszce..... Widziałam o jakie towarzystwo Ci chodzi nad jeziorem koło pomnika Pani Jeziora...
Wtrąciła tylko...
przepatrywaczka... powiedziała z lekką ironią...
Ukłoniła się również.... Pan Christophe już mnie przedstawił, dodam tylko, że wołają mnie też i Czarna Wdowa... dodała bez większego entuzjazmu w głosie.
Wybacz Pani roztargnienie giermka, ale wrażeń miał dość sporo po drodze i zapewne zapomniał, że list posiada on nie ja.... Mnie niestety nie nauczono czytać... Po cichu zwróciła się do do giermka tak by tylko on to słyszał... Chyba nie wytarłeś nim swojego tyłka?
(Techniczny spojrzała na niego z oczami, które domagały się zaprzeczenia jej ironii.)
Cholera, zatem będziemy pewnie wracać i czort pozamiatał ciepłe wygodne łoże, i jadło....
-
Christophe Leroy
Tak twierdzisz? Cóż, skoro tak to moja wina... - odparł głośno i powstał, a następnie odparł cicho z pełną powagą elfce spoglądając na nią - Ops... Chyba za późno. Cóż... Improwizuj teraz jeżeli go nie znajdę, wszak tamtej nocy dużo się działo, a ja już mogę nie pamiętać czy tym listem się podtarłem czy czymś innym... - po czym po paru chwilach wpatrywania się w nią podszedł do sakwy i po chwili wyjął z niej list, po czym podszedł do Anny, pochylił głowę i podał mu go - Proszę... - O no świetnie. Myślałem, że ta elfka brała list, a nie ja... Teraz pewnie zacznie mnie traktować jak pierdołę ta cała córka Tankreda, sądząc po jej zachowaniu... - pomyślał zirytowany na to wszystko.
-
Anna de Loiret
Zaśmiała się delikatnie patrząc na giermka, spytała - chyba posłaniec z ciebie marny, skoro nie pamiętasz gdzie schowałeś list, mam nadzieję że w czyszczeniu końskiej sierści jesteś bieglejszy? Nie czekając na odpowiedź wzięła list i zaczęła go czytać.
-
Arathena
Uśmiechnęła się dyskretnie......
Naprawdę Pani nie miej mu za złe bo prawy z niego człowiek. Ledwie z życiem uszliśmy by dotrzeć tu.
-
List zabezpieczony był lakiem z odciskiem rodowej pieczęci. Po jego przerwaniu i rozłożeniu Anna przeczytała
"Kochana Córko
Ucieszyłem się niezmiernie gdy dotarła do mnie wieść, iż przeżyłaś napad Skavenów. Żałuje tylko, że obowiązki nie pozwoliły mi osobiście ruszyć na spotkanie z Tobą. Wysyłam więc swego giermka, wraz z najlepszym przepatrywaczem dróg bądź zwiadowcą którego usługi uda się mi wynająć, by sprowadzili Cię do Couronne, gdzie muszę się udać na królewską koronację. Chodź Christophe Leroy z plebsu pochodzi, nie traktuj go zbyt wyniośle. Jeśli spełni powierzone zadanie mam zamiar zwolnić go ze służby by mógł zostać błędnym rycerzem i wypełniać wolę Pani Jeziora.
Tankred de Loiret"
-
Anna de Loiret
Złożyła z powrotem list i schowała do sakwy szepcąc - kocham cię ojcze. Po chwili zamyślenia, rzekła do giermka znacznie przyjemniejszym tonem - skąd wiedziałeś, że to ja jestem córką twego pana?
-
Christophe Leroy
... A może i nie? Nie no... Nie mogę zbyt szybko wysuwać jeszcze wniosków, za słabo poznałem ją... - W czyszczeniu końskiej sierści... Na pewno. A skąd ja wiedziałem, iż to ty pani... Twój ojciec pani dał mi medalion z Twoją podobizną, oraz Twego brata, pana Rolanda. Skoro już znaleźliśmy panią mi już nie będzie potrzebny... lecz jeżeli dotrzemy do Couronne to proszę, by pani powiedziała swemu ojcu o tym, iż przekazałem medalion, bo inaczej zapewne gdy się dowie, iż go nie mam w gniew wpadnie srogi - po czym sięgnął do sakwy i wyjął medalion i podał go Annie.